Jedna z największych przychodni lekarskich w Tarnowie, tysiące zapisanych pacjentów, a na wizytę u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej trzeba czekać aż … dwa miesiące. Jeśli naprawdę czujemy się źle i porada medyczna jest nam niezbędna, możemy wstać bladym świtem i ustawić się w kolejce. Jednak o godzinie 6.30 okazuje się, że przed nami do rejestracji ustawiło się już kilkanaście osób, a po otwarciu rejestracji zostajemy poinformowani, że do naszych stałych lekarzy rodzinnych nie ma już żadnych miejsc. W ostateczności możemy wybrać innego medyka, który przyjmie nas za trzy godziny lub dopiero po południu.
Czy wszędzie jest taka sama sytuacja? W minionym tygodniu do popularnego lekarza rodzinnego w Mościckim Centrum Medycznym można się było dostać niemal od razu, nie było też kolejek w Przychodni Lekarskiej nr 3 w Tarnowie. – Mamy 11 lekarzy pierwszego kontaktu, w większości specjalistów chorób wewnętrznych i pediatrów. W sezonie największej zachorowalności trzeba czekać na wizytę średnio 7‑10 dni, ale w pilnych przypadkach pacjenci przyjmowani są niemal natychmiast – zapewnia Jadwiga Sołtys, szefowa „trójki”. Codziennie można też rejestrować się, przyjść osobiście lub zadzwonić.
W Centrum Medycznym „Kol‑Med” w Tarnowie pracuje dziewięciu medyków podstawowej opieki zdrowotnej i aż 20 w ramach opieki całodobowej. – Pacjenci są przyjmowani na bieżąco, ustalamy jedynie terminy wizyt kontrolnych. Natomiast w opiece całodobowej nie ma żadnych zapisów do lekarzy, kto przyjdzie, na pewno otrzyma pomoc – wyjaśnia Marta Owczyńska, dyrektorka placówki. – Nie ma sytuacji, by pacjenci odchodzili z kwitkiem z przychodni. Jeśli ktoś nie zastanie swojego medyka, bo jest np. na urlopie lub przyjdzie do pracy dopiero następnego dnia, wówczas chory może być przyjęty przez innego lekarza.
Szefowie tarnowskich placówek podkreślają to, o czym wiedzą już sami tarnowianie – do bardziej popularnych lekarzy mających najwięcej zapisanych pacjentów dostać się jest trudniej niż do przyjmującego za ścianą medyka, który nie cieszy się dużym wzięciem. Często jednak jesteśmy uparci i wolimy chodzić do sprawdzonego już lekarza.
W wielu krajach europejskich, np. w Czechach, pacjenci płacą za wizytę u medyków rodzinnych lub specjalistów przyjmujących w publicznych przychodniach. Rozwiązanie to bardzo podoba się Agnieszce Pachciarz, prezes NFZ, która zamierza wprowadzić takie same zasady w naszym kraju. – Niskie opłaty nie ograniczą dostępu do świadczeń, a zwiększą refleksję nad rzeczywistą potrzebą wizyty u danego lekarza – tłumaczy szefowa Funduszu.
Pacjenci nie są zachwyceni taką perspektywą. – Opłaty sprawią, że część osób w ogóle zrezygnuje z wizyt w przychodni, będą leczyć się na własną rękę – mówi pani Krystyna, rencistka z Tarnowa. – Przecież tak naprawdę my już płacimy za leczenie. Każdy pracujący Polak, rencista czy emeryt opłaca składkę zdrowotną. Czy będziemy musieli dwa razy płacić za to samo?
Pacjenci się burzą, ale sami medycy dość przychylnie podchodzą do pomysłu prezes NFZ. – Popieram to rozwiązanie. Przecież chodzi o niewielkie opłaty, zaledwie symboliczne – mówi tarnowski lekarz pragnący zachować anonimowość. – Takie rozwiązanie nie powinno ograniczyć dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej, ale wyeliminuje bezzasadne wizyty pacjentów.
Okazuje się, że tych ostatnich bywa całkiem sporo. Dość powszechną jest sytuacja, gdy pacjent nie chce, by lekarz przepisał mu wszystkie leki od razu. Dzieli medykamenty na trzy grupy i po każdą część przychodzi osobno, np. co tydzień. Niektórzy, zwłaszcza starsze osoby, uwielbiają zjawiać się w gabinecie, by ponarzekać na życie i wyżalić się. Ale i młodsi pacjenci bardzo przewrażliwieni na punkcie swojego zdrowia potrafią przyjść do przychodni nawet kilka razy w tygodniu. – Nie jest to żadne zabijanie czasu w potocznym znaczeniu. Są to zazwyczaj ludzie samotni, niemający z kim porozmawiać, którymi nie interesuje się rodzina, bo dzieci mieszkają daleko. Jednak problemami tych osób powinny zająć się inne instytucje, a nie lekarze rodzinni w przychodniach – uważa nasz rozmówca.
Jeszcze bardziej bezzasadne są nocne wizyty pacjentów w placówkach opieki całodobowej, którzy przychodzą z dolegliwościami trwającymi już od kilku dni. Tłumaczą jednak, że nie mogli dostać się do lekarza w przychodni. – Takie wizyty kosztują, a przecież te same pieniądze można przeznaczyć chociażby na onkologię i leczenie osób cierpiących na nowotwory – dodaje medyk.
Płatne wizyty u lekarza rodzinnego?
REKLAMA
REKLAMA



















![Tarczyca – akcja profilaktyczna w Tarnowie w nowo otwartym Punkcie Pobrań przy ulicy Narutowicza 15 [ZDJĘCIA] Diagnostyka Tarnów Narutowicza](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/05/Diagnostyka-Tarnow-03-218x150.jpg)

![Klasowe ognisko koronawirusa [MEM] Koronawirus mem klasowe ognisko](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2020/09/korona-324x235.jpg)


