Dzień sto pięćdziesiąty trzeci: kłopot z aspiryną
Kolega miał problem. Po chwilowym zawahaniu postanowił zaszczepić się preparatem firmy AstraZeneca. Jak sam mówi, w obecnej dramatycznej sytuacji nieważne już, czym się szczepisz, ważne, żeby to zrobić jak najprędzej.
AstraZeneca miała złą sławę. Informowano o tym, że na świecie odnotowano pojedyncze przypadki zakrzepicy u pacjentów, którzy przyjęli tę szczepionkę, ale międzynarodowe instytucje medyczne cały czas uspokajają, że nie ma problemu.
Kolega słyszał od kogoś, że mimo wszystko warto się na wszelki wypadek zabezpieczyć i po przyjęciu Astry można połykać aspirynę. Aspiryna rozrzedza krew i ogranicza ryzyko zakrzepu. Kłopot jest jednak w tym, że wypowiedzi lekarzy w sieci są na ten temat bardzo różne. Trzech cytowanych medyków jest zdania, że aspiryna nie zaszkodzi, trzech innych, żeby jej nie przyjmować. I bądź tu, człowieku, mądry. Pewien pan, też lekarz, popularyzator wiedzy medycznej w internecie, ostrzega przed łykaniem aspiryny po zaszczepieniu się AstraZenecą, strasząc nawet możliwym zejściem z tego świata. Aż tak? Nie przesadza przypadkiem?
Zwykły człowiek w czasach zarazy staje się bezradny. Bezradny wobec tysięcy całkiem sprzecznych informacji, opinii, poglądów związanych z epidemią i jej skutkami. Nie wiadomo, komu wierzyć, kogo słuchać, co wybrać, jak się zachować.
Kolega zaszczepił się Astrą. Aspiryny nie wziął. Żyje.























