
– Mogę powiedzieć, że jestem optymistą – tak ostatnie spotkanie z prezydentem Romanem Ciepielą i wiceprezydentem Piotrem Augustyńskim ocenia Marek Ciesielczyk, radny miejski, który najgłośniej domaga się zmiany prezes klastera. – Ogólnie mogę powiedzieć, że nie ma nikogo, kto broniłby pani prezes.
Czarę goryczy przelała ostatnia sesja Rady Miejskiej Tarnowa, w czasie której prezes Magdalena Gadecka – Bukało miała przedstawić wizję rozwoju i podsumować dotychczasową działalność miejskiej spółki. Jednak już na początku jej wystąpienia na sali zawrzało, a w stronę szefowej klastera posypały się zarzuty o brak kompetencji oraz nieudolność w zarządzaniu.
– Brak jakiegokolwiek przygotowania do rozmowy z radnymi ze strony Gadeckiej – Bukało był wręcz szokujący – komentuje radny Ciesielczyk. – Miałem wrażenie, że jedyną rzeczą, którą zrobiła od początku pracy pani prezes, był film promocyjny i nowa strona internetowa. Nie potrafiła odpowiedzieć praktycznie na żadne pytania dotyczące rzeczywistej kondycji spółki.
Lista zarzutów w kierunku szefowej klastera jest znacznie dłuższa. Najczęściej wymieniane wśród nich to: mała aktywność klastera i brak inwestorów, którzy tworzyliby miejsca pracy, zwłaszcza dla młodych mieszkańców Tarnowa.
– Zastrzeżenia co do działań klastera podnosiliśmy już rok temu – tłumaczy Piotr Sak, radny i członek komisji rozwoju. – Nie możemy być zadowoleni z efektów pracy. Mam wrażenie, że ta spółka bardziej niż przedsiębiorczością zajmuje się teraz wynajmem powierzchni. To nie jest zadanie, na którym powinna się skupiać.
Kolejny zarzut to ten, że spółka wydaje za dużo (około 1/4 całego budżetu) na usługi zlecane firmom zewnętrznym, które zdaniem radnych powinni wykonywać pracownicy. Pani prezes broni się, że w klasterze pracuje tylko sześć osób, w związku z tym jest zmuszona posiłkować się podmiotami zewnętrznymi.
O audyt w sprawie rodzaju usług, jakie spółka zleca, zwrócił się do magistratu Piotr Sak. Pod koniec roku mają być znane jego wyniki.
Wśród uwag kierowanych w stronę pani prezes pojawiła się także taka, że decyzja o zmianie siedziby klastera jest niezrozumiała i że spółka powinna przenieść się do budynku, którego jest właścicielem, a nie wynajmować i płacić. Na nic zdały się tłumaczenia, że to konieczność, bo spółce wypowiedziano umowę wynajmu w dotychczasowej siedzibie i trzeba było szybko znaleźć nowe miejsce. Wolnych powierzchni, które nie wymagałyby remontu, klaster nie posiada i nie powstaną przez… kolejne trzy lata.
– Jestem bardzo rozczarowany postawą pani prezes – komentuje radny Jakub Kwaśny. – Nie potrafiła też odpowiedzieć na – wydawać by się mogło – banalne pytania, np. o to, jakim językiem obcym potencjalny inwestor może się porozumieć, dzwoniąc do klastera. Widać było duże zdenerwowanie i momentami opryskliwość. Myślę, że to dobrze nie wróży. Choć trzymam kciuki za powodzenie klastera i liczę na te obiecane 2000 miejsc pracy.
Zaraz po burzliwej sesji zwołano Radę Nadzorczą Tarnowskiego Klastera Przemysłowego, która odwołała jednego z jej członków – Artura Asztabskiego. W jego miejsce powołano prawnika Urzędu Miasta Tarnowa – Piotra Wojnarskiego. Magistrat tłumaczy, że to zmiana wymuszona, bo zmieniła się strategia spółki, choć potrzeby tej zmiany nie widziała prezes klastera, która podkreślała bardzo dobrą współpracę z Arturem Asztabskim i zdziwienie tą decyzją.
Dziś na pytanie, czy to odwołanie było pierwszym krokiem w kierunku poważniejszych zmian personalnych, w magistracie rozkładają ręce, tłumacząc, że wszystko w rękach… rady nadzorczej.
– Mam wrażenie, że w tej chwili nikt nie chce już bronić prezes klastera – mówi radny Ciesielczyk. – Jako radni, ale także jako mieszkańcy Tarnowa mamy prawo wymagać, aby ta spółka wreszcie przestała „siedzieć bezczynnie”. Nie zrobiono ostatnio praktycznie nic, aby wykupić jakiekolwiek grunty, które można by zaoferować przyszłym inwestorom. Nie widzę innej możliwości niż wymiana prezesa, jeśli ta spółka ma cokolwiek zdziałać jako instytucja otoczenia biznesu.























