Z naszych informacji wynika, że Paweł Sanguszko pozytywnie przyjmuje inicjatywę radnych, ale ich nadzieje na przełom w sprawie działki na górze mogą okazać się płonne. Pełnomocnik rodziny sprawę stawia jednoznacznie: działka może należeć do miasta, ale miasto będzie musiało za nią zapłacić.
Trudno się dziwić, że kiedy radni podjęli uchwałę o zmianie nazwy parku po to, by uczcić pamięć księcia Romana Adama Sanguszki „Sybiraka” – powstańca z 1831 roku, skazanego przez cara Mikołaja I na zesłanie w głąb Rosji – pojawiły się spekulacje, że rada będzie dążyć do zmiany relacji między miastem i Sanguszkami, a zmiana ta ma doprowadzić do rozwiązania problemu własności wzgórza zamkowego. W przygotowanej specjalnie uchwale zawarta jest dezaprobata dla obecnego stanu rzeczy: spór o działkę, na której posadowiony był kiedyś wielki średniowieczny zamek Tarnowskich, przeniósł się do sądu, trwa już 10 lat i nie widać jego końca. Konflikt między stronami się pogłębia, a zachowane na wzgórzu cenne ruiny zamczyska powoli zapadają się w ziemię. Ale w uzasadnieniu uchwały w nikłym stopniu wspomina się o związku między trwającym sporem, a inicjatywą przemianowania obecnego Parku na Górze Św. Marcina na Park Niepodległości Miasta Tarnowa im. Romana Księcia Sanguszki, powstańca 1831 roku „Sybiraka”. Zmiana nazwy to nie wszystko, gdyż planowane są na tym terenie pewne inwestycje.
Pod napięciem
– Radni PiS, którzy zainicjowali całą rzecz, prawdopodobnie liczą na to, że złagodzą napięcie między miastem i Sanguszkami, a w przyszłości dogadają się z nimi w sprawie wzgórza zamkowego – mówi jeden z radnych. – Może chodzi o to, by zawrzeć z Pawłem Sanguszko jakąś ugodę prowadzącą do zakończenia kłótni o „Marcinkę”.
Pytany o to Ryszard Pagacz, przewodniczący rady, odpowiada, że w inicjatywie chodziło przede wszystkim o oddanie hołdu wielkiemu Polakowi i patriocie związanemu z Tarnowem, także całemu rodowi za zasługi dla miasta, nieprzypadkowo w 100‑lecie niepodległości Polski.
– W założeniu ma to być nie tylko park wypoczynkowy, ale i historyczny, edukacyjny. Pomysł poparli jednogłośnie wszyscy radni – mówi Pagacz. – Warto przypomnieć, że w 20‑lecie odzyskania przez Polskę niepodległości książę Roman Sanguszko przedstawił ówczesnym władzom miejskim ideę powstania na „Marcince” parku o nazwie, do której teraz powróciliśmy.
Czy jednak inicjatywa ta ma jakieś „drugie dno”, czy zmierza do rozwiązania i zakończenia sporu o „Marcinkę” między Sanguszkami i miastem?
– Czynimy gest dobrej woli, który, mam nadzieję, zostanie doceniony. W 1938 roku wspomniany książę Roman zobowiązał się do nieodpłatnego przekazania „Marcinki” na rzecz miasta, więc kto wie, może w przyszłości potomek rodu zadecyduje o spełnieniu woli swego przodka? Najpierw jednak chcemy podjąć dialog, starać się poprawić dotychczasowe relacje między Sanguszkami i Tarnowem, możliwe, że kiedy już urządzimy nowy park, zaprosimy księcia Pawła do nas – odpowiada Ryszard Pagacz.
Urzędowa zwłoka
O potrzebie poprawy relacji często wspomina też radny Jacek Łabno, który jest głównym inicjatorem powstania nowego parku na Górze Św. Marcina.
– Ten park to ziszczenie się marzeń dziadka księcia Pawła – podkreśla radny. – To inicjatywa patriotyczna i historyczna, ale nie będę ukrywał, że wiąże się ona również z naszymi dążeniami do nawiązania z rodziną Sanguszków kontaktów także pozasądowych. Zależy nam bardzo na ich ociepleniu, wzajemnej współpracy i pojednaniu. Liczymy w przyszłości na to, że książę doceni nasze starania, także gdy chodzi o dbałość o pamięć jego rodu w Tarnowie, i podejmie historyczną decyzję, odstępując od sporu o wzgórze zamkowe z korzyścią dla miasta i jego mieszkańców.
Niedawno radny Łabno w rozmowie z nami zdradził, że w przeznaczonym do remontu XIX‑wiecznym spichlerzu Sanguszków chciałby zorganizować izbę pamiątek po sławnej rodzinie z Gumnisk. Radny miał też kiedyś pomysł, by zakończyć spór o wzgórze wykupieniem przez miasto tego terenu za 1 mln zł, za cenę, którą od 10 lat proponują Sanguszkowie.
Miasto jednak w tej sprawie pozostaje niewzruszone. Nadal stoi na stanowisku, iż w związku z zapisami reformy rolnej z 1944 roku za właściciela ponad 5‑hektarowego terenu należy uznać gminę miejską Tarnów. Mec. Grzegorz Szczerba, pełnomocnik magistratu, powtarza po raz kolejny: Przeznaczenie publicznych pieniędzy na zakup prywatnej nieruchomości w sytuacji, gdy nie ma jeszcze wyroku sądowego, byłoby przekroczeniem uprawnień. Ktoś za tę decyzję musiałby ponieść konsekwencje prawne.
Kilka lat temu sąd zawiesił postępowanie w sprawie sporu, ponieważ najpierw długo czekało się na wydanie decyzji przez Małopolski Urząd Wojewódzki w Krakowie, a teraz czeka się na odpowiedź ministerstwa rolnictwa po odwołaniu się przez Urząd Miasta Tarnowa od postanowienia wojewody. Ministerstwo co rusz przesuwa termin udzielenia tej odpowiedzi.
Sensacyjne pogłoski
Jeden z naszych rozmówców jest zdania, że relacje na linii Sanguszkowie – Tarnów stają się coraz bardziej skomplikowane.
– Niedawno na podstawie przygotowanych przez magistrat dokumentów Sanguszkom jako formalnym właścicielom działki na Górze Św. Marcina nalicza się podatek. Zapłacili także za okres wstecz i wyniosło to w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych…
Po Tarnowie krąży już sensacyjna wieść, że książę Paweł doszedł do wniosku, że „Marcinka” staje się dla niego kłopotem, przynosi wymierne straty i że warto porozumieć się z miastem, żeby z honorem pozbyć się tego problemu. Założenie parku im. Romana Sanguszki mogłoby być dobrym pretekstem do nieodpłatnego przekazania przez księcia wzgórza zamkowego.
Taniej już było?
Po rozmowie z Markiem Ostrowskim, pełnomocnikiem księcia Pawła Sanguszki, nie wydaje się, żeby była to prawda.
– Gest radnych, by urządzić park imienia księcia Romana Sanguszki – „Sybiraka”, jest oczywiście miły, ale zasadniczo nie zmienia niczego – podkreśla Ostrowski. – Wielu radnych chętnie przypomina o dawnej deklaracji księcia Romana z 1928 roku, ale dotyczy to sytuacji sprzed 80 lat. Po II wojnie światowej władze PRL‑u, państwa, którego spadkobiercą jest III RP, tylko w Tarnowie odebrały Sanguszkom wiele nieruchomości, w tym tartak, gorzelnię, cegielnię, browar czy stadninę koni. Zabrano im wszystko, stała się wielka niesprawiedliwość. Dlaczego więc deklaracja dobrej woli przodka księcia Pawła miałaby być aktualna w zupełnie innej rzeczywistości, której nikt nie był w stanie przewidzieć?
Pełnomocnik Sanguszków twierdzi, że jeśli jest prawdą, że radni poprzez swoją inicjatywę liczą na ustępstwa ze strony księcia Pawła spowodowane wywołaniem u niego „uniesień patriotycznych”, to popełniają błąd. Miły gest z ich strony nie otworzy pola do negocjacji, na pewno nie na obecnym etapie sprawy.
– Już w przeszłości próbowaliśmy z przedstawicielami miasta zasiąść za stołem, porozmawiać, lecz nic z tego nie wyszło. Chodziło o milion złotych za działkę, cena jest atrakcyjna i trudno nam zrozumieć, że dużego miasta nie stać na taki wydatek.
Okazuje się jednak, że oferta ta, wciąż przez Sanguszków podtrzymywana, może ulec zmianie. Ich pełnomocnik nie ukrywa tego. Przypomina, iż wycena działek na Górze Św. Marcina była robiona 15 lat temu. Można się więc domyślać, że jeśli wycena zostanie uaktualniona, oferta podrożeje.
























