Pacjent płaci dwa razy

0
sluzba zdrowia
sluzba-zdrowia
REKLAMA

Jeden z naszych czytelników opowiada nam historię z ubiegłego roku:
– Żona skręciła nogę. Pojechaliśmy do izby przyjęć w „nowym” szpitalu przy Lwowskiej. Po ośmiu godzinach oczekiwania przyjęto nas i żona otrzymała opatrunek gipsowy. Kiedy po 10 dniach nadszedł czas zdjęcia opatrunku, zatelefonowałem do przyszpitalnej przychodni, chcąc zarejestrować żonę. Poinformowano mnie jednak, że nie ma miejsc! Ani dziś, ani jutro, ani pojutrze. Zapytałem więc, czy mam udać się do prywatnego gabinetu, żeby ktoś chciał zdjąć gips, czy też żona ma chodzić w gipsie w nieskończoność? Odpowiedzi nie było. Najpierw zatelefonowałem do Rzecznika Praw Pacjenta w krakowskim oddziale NFZ, który powiedział mi, że przychodnia nie powinna odmawiać wykonania świadczenia, potem do kierownika placówki. Pan kierownik przejął się sytuacją, po pewnej chwili oddzwonił z informacją, że żona może przyjść następnego dnia. Ale czy tak powinno się to odbywać?
Inna opowieść. Córkę pani Danuty dotknęło porażenie nerwu twarzowego.
– Kasia miała wykrzywioną buzię, wypijany płyn wylewał się kącikiem ust, nie domykała się jedna powieka. Byliśmy przerażeni. Natychmiast pojechaliśmy do Szpitala im. św. Łukasza. Owszem, tam zajęto się nami dość szybko i profesjonalnie. Problem pojawił się wtedy, gdy trzeba było załatwić córce cykl niezbędnych zabiegów rehabilitacyjnych. Nigdzie nie było miejsc, nikogo nie interesowało, że dziecko jest w trudnej sytuacji, choć na skierowaniu ze szpitala napisano: pilne!!! W końcu udaliśmy się do specjalisty na prywatną wizytę, dziecko otrzymało skierowanie na szpitalny oddział. W przeciwnym razie musielibyśmy płacić ciężkie pieniądze za miesiąc rehabilitacji w prywatnym gabinecie.

Opłacalny interes
Pacjenci, którzy się z nami kontaktują w sprawia działalności służby zdrowia, często twierdzą, że kiedy przyjdzie im skorzystać z porady specjalisty, natychmiast odbijają się od ściany. Czas oczekiwania jest tak długi, że w trosce o swoje zdrowie, a niekiedy życie, są zmuszeni korzystać z prywatnych gabinetów.
– Ale i z tym zaczyna być problem – uważa pan Andrzej, któremu lekarz zlecił badanie kolonoskopowe jelita grubego. – O szybkim przebadaniu się bezpłatnie, w ramach składki, którą płacę, nie ma mowy. To są całe tygodnie oczekiwania. Faktem jest, że lekarz kierujący zaznaczył, że w moim przypadku nie widzi potrzeby natychmiastowych badań, ale ponieważ się niepokoję, chciałem zaoszczędzić sobie stresu i czym prędzej zrobić sobie takie badanie w prywatnej przychodni. Kosztuje ono aż 300 zł. Ale też nic z tego!
Sprawdziliśmy, telefonując do pięciu przychodni lub gabinetów w Tarnowie, chcąc się umówić na badanie kolonoskopowe poza kontraktem NFZ. Mimo wysokiej ceny badania są dostępne nie wcześniej niż po 3‑4 tygodniach. W jednym przypadku można było je wykonać po 14 dniach od chwili zarejestrowania.
Podobnie jest w przypadku tomografii komputerowej. Jeśli – na przykład – tradycyjne zdjęcie rtg wykaże u pacjenta zmianę w płucach, musi on potem tygodniami czekać na dokładniejszą diagnozę za pomocą wspomnianego urządzenia. Jeśli zapłaci ok. 300 zł, czas oczekiwania skraca się do kilku dni. Wielu płaci.
W ostatnich latach w Tarnowie jak grzyby po deszczu powstają prywatne gabinety lekarskie, a nawet większe przychodnie, w których przyjmują specjaliści – niektórzy nawet spoza Tarnowa. Sądząc po dynamice rozwoju tego rynku, można podejrzewać, że interes jest coraz bardziej opłacalny.


Niech będzie, jak jest
– Niektórzy moi koledzy przed pójściem do pracy najpierw wstępują do kościoła i modlą się, aby w publicznej służbie zdrowia nic się nie zmieniało. Żeby zostało, jak jest. Wydaje się, że są wysłuchiwani – opowiada pół żartem, pół serio jeden z tarnowskich lekarzy. – Na niewydolności naszej ochrony zdrowia tuczy się prywatna medycyna. To inwestycja, która dziś obarczona jest niewielkim ryzykiem, chociaż, trzeba przyznać, rynek szybko się wypełnia i niedługo może być trudniej.
Nie ma danych, które pokazałyby, ile pieniędzy wydaje przeciętny tarnowianin na wizyty w prywatnych gabinetach. Wiadomo natomiast, ile wydają wszyscy Polacy. Dzisiaj jest to kwota rzędu 12‑13 mld zł rocznie. Mowa tyko o gabinetach lekarskich, a nie stomatologicznych, gdzie zostawia się także duże pieniądze.Wg analiz dokonanych przez Fundację „MY pacjenci” Polak na wizytę u specjalisty, tę opłaconą z obowiązkowej składki ubezpieczeniowej,
czeka średnio 136 dni… Dlatego często z konieczności musi on odwiedzić specjalistę w prywatnym gabinecie. W takich gabinetach polski pacjent co roku zostawia średnio 1 384 zł. Szacuje się, że opieka specjalistyczna w naszym kraju finansowana
jest przez pacjentów już w 70 procentach!
Na pewno w tych kwotach nie uwzględniono świadczeń w prywatnych ośrodkach rehabilitacyjnych; nawet na proste zabiegi finansowane przez NFZ oczekuje się miesiącami.Tarnowianie, którzy chorują i się leczą, sygnalizują, że coraz trudniej dostać się do dobrego specjalisty w mieście. Na wizytę u tych najlepszych trzeba czekać nawet 3‑4 tygodnie, mimo że kosztuje ona zwykle 100‑150 zł. Największe wzięcie mają ordynatorzy oddziałów szpitalnych, choć nie zawsze jest to reguła.

REKLAMA (2)

Sztuczna kolejka?
– Z moich obserwacji wynika, że niektórzy moi koledzy na różny sposób dbają o to, żeby utrzymać stan kolejkowy – twierdzi nasz rozmówca, lekarz. – Doszli oni do wniosku, że jeśli byliby dostępni z dnia na dzień, to dla pacjenta będzie to oznaczało, że są niewiele warci. Dlatego niektórym wyznaczają wizyty częściej, niż mogłoby to wynikać z realnych wskazań.
Tadeusz Żak, sławny do niedawna na całą Polskę stacz kolejkowy, jest zdania, że z publiczną służbą zdrowia w Polsce jest coraz gorzej, przynajmniej w Tarnowie.
– Kiedy zaczynałem 14 lat temu, było lepiej, niż jest teraz, mimo początku reformy. Potem miałem przerwę i po paru latach znowu zostałem staczem. Byłem w nim do końca 2013 roku. To był okres, gdy miałem najwięcej klientów. Ludziom pozostawał wybór: albo zarejestrują się do specjalisty, albo będą musieli skorzystać z prywatnej wizyty. Ponieważ u mnie jako stacza było taniej, zamawiali usługę rejestracji, by dostać się do zwykłej przychodni.
Chętnych na usługi stacza było tak wielu, że Tadeusz Żak ledwie wyrabiał wraz z pomocnikami.
– Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że w ramach tej składki ubezpieczeniowej, która obecnie obowiązuje, nie da się kupić wielu świadczeń, których oczekują pacjenci – podkreśla Marcin Kuta, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. E. Szczeklika w Tarnowie. – Chcąc mieć więcej, trzeba podnieść składkę. Ale w porównaniu z ostatnimi laty i tak jest lepiej, niż było: wykonuje się więcej zabiegów, również coraz bardziej zaawansowanych technologicznie. W tym roku nasz szpital otrzymał 70 mln zł na wszystkie świadczenia refundowane z NFZ i np. wszczepimy 400 protez stawu biodrowego, o 30 więcej niż rok wcześniej, lecz mimo to czas oczekiwania na ten zabieg wynosi blisko trzy lata.

REKLAMA (3)

Decyzja polityczna
Dyrektor Kuta jest zdania, że szczęśliwie się składa, że powstają prywatne gabinety, gdyż są one dla wielu pacjentów jakąś alternatywą.
– Nie dziwi mnie ich liczba, bo wynika m.in. z faktu pojawienia się nowych lekarzy ze specjalizacją. Dla przykładu: około 10 lat temu w regionie tarnowskim było 30 specjalistów kardiologów, a obecnie ponad 60. Nawet w małych miasteczkach takich jak Tuchów powstają placówki medyczne proponujące bardzo szeroką ofertę. Dyrektor Kuta przyznaje, że publiczna specjalistyczna ochrona zdrowia wciąż nie nadąża za oczekiwaniami i potrzebami pacjentów mimo przyrostu świadczeń. – Ale nie znam takiego kraju, w którym całkowicie by nadążała.
Centrum Zdrowia w Tuchowie jest prywatną placówką, ale w największym stopniu żyje z kontraktów z NFZ. Niedawno uruchomiło swoją kolejną przychodnię w Wierzchosławicach; zatrudniono tam lekarzy deficytowych w Tarnowie i okolicy specjalności, którzy nie mają umów z Funduszem. Za konsultacje trzeba płacić. Ale CZ w Tuchowie wydaje się być pewne powodzenia tej inwestycji.
– Ze względu na niedostatek funduszy i ograniczone limity coraz trudniej leczyć się w Polsce, nie dopłacając do obowiązującej składki. System jest niewydolny – mówi Tomasz Olszówka, prezes Centrum Zdrowia w Tuchowie. – Dostęp do dermatologów i okulistów został dodatkowo ograniczony poprzez wprowadzenie skierowań. Rynek oczekuje na możliwość dodatkowych dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych, co jednak wydaje się decyzją polityczną.
Na nasze pytanie, czy prywatna placówka medyczna jest obecnie wysoko dochodową inwestycją, prezes Olszówka odpowiada: Na pewno jest dość stabilną.

Złamana noga poczeka…
W poniedziałek 9 marca zaaranżowaliśmy pewną sytuację, telefonując do poradni chirurgii urazowo‑ortopedycznej w Zespole Poradni Specjalistycznych przy ul. Skłodowskiej‑Curie w Tarnowie. Tam na konsultację do ortopedy czeka się do drugiej połowy maja.
Najpierw musieliśmy odczekać w kolejce 5 minut na połączenie z rejestracją.
– Trzy dni temu doznałem urazu nogi, nie mijają objawy, jest podejrzenie złamania lub pęknięcia kości. Mam skierowanie od lekarza rodzinnego. Kiedy mógłbym być przyjęty do specjalisty?
– Czy pisze na tym skierowaniu: pilne?
– Tak.
– Chwileczkę, proszę poczekać… Możemy pana przyjąć w czwartek, 12 marca.
Tak więc w Tarnowie ze złamaną nogą można czasem czekać na fachową pomoc cztery dni… Izba przyjęć w szpitalu przy ul. Lwowskiej zajmuje się tylko przypadkami z ostatniej doby. Pozostaje cierpieć albo pójść do gabinetu prywatnego. Średnia opłata za wizytę: 100 złotych.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze