Dzień sto pięćdziesiąty czwarty: donosicielstwo czy dobrodziejstwo?
Zatelefonował do naszej redakcji czytelnik, który z oburzeniem twierdził, że w niedzielę podczas uroczystości kościelnych w Wał Rudzie zebrał się tłum wiernych, którzy czcili pamięć bł. Karoliny, ale mało kto przestrzegał obostrzeń pandemicznych.
Od czasu do czasu do tarnowskiej policji docierają sygnały o nieprzestrzeganiu w kościołach przepisów określających dopuszczalną liczbę osób w świątyniach. W kwietniu takich zgłoszeń było prawie 10; jedno dotyczyło kościoła w Tarnowie, w którym mogło przebywać maksymalnie 50 wiernych, ale doliczono się ich 300.
Myślę, że przez dużą część Polaków zgłoszenia o łamaniu obostrzeń w świątyniach traktowane są jako przejaw pospolitego donosicielstwa, mimo że czasem może tu chodzić o czyjeś zdrowie i nawet życie. Boleśnie przekonał się o tym mieszkaniec gminy Czudec w powiecie strzyżowskim na Podkarpaciu. Pewnej niedzieli powiadomił policję, że w miejscowym kościele liczba wiernych przekracza dozwoloną liczbę. Był to kościół, w którym z tego powodu policja wcześniej interweniowała już osiem razy.
Ponieważ miejscowość, w której to się wydarzyło, nie jest duża, wierni przeprowadzili skuteczne śledztwo i ustalili personalia „donosiciela”. W odwecie postanowili dać mu nauczkę, rozwieszając na terenie parafii obraźliwe ulotki z jego wizerunkiem. To jeszcze nie wszystko. Jeden z parafian ostrzegł go, że „jak jeszcze raz wezwie policję, to mu na rynku łeb upierdoli”…
























