Wyraźnie zmniejszająca się liczba mieszkańców (w ciągu ostatnich 12 lat w Tarnowie ubyło 10 tys.) to nie tylko sprawa prestiżu, wizerunku ważnego z perspektywy potencjalnych inwestorów czy kurczenia się możliwości lokalnego rynku. Mniej mieszkańców to mniej klientów – dla handlu, usług, w tym także dla taksówkarzy.
– Kiedyś w karnawale duży ruch był nawet nocą. To się skończyło. Już koło północy, gdy się przejeżdża przez miasto, choćby w weekend, mimo że ludzie mają więcej czasu na zabawę, na ulicach jest pusto. Nie ma z kim jeździć. Dużo młodych wyjechało. Aż się nie chce wierzyć, że w tym mieście żyje jeszcze ponad 100 tysięcy ludzi… – mówią taksówkarze.
Mało lania
Wyludnianiem Tarnowa zaniepokojone są także niektóre firmy, również komunalne.
– Nie przesadzę, jeśli powiem, że to jest dramat – mówi Tadeusz Rzepecki, prezes spółki Tarnowskie Wodociągi.Każdego roku z kranów spływa coraz mniej wody. Ta sytuacja trwa już od lat. Najpierw w Tarnowskie Wodociągi uderzył spadek produkcji przemysłowej w mieście, teraz w przedsiębiorstwo bije migracja – w coraz większej liczbie mieszkań od dawna nie były odkręcane krany, brakuje gospodarzy.
Wyjechali albo za granicę, albo do dużych aglomeracji w kraju. – Zużycie wody co roku spada u nas o 2‑3 procent, a w spółdzielniach mieszkaniowych nawet do 4‑5 proc. – mówi prezes Rzepecki. – Dużo osób przeprowadza się z bloków do nowo wybudowanych na obrzeżach miasta domów jednorodzinnych. Jeśli dociera tam nasza sieć, to strata w mieście jest kompensowana, jeśli nie – tracimy klienta na zawsze. Ogólnie zużycie wody spada, a większa część kosztów – do ponad 80 proc. – jest stała.
Energetyka się nie boi
Energetyka jest zdania, że dla niej problem nie istnieje.
– Z naszego punktu widzenia region rozwija się – informuje Ewa Groń, rzeczniczka prasowa spółki Tauron – Dystrybucja. – Na terenie obsługiwanym przez nasz oddział w Tarnowie zanotowaliśmy wzrost liczby wykonanych przyłączy do sieci elektroenergetycznej, np. w przypadków odbiorców przyłączonych do sieci niskiego napięcia w stosunku do 2014 roku wzrost ten wyniósł 23 procent. W 2014 w regionie tarnowskim zrealizowaliśmy 2317 umów, a rok później już 2841.
Podana jednak w ten sposób statystyka nie wszystko wyjaśnia. Pamiętajmy, że duży udział w podłączaniu się do sieci energetycznej mają liczni mali inwestorzy – budowniczowie domów jednorodzinnych i założyciele niewielkich firm, także ci spoza Tarnowa. Gdyby znać wskaźnik zużycia prądu w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, obraz sytuacji byłby bardziej miarodajny.
Windy za nieobecnych
Z problemem wyludniania zmagają się też niektórzy zarządcy budynków.
– W naszych zasobach mieszka ok. 10 tys. osób. Kiedy przyszło złożyć tzw. deklaracje śmieciowe, które uwzględniają osoby faktycznie zamieszkałe, a niekoniecznie tylko zameldowane, okazało się, że tych pierwszych jest o ok. 1900 mniej. Te liczby o czymś świadczą, chociaż trudno przyjąć, iż mówią wszystko o skali migracji. Na przykład sporo dzieci, które do tej pory były przy rodzicach, studiuje w innych miastach. Na pewno część mieszkań stoi pusta, niekiedy jest to też rodzaj zamrożenia kapitału, którym dysponował właściciel – mówi Roman Kusek, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Jaskółka”.W każdym razie zjawisko jest. Do tego stopnia, że „Jaskółka” musiała zmienić system naliczania opłat za windy w budynkach. Ponieważ ludzi w blokach ubywało, trzeba było regularnie podnosić opłaty – były stałe, ale rozkładały się na coraz mniejszą liczbę mieszkańców.Postanowiono więc, że stawki będą naliczane nie w oparciu o liczbę osób, które zajmują dane mieszkanie, ale w oparciu o powierzchnię tego mieszkania.
Co prawda niektórzy się burzyli, że windami jeżdżą ludzie, a nie metry kwadratowe, ale w końcu zaakceptowano to rozwiązanie.
– Pożytek z tego jest taki, że nie wzrastają opłaty – podsumowuje prezes Kusek.
Puste mieszkania
Mniej tarnowian to krótsza – przynajmniej trochę – kolejka w oczekiwaniu na mieszkanie komunalne.
– Według danych z 2014 roku, w naszych zasobach mieszka o ok. 700 osób mniej niż w poprzednich latach – mówi Janusz Galas, prezes Miejskiego Zarządu Budynków, spółki z o. o.
Wskutek takiego ubytku mieszkańców zupełnie niespodziewanie pojawiły się tak zwane pustostany.
– W naszych realiach to nowe zjawisko, wcześniej niespotykane – podkreśla prezes Galas. – Ci, którzy wyjechali z Tarnowa i którzy po jakimś czasie zadecydowali, że tutaj nie wrócą, rezygnują z najmu mieszkań. W ciągu roku mamy średnio po kilkanaście takich przypadków. W ten sposób tworzą się pustostany. Oczywiście nie na długo, bo mamy dość chętnych do objęcia opuszczonych lokali. Ci lokatorzy, którzy wyjechali z miasta, ale nie zdecydowali się na stały pobyt w nowym miejscu, regularnie uiszczają wszelkie opłaty, aby nie utracić prawa do mieszkania.
























