Od początku istnienia tzw. Elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniobiorców część jego wskazań jest błędna, ok. 10 tys. tarnowian wyświetla się na czerwono, co znaczy, że nie opłacają ubezpieczenia. Większe przychodnie mają takich wskazań po 10‑12 proc. wszystkich zapisanych do lekarzy mieszkańców.
– To bardzo dużo – uważa Jadwiga Sołtys, prezes Przychodni Lekarskiej nr 3 w Tarnowie. – Pacjenci dowiadują się o tym dopiero podczas wizyty u lekarza. Część jest bardzo zaskoczona, inni urządzają dzikie awantury. Nasi pracownicy sami dzwonią też do pacjentów, informując, że mają problemy z ubezpieczeniem, które trzeba koniecznie wyjaśnić. Wiele osób przebywa za granicą, niektórzy wyjaśniają błędy w systemie, inni już zdążyli to zrobić, ale problem istnieje.
Kto najczęściej pada ofiarą pomyłki systemu eWUŚ? Dzieci do 18. roku życia, bo rodzice nie wiedzą, że trzeba je zgłaszać do ubezpieczenia, studenci, którzy muszą być każdorazowo zgłoszeni po rozpoczęciu studiów lub zakończeniu pracy dorywczej np. w wakacje, a także członkowie rodzin osób ubezpieczonych, starający się o renty, kobiety ciężarne oraz przebywające na urlopach wychowawczych i macierzyńskich.
– Są to zawiłe sprawy, wiele osób, w tym większość, nie zdaje sobie sprawy z konieczności ich wyjaśnienia, tymczasem w przyszłości mogą mieć problemy z bezpłatnym leczeniem –dodaje szefowa „trójki”.
Od stycznia wszyscy pacjenci „świecący się na czerwono” w systemie praktycznie stracili uprawnienia do darmowych świadczeń. Co prawda fundusz zezwala, by osoby przekonane, że są ubezpieczone, złożyły oświadczenie o prawie do leczenia i na tej podstawie skorzystały z darmowej wizyty, ale takie oświadczenie można złożyć tylko raz i NFZ zapłaci za leczenie zaledwie przez trzy kolejne miesiące. W tym czasie pacjent musi wyjaśnić swoją sytuację, bo następnym razem sam zapłaci za wizytę.
– Myślę, że jest to bardzo dalekosiężne rozwiązanie problemu. Jednak ktoś musi zapłacić za leczenie – jeśli nie zrobi tego NFZ, to kto? – zastanawia się Jadwiga Sołtys. – Pobieranie pieniędzy od ubezpieczonych pacjentów byłoby karaniem ich za błędy systemu całkowicie od niech niezależne. A co będzie, kiedy pacjentowi mimo wielu prób nie uda się wyjaśnić swojej sytuacji, bo zarówno w ZUS, jak i funduszu usłyszy, że wszystko jest w porządku? Wtedy wyjaśnianie biurokratycznych procedur spadnie na przychodnie.
Na razie wiele osób nie zdaje sobie sprawy z wagi problemu, ale jedna wizyta u lekarza rodzinnego to wydatek od 40 do 60 złotych plus pełny koszt leków. Jeszcze bardziej kosztowne jest leczenie szpitalne – uwzględniając całą diagnostykę wraz z kompletem badań (np. rezonansem magnetycznym – 700 zł czy analityką – 300‑500 zł), może to kosztować kilka tysięcy złotych.
Pacjent zapłaci u lekarza?
REKLAMA
REKLAMA























