Utrzymanie programu dopłat związane jest, de facto, z jedną kwestią: zapewnieniem finansowania. Pisałem o tym kilka tygodni temu. Wracam jednak do tej kwestii, bo jest ona kluczowa. Także w kontekście głównego celu, jaki program ma realizować, czyli zwiększenia liczby urodzin w Polsce. Jeśli pomoc w finansowaniu wychowania dzieci ma być istotną przesłanką podejmowania decyzji o ich posiadaniu, to musi być stabilna. Jeśli ktoś boi się, że finansowo nie podoła i nie zapewni odpowiedniego standardu lub żadnego standardu swoim pociechom, to tylko sytuacja, w której środki na podniesienie tego standardu będą pewne w całym okresie wychowania, ma sens. Czy program 500+ spełnia ten warunek? Na pewno oczywiście tego nie wiemy, w końcu politycy, jacyś inni, bo ci sami raczej nie, mogą zrobić wszystko. Wielokrotnie przekonywaliśmy się o tym. Jednak trudno oczekiwać takich decyzji, byłoby to bowiem polityczne samobójstwo. Właściwie jedyna realna opcja wycofania się z 500+ to jakiś kolejny wielki światowy kryzys, który doprowadzi do poważnych problemów budżetowych. Ale i wtedy te pieniądze rządzący zabraliby zapewne na końcu. Warto przy tym wspomnieć, że mało kto zastanawia się nad jeszcze jedną kwestią: co będzie, gdy program okaże się sukcesem w działaniach zwiększających dzietność? Koszty systemu mogą wzrosnąć dość istotnie, a efekty w postaci trafiających na rynek młodych pracodawców czy pracowników, dokładających się bezpośrednio do tworzenia polskiego PKB, przyjdą dopiero za wiele lat.
Jeśli nawet tak nie będzie, środków, które będzie trzeba zapewnić, jest i tak sporo. To około 7,5% dochodów polskiego budżetu. Zwiększenie ściągalności podatków, efekt mnożnikowy, podatek bankowy, podatek od sieci handlowych – to główne źródła finansowania programu. A jeśli to nie pomoże, to zapewne podniesienie podatków lub nałożenie nowych. Pod koniec trzeciego kwartału będziemy mądrzejsi, będziemy bowiem wiedzieć, co przyniesie polityka zwiększenia ściągalności podatków i efekt mnożnikowy.
Tak na marginesie; w mediach pojawiły się wypowiedzi wskazujące na to, że jeśli środków będzie mniej, niż się zakłada, rząd może na przykład podnieś podstawową stawkę podatku VAT. Wypowiadający się powołują się przy tym na przykład Węgier, gdzie owa stawka wynosi 27%. Jest to prawda, ale warto brać to, co się na Węgrzech dzieje, całościowo. Stawka VAT jest tam rzeczywiście wysoka, ale za to stawki podatków CIT i PIT wyjątkowo niskie. Dla małych i średnich firm ta pierwsza wynosi 10%. A Stawka PIT to 15%. I jest to, o czym w Polsce się jakoś głośno nie mówi – podatek liniowy. Warto też nadmienić, że na Węgrzech doszło do dość ostrego zwiększenia elastyczności rynku pracy. O tym w Polsce jest dość cicho.
Co do celów związanych z projektem 500+ to przedstawiciele ministerstwa finansów wskazują na trzy podstawowe i równorzędne: zwiększenie liczby urodzin (to ten najbardziej nagłośniony), inwestycja w kapitał ludzki oraz redukcja biedy. Co do drugiego i trzeciego celu nie mam wątpliwości, że będą one osiągnięte. Nawet jeśli część pieniędzy zostanie wydana źle, czyli w sposób patologiczny, to większość poprawi jakość życia całych rodzin. A zatem również i dzieci. I z pewnością zostanie przeznaczona w sporej części także na edukację czy też zajęcia dodatkowe, czyli będzie inwestycją w kapitał ludzki. Największe wątpliwości mam w kwestii pierwszego celu.
Tak więc, póki co, program ten traktuje bardziej jako program socjalny oraz program podnoszący kompetencję przyszłych pokoleń niż zwiększający dzietność. Tak czy tak, jest on, moim zdaniem, zasadny. Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie problemów z jego finansowaniem.




















