Zacznijmy od sukcesów. Z pewnością trzeba za taki uznać wyraźny wzrost ściągalności podatków. Dzisiaj wiemy już, że rząd dodatkowo uzyska w 2016 roku około 10 mld złotych. Jest to przede wszystkim efekt tzw. pakietu paliwowego oraz zwiększenia kontroli obrotu gospodarczego. Szczególnie w kontekście podatku VAT. To właśnie ten efekt oraz większe, niż zakładano, zyski Narodowego Banku Polskiego przyczyniły się do zmniejszenia deficytu budżetowego. Choć nie ma co ukrywać – można to było osiągnąć także dzięki aukcji LTE (czynnik jednorazowy) i mniejszym inwestycjom publicznym. Bo, niestety, z ich ograniczeniem częściowo przez kłopoty z wykorzystaniem środków unijnych mamy do czynienia.
Przeciętny Kowalski także zobaczył poprawę sytuacji. Spadło wyraźnie bezrobocie – odnotowujemy rekordowo niski poziom od czasu zmiany ustrojowej, choć trzeba uwzględnić w tych rachunkach tych, którzy wyjechali i pracują dzisiaj za granicą – wtedy już tak dobrze nie będzie.
Spadek bezrobocia doprowadził do wzrostu realnych wynagrodzeń. Przyczynił się do tego także brak inflacji. No i wzrosły minimalne wynagrodzenia, co jest efektem decyzji rządu. Mamy, oczywiście, także program „500+”. Bardzo wyraźnie poprawił on sytuację bytową wielu rodzin, ograniczył w sposób zasadniczy biedę w Polsce. Ale czy należy go traktować jednoznacznie jako sukces, przynajmniej w rozumieniu podejścia do gospodarki i finansów publicznych, trudno dzisiaj powiedzieć. Pamiętajmy bowiem, że jego całkowity koszt to około 7% dochodów do budżetu. W 2016 roku było to co prawda mniej, ale program nie obowiązywał przez cały rok.
Mijający rok to niestety także porażki. Moim zdaniem trzeba tu wspomnieć przede wszystkim o dwóch. Po pierwsze, wyraźnym pogorszeniu szeroko rozumianego otoczenia gospodarczego. Pisałem o tym wielokrotnie. Rzucane co chwile pomysły dotyczące zmian podatków, ryzyko wzrostu cen paliw, energii i wody wynikające z decyzji rządzących, niejasna perspektywa tego, co państwo będzie wspierać, wyraźny wzrost kontroli państwa nad wieloma sektorami gospodarki… – to wszystko wprowadziło sporo zamieszania. No i bardzo mało przyjazne wypowiedzi dotyczące inwestorów zagranicznych, które dominowały w przekazie na początku roku. Potem autor tych wypowiedzi, czyli Mateusz Morawiecki wyraźnie wyhamował w swojej retoryce, ale mleko się rozlało.
Jak bardzo rząd namieszał w kwestii stabilności otoczenia gospodarczego, widać po decyzji z ostatnich dni. Projekt jednej daniny zamiast podatku PIT i składki ZUS trafił właśnie do kosza. A przez większą część roku wydawał się pewny.
No i druga kwestia, czyli wyhamowanie tempa wzrostu gospodarki. Jest to chyba największe zaskoczenie 2016 roku. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest załamanie, bo takiego określenia można użyć, inwestycji. W znacznej mierze wynika to, moim zdaniem, z chaosu, jaki został wprowadzony w otoczeniu gospodarczym. No i z opóźnienia w kwestii środków unijnych. Nie trafia do mnie argumentacja, że ten efekt wynika tylko z działalności poprzedniej ekipy. Jakby na to nie patrzeć, poprawa w inwestycjach będzie najważniejszym wyzwaniem dla rządu na przyszły rok. Ale o wyzwaniach następnym razem.
Sukcesy i porażki
REKLAMA
REKLAMA




















