Zakaz? Nie dla nas
Złą sławę ma nie tylko pełen niespodziewanych zagłębień i wirów wciągających pływaków Dunajec. Także Biała.
– To również górska rzeka – przypomina Jerzy Kacer. – Trzeba więc brać pod uwagę, że gdy jeszcze niedawno w niektórych jej miejscach, dobrze nam znanych, pływaliśmy dość pewnie, dzisiaj może tam być głęboko i niebezpiecznie. Biała także może zaskoczyć, może stać się dla nas zasadzką.
Prezes WOPR dodaje, że sporo osób wybiera niepewne do kąpieli miejsca, nawet tam, gdzie kąpiel jest zakazana, ponieważ stroni od tłumów i zgiełku panujących na basenach. Wolą mieć bliższy kontakt z przyrodą, z naturalnym otoczeniem, ale tego rodzaju upodobania nie zawsze kończą się dobrze.
– W okolicach Tarnowa jest kilka miejsc, w którym obowiązuje zakaz kąpieli, lecz część osób nie zważa na to i niekiedy płaci za to życiem.
Nagle spadasz…
Trzy lata temu 28-letni mężczyzna, który wskoczył do zalewu – wyrobiska pożwirowego w ośrodku „Katamaran” w Radłowie, nagle zaczął tonąć. Zauważył to jego kolega, próbując zorganizować natychmiastową pomoc. Mimo że sytuację obserwowało kilkadziesiąt osób, nie zaryzykował nikt. Może wszyscy pamiętali, że wyrobisko od lat ma złą sławę, pochłonęło już wiele ofiar i dlatego nie wolno się w nim kąpać. Mężczyznę wydobyto z dna zalewu po 30 minutach, kiedy przyjechali strażaccy płetwonurkowie; znajdował się w stanie krytycznym. Kilkanaście godzin potem zmarł w tarnowskim szpitalu.
– Często zbiorniki pożwirowe, których mamy trochę w powiecie, nie są przystosowane do kąpieli, dlatego nie wolno ryzykować – podkreśla prezes Kacer. – W ostatnich latach, gdy były tam eksploatowane pokłady żwiru, używano nowej, bardziej ekspansywnej metody wydobywania surowca, przy użyciu bardzo wydajnego sprzętu. Dlatego dziś może zdarzyć się tak, że wchodzisz do wody, dno masz dwa-trzy metry pod stopami, ale nagle, w całkowitym zaskoczeniu, szybko spadasz, na głębokość pięciu czy nawet ośmiu metrów. Nie każdy się uratuje w takim przypadku.
Dwudniaki w Wierzchosławicach, które też są takim wyrobiskiem i które także pochłonęły sporo ofiar, zdaniem Jerzego Kacera zdecydowanie tracą na popularności, gdyż szybko się zamulają i pozostają w tyle z infrastrukturą. WOPR ciągle tam prowadzi swoją stanicę, organizuje również szkolenia dla ratowników.























