Z szyną w głowie
WOPR ostrzega przed stawem w nowo powstałym ośrodku wypoczynkowym „Kantoria” w Tarnowie.
– W przeszłości to była glinianka pracująca na potrzeby pobliskiej cegielni i wytwórni kafli piecowych – przypomina Jerzy Kacer. – Kiedy już była nieczynna, jako chłopiec chodziłem tam z kolegami się kąpać. Mało kto jednak wiedział i wie, że na samym dnie spoczywają fragmenty urządzeń służących kiedyś do wydobywania gliny. Któregoś letniego dnia, były to lata sześćdziesiąte, jeden z naszych kolegów wskakując do wody nabił się głową na kawałek stalowej szyny, tkwiący gdzieś w podłożu. Potem przez dziewięć miesięcy umierał w szpitalu. Od tamtego czasu ani razu już nie wybrałem się kąpać w gliniance. Dzisiaj ten zbiornik można byłoby inaczej wykorzystać. Zatrudnić kadrę, wypożyczać sprzęt wodny, ale o kąpieli lepiej nie myśleć.
W wybranych punktach glinianka „Kantoria” podobno ma kilkanaście metrów głębokości, a zasłynęła ona także z wypadków zimowych, gdy załamywała się pod ludźmi krucha tafla lodowa. Jednego roku utonęło tam dwóch mężczyzn, chcących ratować trójkę dzieci, które wpadły do przerębli. Dzieci ocalały.
– Żeby uniknąć tragedii, wybierajmy latem do kąpieli bezpieczne, pewne miejsca, w których czuwają ratownicy – radzie Jerzy Kacer. – Ale też pamiętajmy, że nigdy i nigdzie nie będzie bezpiecznie, jeśli do wody wejdziemy po alkoholu, albo gdy poniesie nas brawura. Już niejeden z tych powodów poszedł na dno, choć podobno wcześniej świetnie pływał…























