Sytuacja na światowym rynku ropy jest arcyciekawa. O rewolucji łupkowej pisałem wielokrotnie. Technologia, udoskonalana latami, na początku drugiej dekady tego wieku osiągnęła taki stopień dojrzałości, że zaczęła pozwalać na efektywną ekonomicznie eksploatację złóż. To z kolei przewróciło do góry nogami znany nam układ sił. To, co działo się potem, można różnie interpretować. Być może rzeczywiście było tak, że pod naciskiem Stanów Zjednoczonych zaprzyjaźnieni producenci nie ograniczali produkcji po to, żeby doprowadzić do spadku cen i związanych z nim znanych problemów Rosji. Moim zdaniem to bardziej prawdopodobna wersja: konwencjonalni producenci, na czele z Arabią Saudyjską, nie ograniczali produkcji, bo grali na zejście cen poniżej poziomu opłacalności odwiertów łupkowych. Faktem jest, że w wielu miejscach w USA ograniczono produkcję z uwagi na zejście poniżej tego poziomu.
Z drugiej jednak strony ów poziom systematycznie spada. Dzięki coraz nowszym technologiom (chodzi tu przede wszystkim o doskonalenie techniki odwiertów poziomych oraz składu płynu do szczelinowania) ropę można wydobywać coraz bardziej efektywnie. Branżowe pisma podają, że od 2012 roku koszt produkcji ropy łupkowej spadł o przynajmniej 30%. W tym roku ma to być kolejne 15%.
Obserwowany obecnie wzrost cen ropy wynika z kilku czynników. Rośnie popyt w Chinach i w Stanach Zjednoczonych. Zmiany nie są duże, ale są. Efekt psychologiczny w szczególny sposób dotyczy Chin, które w ostatnich miesiącach przyzwyczaiły nas raczej do spadającego popytu, nie tylko zresztą na ropę. Poza tym mieliśmy pożary w Kanadzie czy też ataki rebeliantów w Nigerii, a zatem czynniki miejscowe, związane z pojedynczymi wydarzeniami, jednak mogącymi zaburzać dostawy. No i na to wszystko nakłada się oczywiście spekulacja. A tu już może być różnie w zależności od tego, co kto w danej chwili chce osiągnąć.
50 USD za baryłkę to poziom psychologiczny. Zgadza się. Ale tak naprawdę niewiele znaczący. Jego przebicie może wiązać się z dalszym wzrostem, ale moim zdaniem, co najwyżej o kilka dolarów. Nie przejmowałbym się zatem szczególnie.
Warto wspomnieć o dwóch jeszcze istotnych czynnikach podażowych. Jeśli cena rzeczywiście wzrośnie na nieco dłużej, poprawi to opłacalność wydobycia, także ropy łupkowej, a to spowoduje wzrost produkcji. Pamiętajmy, że głównym jej producentem są Stany Zjednoczone, kraj, w którym elastyczność podejścia do biznesu jest wręcz legendarna. To, że się przestało opłacać na jakimś złożu i trzeba było zahamować eksploatację, nie oznacza, że jak się zacznie opłacać, to nie uda się szybko wznowić produkcji.
Drugi czynnik to oczywiście Iran. Po latach odcięcia od możliwości sprzedaży Irańczycy z pewnością będą chcieli nadrobić stracony czas. To się już zresztą dzieje. Trudno zatem liczyć na ograniczenie produkcji.
Podsumowując, powtórzę to, co napisałem ponad rok temu. Moim zdaniem w najbliższych latach cena czarnego złota będzie oscylować mniej więcej na poziomie 50 USD za baryłkę. Plus minus 20 USD.
Jak to się przełoży na naszą sytuację? Wzrost cen na stacjach wynika oczywiście także ze wzrostu cen na świecie, ale równie wielkim problemem jest spadek wartości złotego, także w stosunku do USD, który wynika z wpływu innych czynników. Obniżenie ratingu, do którego doszło w zeszłym roku, oraz postrzeganie Polski jako kraju o niższej stabilności polityczno – prawnej robi swoje.
Ile zatem będzie kosztować benzyna 95 na początku wakacji? Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, myślę, że mniej więcej tyle, ile obecnie.
Paliwa powinny pozostać relatywnie tanie
REKLAMA
REKLAMA




















