Autor pomysłu na koci szpital pomaga zwierzętom już 13 lat. Połowę jednorodzinnego budynku, w którym mieszka, przeznaczył na azyl dla kotów, szpital mieści się w dawnym budynku gospodarczym.
– Przez miesiąc działalności szpitala trafiło tu dziewięć kotów i już teraz wiem, że warto było go stworzyć – mówi Krzysztof Giemza. – Wszystkie koty ściągnięte były z ulicy. Siedem z nich było kotami udomowionymi i mamy pewność, że zostały przez kogoś wyrzucone. W najpoważniejszym stanie trafiła do nas kotka, która miała złamaną miednicę i łapkę. Przeszła już jeden zabieg wstawienia w złamaną kość metalowej śruby. Później pozostanie już tylko rehabilitacja.
Aby kot, który wymaga pomocy, mógł trafić do szpitala, należy zgłosić go poprzez straż miejską do tarnowskiego azylu. Jeżeli ten odmówi jego przyjęcia, dopiero wtedy zwierzę ma szansę na przyjęcie przez pana Krzysztofa. – Tworzymy kartę przyjęcia kota. Osoby, które trafiają do nas ze zwierzęciem, podpisują oświadczenie o okolicznościach jego znalezienia. Dodatkowo należy przedstawić dokument potwierdzający fakt, że azyl odmówił jego przyjęcia. Wszystko musi być udokumentowane.
W chwili obecnej szpital przeznaczony jest maksymalnie dla 14 kotów. Podzielony jest na dwie części. Jedną zajmują koty oswojone, drugą dzikie. – Koty oswojone muszą posiadać większą przestrzeń. Dodatkowo są to boksy, które znajdują się za szybami. Czworonogi, które są nieoswojone bądź z powodu obrażeń nie mogą wykonywać gwałtownych ruchów, umieszczane są w klatkach. Dodatkowo każdemu z nich nadajemy imię. Z dziewięciu kotów, które trafiły do nas od momentu otwarcia szpitala, tylko w jednym wypadku odnalazł się były właściciel. Reszta to zwierzęta bezdomne, którym albo wciąż szukamy nowych opiekunów, albo też znalazły już schronienie.
Krzysztof Giemza nie ukrywa, że coraz więcej osób zgłasza się do niego z informacjami o porzuconych czworonogach. Co więcej, duża część zgłoszeń pochodzi z różnych zakątków Polski, a nie tylko z Tarnowa. – Ludzie chcą przywozić do nas koty niemal z całego kraju, traktując nas jak schronisko, a przecież nim nie jesteśmy. Możemy przyjąć kota w miarę możliwości lokalowych i finansowych. Wszystko robimy charytatywnie. Nie mamy sponsorów ani też dotacji z urzędu miasta. Mamy nadzieję, że dzięki pomocy ludzi, którzy wspierają nas finansowo lub przekazują pokarm, uda nam się uratować jak najwięcej czworonogów.
„Koci szpital” uratował już dziewięć zwierzaków
REKLAMA
REKLAMA























