Dzień dwudziesty piąty: kradzież na stacji benzynowej
Jadę na stację paliw przy ul. Nowodąbrowskiej w Tarnowie. Wysiadam z samochodu i szukam jednorazowych foliowych rękawic, gdyż wymagają tego przepisy. Rzecz w tym, by bezpiecznie posługiwać się uchwytem do węża dystrybutora, na którym zapewne gromadzi się dużo wirusów.
Chodzę, zaglądam w różne zakamarki – i nic. Przed dystrybutor zajechał drugi kierowca i teraz obydwaj szukamy rękawic. Bez skutku. Wchodzę do pawilonu i pytam obsługę, co z rękawicami. Pokazują, że są, ale u nich, w środku. Dlaczego nie na zewnątrz?
– Dlatego, że klienci masowo kradli te rękawice – słyszę w odpowiedzi.
Ciekawostka w telewizji. Niemcy wyszli z domów na ulice! W Berlinie protest przeciwko przeciągającym się obostrzeniom związanym z epidemią koronawirusa. Zebrały się setki ludzi. Policja napomina tylko, aby stali oni w odpowiedniej odległości…
Staram sobie wyobrazić, jak wyglądałaby społeczna kwarantanna sprzed epoki cyfrowej, gdyby wybuchła podobna pandemia, powiedzmy na początku lat 90. poprzedniego stulecia. Komputery w domach były jeszcze rzadkością, internet dopiero się rozwijał, telefony komórkowe mieli nieliczni, w dodatku analogowe. O smartfonie, aplikacjach czy o WhatsApp nikt wtedy nie słyszał. Jak wyglądałaby na przykład zdalna praca, czy w ogóle by wyglądała? A co z komunikacją międzyludzką, przecież tradycyjne centrale telefoniczne szybko padłyby z przeciążenia. Z rozrywek chyba największe triumfy święciłaby telewizja, zdecydowanie więcej przeczytalibyśmy książek. Podejrzewam jednak, że bez nowoczesnych technologii rozmiar klęski byłby jeszcze większy.
Dzień dwudziesty szósty: strach przed szpitalem
Maseczki, które teraz wszyscy nosimy, nie są komfortowe. No, właśnie: czy nosimy wszyscy? Pierwsze dni obserwacji są budujące. Bardzo rzadko widuję, najczęściej przez okno, ludzi, którzy nie mają zasłoniętej częściowo twarzy. Może jeden przypadek na pięćdziesiąt. Dostrzegam męki palaczy. Idzie facet, co chwila unosi palcami do góry maseczkę, żeby sobie przypalić. W internecie furorę robi filmik z Januszem Korwinem-Mikke, który został nagrany przez kogoś smartfonem. Janusz Korwin-Mikke wybrał się do sklepu na zakupy. Za nic nie mógł rozwinąć rękawiczek – foliowych zgrzewek, więc co kilka sekund ślinił palce w ustach, żeby było łatwiej…
Matka ratownika medycznego opowiada mi o dramatycznych sytuacjach w pogotowiu. Zdarza się, że kiedy karetka jedzie na ratunek chorym i okazuje się, że ze względu na poważne dolegliwości, np. sercowe, powinni znaleźć się w szpitalu, wielu odmawia. Wizją przetransportowania do szpitala są przerażeni. Codziennie oglądali w telewizji, co się tam dzieje, jak z powodu problemów z testami część szpitali stała się z czasem wylęgarniami zarazy. Chorzy boją się, że w oddziałach łatwo zostaną zarażeni koronawirusem, choć obawy te nie zawsze są uzasadnione. Na nic zdają się tłumaczenia, że w ich przypadku konieczny jest pobyt w lecznicy, w przeciwnym razie ich życie może być zagrożone.
– To ja już wolę umrzeć w domu – pada odpowiedź. – Zostawcie mnie.
Dzień dwudziesty siódmy: przelała się ropa
Łapię się na tym, że dzwonek do drzwi mieszkania wzbudza we mnie spore zdziwienie. Kiedyś było to coś oczywistego, a teraz? Przecież teraz nie ma prawa ktoś się zjawiać. Ale właśnie ktoś dzwoni. Otwieram. Jakiś facet biega po bloku i szuka kogoś o nieznanym mi nazwisku. Pyta mnie o różne rzeczy, pakuje się prawie do mieszkania, nie reaguje na wiadomość, że nie znam ludzi, o których mu chodzi i co z tego, że ma maseczkę. Widzę, ze najchętniej wszedłby do środka, rozsiadł się w najlepsze i jeszcze poprosił o kawę. Nic z tego. Zamykam mu drzwi prawie przed nosem. To prawda, kiedyś byłem bardziej kulturalny…
Kolejne epokowe zdarzenie. Świat zatkał się ropą naftową, ledwie dysząca gospodarka nie potrzebuje jej aż tyle. Z powodu jej nadmiaru ma ona cenę… ujemną! Poniżej zera! Nikt wcześniej o czymś takim nie słyszał. Producenci ropy podobno będą dopłacać odbiorcom, żeby tylko trochę opróżnić przepełnione zbiorniki. W Polsce nie ma co liczyć na rekordowo niskie ceny, bo te ceny puchną od wliczonych w nie podatków.
Dzień dwudziesty ósmy: coraz ciemniej
Nie rozumiem awantury o wymianę opon zimowych na letnie. Kierowcy buntują się, że nie mogą pojechać w tym celu do serwisu, gdyż polują tam na nich policjanci. Oczywiście, też uważam, że nakładanie wysokich mandatów z tego powodu jest grubą przesadą, ale z drugiej strony pośpiech z wymianą opon chyba nie jest konieczny. Teraz, gdy obowiązuje zakaz przemieszczania się po kraju, przebiegi samochodów są dużo niższe i opony zimowe, jeśli nawet pracują w zbyt wysokich dla nich temperaturach, tak szybko się nie zniszczą.
Ponieważ nie wolno również korzystać z myjni samochodowych, pewien właściciel takiego interesu w kraju, żeby obejść ten zakaz, wprowadził u siebie dodatkową funkcję: odkażanie pojazdów. Odkażać ciągle można.
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie? Tarnów wzorem Krakowa i innych miast będzie wyłączał oświetlenie uliczne między północą i godziną czwartą. Samorządy dochodzą do wniosku, że skoro całkowicie ustało życie nocą, to nie ma sensu wydawać pieniędzy na prąd. Tarnów powinien zaoszczędzić około 2 tys. dziennie.
Zastanawiam się tylko, jak podejdą do tego problemu przestępcy. Prawdę powiedziawszy w czasach pandemii wiedzie im się coraz lepiej. Mogą już zakrywać twarz, używając masek bądź maseczek, i nikomu nie rzucają się w oczy, a teraz jeszcze staną się nocą całkowicie niewidzialni. Noc i ciemność od zawsze darzyły przestępców przyjaźnią, więc zaraz się okaże, czy ci drudzy znowu nie zechcą skorzystać z dobrodziejstw tej przyjaźni.
Dramatyczne zdarzenie w Oświęcimiu. Narwany klient, którego nie chciały obsłużyć ekspedientki w sklepie z powodu pory senioralnej (10 – 12), z wściekłością je zaatakował. Jedna z pań doznała złamania biodra, druga urazu głowy. Napastnik został szybko rozpoznany, gdyż do zdarzenia doszło na dzień przed wprowadzeniem obowiązku noszenia maseczek.
























