Pustki w składach opału. Węgiel znowu jest złotem

0
Uważaj, żeby zamiast węgla nie kupić czarnych kamieni
fot. archiwum
REKLAMA

O tej porze roku na placu był ruch – teraz pustki, ani jednego klienta. Klientów nie ma, bo nie ma towaru. Nie wiadomo, kiedy będzie, może w czerwcu, może w lipcu. Pracownica składu opału przy ul. Studniarskiego w Tarnowie bezradnie rozkłada ręce. U konkurencji, kilkaset metrów dalej – podobnie. Wprawdzie pozostało tam trochę „ekogroszku”, ale jest tak drogi, że klienci wolą zaczekać. Tylko czy wszyscy dostaną taki węgiel, który chcieliby kupić? Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki, wyliczył, że w przyszłym sezonie dla odbiorców indywidualnych może zabraknąć około 5 mln ton węgla.
W składzie opału przy ul. Studniarskiego, blisko rampy kolejowej, pozostała tylko niewielka pryzma. To „orzech”, chętnie kupowany przez klientów.
– Już sprzedany. Klient odbierze go w sobotę, tak ustaliliśmy – od razu na wszelki wypadek wyjaśnia starsza, żwawa pani, która zawiaduje składem. – Marnie jest. W maju mieliśmy śladowe ilości z Piasta, Zimowita i Bytomia, w porównaniu do lat ubiegłych to nic. Wtedy nawet nie trzeba nam było ruskiego węgla, bo krajowy wystarczał. Codziennie dzwonię do dilerów, znaczy naszych dostawców, a oni mówią, że już nic nie mają na stanie. Przydziały obcięto im o pięćdziesiąt procent. To czym teraz handlować?
Właściciele składów opałów mogliby dzisiaj zadać historyczne pytanie „paprykarza”: jak tu żyć, panie premierze?…
– Sprzedaż stanęła, nie ma węgla, nie ma zarobku. A ludzi trzeba utrzymać, podatki zapłacić. Już słyszę, że w kraju padają składy – martwi się nasza rozmówczyni.

Robią z nas spekulantów

No i te ceny! Rok temu poszukiwany „orzech” kosztował w Tarnowie 800-1000 zł, dziś 2065, „ekogroszek” był za około 1 tys., obecnie 2560.
– I wie pan co? Jeszcze ludzie mówią, że te ceny to nasza zasługa, że to my jesteśmy spekulantami! Słuchać już tego nie można.
Ostatnio związki zawodowe górników oznajmiły, że „cały gigantyczny zysk przechwytywany jest przez spekulujących pośredników”.
W Polsce od dobrych kilku lat brakowało węgla, dlatego zapasy uzupełniane były głównie rosyjskim. Kiedy w lutym Rosja napadła na Ukrainę i Unia Europejska nałożyła na nią sankcje gospodarcze, urwały się dostawy ze Wschodu. Zaraz po tym popyt na opał gwałtownie wzrósł, podobnie jak jego ceny. Według danych GUS średnioroczna cena detaliczna węgla kamiennego w Polsce w 2021 r. wyniosła 996,6 zł. Dziś to co najmniej 1500 zł i nawet do 3 tys. zł za popularny „ekogroszek”.

Trudno się dobić

W składzie opału przy ul. Towarowej na placu widać trochę koksu (tona za 2780 zł) i „ekogroszku” (2560 zł).
– Koks biorą głównie rzemieślnicy, a „ekogroszek” schodzi powoli, bo drogi – tłumaczy kierowniczka składu. – Ostatnia dostawa była z Mysłowic. Była to „kostka”. Kiedy będzie następna, jeszcze nie wiem. Może w czerwcu. Zawsze o tej porze nadchodził czas, gdy zaczynało się robić zapasy węgla na zimę, na placu było pełno ludzi. A teraz? Jeśli tak dalej pójdzie, trudno będzie utrzymać skład, bo wszystko kosztuje.
Kierowniczka słyszała, że niektórzy próbują kupić węgiel przez internet (w kopalniach Polskiej Grupy Górniczej), gdyż pojawiła się taka możliwość. – Kurier może dostarczyć góra dwie palety, a jeżeli ktoś ma swój transport, to do pięciu ton. Ale od niektórych klientów dowiaduję się, że bardzo trudno się tam dobić.
Kiedy dzwonimy do składu opału w Zgłobicach, właściciel – gdy jeszcze nie zadaliśmy żadnego pytania – już w pierwszych słowach mówi: Węgla nie ma.
W dalszej rozmowie, gdy się przedstawiamy, dodaje, że sytuacja jest bardzo trudna i nie wiadomo, czy wkrótce będzie lepsza. – Od lutego w dwóch głównych kopalniach trwa przerwa technologiczna, a w innych 80 procent urobku kierowanych jest do sprzedaży internetowej. Mam propozycję zakupu węgla z Kazachstanu, ale po dokładnych obliczeniach, po dodaniu kosztów transportu, wychodzi ponad 3 tysiące za tonę. Kto to kupi?

REKLAMA (2)

Drogo, bo… drogo

Dominik Łazarz, ekonomista z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, w rozmowie z Gazetą Wyborczą powiedział: To wina rządu, że nie zabezpieczył polskiej energetyki od surowców pozarosyjskich, bo problem nie dotyczy tylko węgla, ale też ropy naftowej i gazu. O wybuchu wojny w Ukrainie polski rząd był informowany przez Amerykanów już pod koniec ubiegłego roku, więc można było się spodziewać, że ważny kierunek pozyskiwania surowców, jakim jest Rosja, stanie się zagrożony. Tani węgiel z Rosji był importowany do Polski w potężnych ilościach i nagle zaczyna brakować potrzebnego surowca na rynku. Nasz polski węgiel jest droższy, bo koszty wydobycia przekraczają koszty sprowadzenia go z Rosji. Nie sądzę, że w najbliższej przyszłości zobaczymy spadki cen.

REKLAMA (3)

Zapalą byle czym

Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, kilka dni temu zapowiedział, że trwają prace nad systemem, który ma spowodować, by wysokie ceny węgla nie uderzały tak mocno w indywidualnych odbiorców. Z drugiej strony część ekspertów jest zdania, że cena węgla wkrótce może osiągnąć pułap 3 tys. zł za tonę. Jeśli spełni się ten drugi scenariusz, być może „czarnego złota” będzie więcej na składach, ale czy wszystkich będzie stać na jego zakup?
W jednym z komentarzy, który ukazał się po wpisie Janusza Piechocińskiego na Twitterze o trudnościach opałowych w Polsce, można przeczytać: Zimą będzie palone wszystkim, co ludzie mają w piwnicach, pół biedy, jak ktoś będzie palił drewnem, ale plastik i guma też pójdą w ruch. I ciekawostka: jeśli ktoś nie wymienił kopciucha na nowy piec, to będzie mógł palić wszystkim i pewnie nie kupi węgla.
Szacuje się, że w Tarnowie czynnych jest jeszcze około półtora tysiąca „kopciuchów”.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze