Ostatnia projekcja przygotowana przez NBP idzie wreszcie w kierunku potwierdzenia, że w drugiej połowie 2024 roku inflacja może mocno odbić. Moim zdaniem to kolejny dowód na to, że obniżanie stóp procentowych we wrześniu i w październiku 2023 roku było błędem.
Projekcja inflacji to prognoza kształtowania się podstawowych wielkości makroekonomicznych – na czele z inflacją – w kolejnych latach. Przygotowywana jest ona przez Narodowy Bank Polski przy założeniu, że stopy procentowe nie zostaną zmienione. I stanowi podstawę dla członków Rady Polityki Pieniężnej przy podejmowaniu decyzji dotyczących polityki monetarnej. Na dokument ten w sposób szczególny czekamy w ostatnich kwartałach, wszystko przez potężne przyspieszenie inflacji, z którym musieliśmy się zmierzyć. A właściwie mierzymy się dalej. NBP atakuje nas w ostatnim czasie różnymi reklamami, z których wynika, że to przede wszystkim on obniżył inflację, w dodatku do poziomów zgodnych z projekcjami inflacji z poprzednich okresów. Już nie będę tym razem zbyt dużo z tą tezą polemizował, prognozy NBP w ostatnich dwóch latach nie były po prostu najlepsze i tyle. A obecna akcja marketingowa banku jest dla mnie tylko potwierdzeniem tego, że sami przedstawiciele NBP zdają sobie z tego sprawę. Oczywiście autorzy kampanii powiedzą, że to walka z nieuczciwymi oskarżeniami kierowanymi w stronę banku centralnego. Jak już kiedyś napisałem, w internecie nic nie ginie, wystarczy się cofnąć i popatrzeć, kto co mówił i jakie koncepcje przedstawiał.
NBP opublikował kolejną projekcję. O podstawowych tezach, które się w niej pojawiają, prezes Banku Adam Glapiński wspominał na swojej ostatniej konferencji prasowej. Cóż z owej projekcji wynika? Ano to, czego obawialiśmy się od połowy zeszłego roku. Po okresie mocnego spadku inflacji, pewnie zejdzie ona w okolicę celu inflacyjnego, czyli 2,5%, a w marcu lub w kwietniu dojdzie do jej odbicia. Do jakiego poziomu? NBP, słusznie moim zdaniem, pokazuje dwa warianty, czyli z utrzymaniem tarczy antyinflacyjnej i bez niej. Zdaniem analityków banku, w pierwszym przypadku inflacja nie przekroczy 4%. Tu mam inne zdanie, to znaczy uważam, że będzie wyższa. Różnica w ocenie wynika głównie z kwestii określenia wpływu rosnącej konsumpcji na inflację. NBP uważa, że ten wpływ przekroczy nieznacznie punkt procentowy. Ja uważam, że może być wyższy. Ten wzrost konsumpcji to oczywiście efekt podwyżki płacy minimalnej, za którym pójdzie wzrost wielu innych wyższych wynagrodzeń, podwyższenie 500+ do 800+, podwyżek w sferze budżetowej i utrzymaniu wielu innych transferów, jak choćby trzynastej i czternastej emerytury. Część tych dodatkowych pieniędzy pójdzie na odbudowę oszczędności naruszonych w ostatnich kwartałach z uwagi na spadek realnych wynagrodzeń. Ale sporo zostanie moim zdaniem wydane i impuls inflacyjny może tu być wyższy, niż owe niewiele powyżej punktu procentowego.
Z kolei, jeśli rząd zdecyduje się na likwidację tarczy, to w pesymistycznym scenariuszu zbudowanym przez NBP inflacja przekroczy 8%. I tu się zgadzam. Uważam bowiem, że efekt odmrożenia będzie mniejszy, niż zakłada NBP. Czyli moje podejście jest takie: inflacja przy założeniu utrzymania tarczy będzie większa, ale mniejszy będzie efekt zniesienia tarczy. I w sumie dostaniemy mniej więcej to samo.
A propos efektu zniesienia tarczy. Oczywiście ocena wpływu powrotu stawki VAT na żywność z 0% do 5% jest dość łatwa do oszacowania: będzie to około 1 punktu procentowego wzrostu inflacji. Gorzej wygląda sytuacja z prądem i gazem. Jeśli weźmiemy obecne koszty zakupu gazu czy też koszty wytworzenia prądu i uwzględnimy przyzwoitą marżę, to po odmrożeniu efekt wzrostu inflacji nie powinien być aż na poziomie 3 punktów procentowych, jak zakłada NBP. Ale może być też tak, że marże będą wyższe po to, żeby zbierać pieniądze na konieczne w polskiej energetyce inwestycje. No i wtedy sprawa się komplikuje. Być może nawet na poziomie rządu takich decyzji jeszcze nie ma. Póki co, jak wspomniałem, zakładam nieco niższy wpływ odmrożenia w tym obszarze na inflację.
To, czego oczekiwałem przed wyborami, czyli podkreślenie przez szefa NBP ryzyka wzrostu inflacji w drugiej połowie roku 2024, zamiast wieszczenia wygranej w walce z inflacją, zostało wreszcie wyartykułowane. I właśnie ze względu na to ryzyko, które ostatnia projekcja pokazuje już wyraźnie, uważam, że obniżanie stóp procentowych we wrześniu i w październiku 2023 roku było błędem. Oczywiście przez ten fakt inflacja nie wzrośnie istotnie. Ale jednak będzie nieco wyższa i dłużej będziemy się z nią męczyć.
Właśnie: a do kiedy problemy inflacyjne będą nam dokuczać? Wszystko wskazuje na to, że niestety przynajmniej do końca 2025 roku.




















