Dzień sto pięćdziesiąty pierwszy: chaos, chaos, chaos…
Próbuję się zaszczepić, rejestruję się w różnych miejscach i na różny sposób, ale nikt mnie nie informuje o wolnym terminie. Ktoś mi radzi, żebym wysłał SMS-a pod wskazany numer i wówczas otrzymam propozycję zaszczepienia się w wybranych miejscach z dokładnym określeniem daty.
Próbuję więc. Przychodzi pierwsza propozycja: ośrodek zdrowia w Iwanowicach Dworskich. Termin za miesiąc. Z całym szacunkiem, ale pierwszy raz słyszę o tej miejscowości. Sprawdzam, to wioska położona za Krakowem. Nieco ponad 100 km od Tarnowa.
Próbuję dalej. Druga oferta: Rabka Zdrój. Trzecia: Nowy Targ. Czegoś nie rozumiem. Przecież czytałem, że od 25 marca propozycje szczepień nie mogą obejmować miejsc, które oddalone są od miejsca zamieszkania pacjenta powyżej 100 km. Taką decyzję podjęło Ministerstwo Zdrowia po słynnej wpadce, o której głośno było w całym kraju. Pewien schorowany rencista spod Szczecina otrzymał propozycję zaszczepienia się w Rzeszowie…
Ale z Tarnowa do Rabki Zdrój jest co najmniej 125 km, do Nowego Targu jeszcze dalej – 135 km. W końcu czwarta propozycja, najlepsza ze złych, dlaczego akurat na końcu? Kraków, 80 km. Czas oczekiwania: 5 tygodni.
Dzwonię jeszcze pod nr infolinii 989. Już po minucie zgłasza się miła pani. OK. Od razu jednak wychwytuje na swoim komputerze, że nie przyjąłem wcześniej czterech ofert, a poza nimi nie ma na razie nic korzystniejszego. Pytam o możliwość zaszczepienia się w Rzeszowie, gdyż od dawna słyszę, że jedna z tamtejszych prywatnych przychodni szczepi ekspresowo, z dnia na dzień. Pani spod nr. 989 odpowiada jednak, że nie widzi wolnych terminów w Rzeszowie. Na wszelki wypadek sam telefonuję do rzeszowskiej przychodni. Odpowiedź stamtąd brzmi: – Proszę bardzo, może pan przyjechać na szczepienie już jutro…
Tak działa rządowy system, który zapewne kosztował miliony. Mam nadzieję, że wkrótce, gdy nadejdą wielkie transporty kolejnych szczepionek, gdy w Tarnowie i innych miastach ruszą masowe punkty szczepień, historyjki te przejdą wreszcie do historii.
Dzień sto pięćdziesiąty drugi: wizyta aktora
Czy ktoś wcześniej słyszał o Żelaznej Rządowej? Ostatnio ta malutka wieś w woj. mazowieckim zrobiła krótką, ale oszałamiającą karierę. Informowały o niej ogólnopolskie media. Sława wzięła się stąd, że na szczepienie do ośrodka zdrowia w Żelaznej przyjechał Artur Barciś, znany aktor. Nie było dla niego szybkiego wolnego terminu w Warszawie, gdzie mieszka, więc zdecydował się na Żelazną Rządową, 140 km dalej. Podróż w jedną stronę zajęła mu półtorej godziny.
Jak można było się spodziewać, informacja o planowanej wizycie Artura Barcisia w małej wsi koło Przasnysza szybko wyciekła i Żelazna Rządowa znakomicie przygotowała się na ten przyjazd. Barciś został ugoszczony przez panie z miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich, na drogę dostał jeszcze sporo smacznego ciasta, uszykowanego wedle lokalnych przepisów. Chyba nie miał wątpliwości, że warto było wybrać się w tę podróż.
Myślę sobie, że szkoda, że na przykład do Porąbki Uszewskiej, Biskupic Radłowskich czy Zalasowej nie wybrali się na szczepienia – jeśli tam lub w podobnych miejscowościach pod Tarnowem byłoby ono możliwe – Jan Englert, Janusz Gajos, Piotr Fronczewski czy Danuta Stenka. Wtedy sława spłynęłaby na te właśnie okolice.























