O tym, że ten rząd ma doskonały PR w kwestiach gospodarczych, wiemy od dawna. W 2016 roku chwalenie się wynikami gospodarczymi było o tyle trudniejsze, że druga połowa roku przyniosła nam wyhamowanie dynamiki PKB. Było to głównie związane z załamaniem w inwestycjach, o czym wielokrotnie pisałem. Trudno się chwalić tym, że jest gorzej, więc odpowiadający za gospodarkę Mateusz Morawiecki w końcu powiedział, że… wzrost PKB nie ma wielkiego znaczenia. No, może użył nieco innego sformułowania, ale wiele się z pewnością nie mylę. Ważniejsze, jego zdaniem, jest to, jak dzieli się efekty wzrostu i czy ludzie odczuwają poprawę. A ponieważ bezrobocie spadało, a pensje rosły, można się było chwalić właśnie tym. Wzrost PKB jednak przyspieszył i znowu PKB był ważny. I rząd cieszył się z jego wzrostu. Również sam Morawiecki.
O ile w kwestii wzrostu gospodarczego trudno dyskutować (faktycznie rośnie, nie można temu zaprzeczyć), o tyle powody tego stanu rzeczy oceniam zupełnie inaczej niż nasz obecny premier. Moim zdaniem działanie rządu tylko nieznacznie wspiera wzrost poprzez stymulacje konsumpcji. Główny powód to koniunktura światowa, co wielokrotnie w swoich felietonach udowadniałem.
Jeśli jednak mówimy o długu publicznym, tu rzeczywiście rząd zrobił nieco więcej, aby ograniczyć jego narastanie. Choć mamy też działania, które idą w kierunku jego zwiększania. Ale zanim się tą kwestią zajmiemy, kilka słów o tym, co to w ogóle jest. Państwowy Dług Publiczny, bo tak brzmi pełna nazwa wg ustawy, to to, co państwo jest winne. To oczywiście dość ogólna i mało prawnicza definicja. Mówiąc nieco bardziej precyzyjnie – jest to nominalne zadłużenie podmiotów sektora finansów publicznych z uwzględnieniem wzajemnych zobowiązań pomiędzy tymi podmiotami. Co to za podmioty? Znowu najogólniej mówiąc, są to: sektor rządowy, sektor samorządowy i sektor ubezpieczeń społecznych.
No dobrze, mniej więcej już wiemy, co to jest. Co takiego się stało, że mamy poprawę? No to po kolei.
Jeśli chodzi o sektor rządowy, to rzeczywiście ograniczono narastanie długu. Ograniczono, ale nie wyeliminowano, pamiętajmy bowiem, że na przykład dziurę w budżecie centralnym wciąż mamy. Tyle że mniejszą. A zatem trudno tu mówić o wielkim sukcesie. Ale mały sukces jest. Z czego on wynika? Znowu głównie z koniunktury. Ale nie tylko, bo tu kłania się także na przykład zwiększenie ściągalności podatków. To działa na plus. Ale program 500 plus z kolei działa na minus, bo zwiększa deficyt. Ważnym czynnikiem spadku długu jest także umocnienie złotego. Jeśli mamy na przykład 10 mld euro długu, to przy kursie 4,30 w stosunku do PLN daje to 43 mld PLN długu. A jeśli kurs euro spadnie do 4,20 PLN, dług spada o miliard złotych. Choć nic nie oddaliśmy. Warto o tym pamiętać tym bardziej, że w tym roku oczekujemy raczej osłabienia PLN niż dalszego wzrostu jego wartości. W sumie w tej części dług zmalał o prawie 3,3 mld PLN.
W przypadku samorządów mamy także spadek długu, o prawie 65 mln PLN. Tu kłaniają się zmiany wprowadzone jeszcze przez Jacka `Rostowskiego, który w związku z kryzysem 2008 – 2009 ograniczał zadłużanie gdzie się da, także w samorządach. A tu było łatwo – wystarczyło zmienić ustawę i niech się samorządy martwią. Oczywiście ograniczenie zadłużenia poprawia stabilność finansów samorządowych, ale ogranicza możliwości dokonywania inwestycji. Trudno jest realizować poważne zamierzenia inwestycyjne z własnych dochodów.
Co do ubezpieczeń społecznych to dług zmalał, ale symbolicznie, bo o 14 mln PLN. A to głównie ze względu na wyższe wpływy wskutek rosnącej liczby zatrudnionych i wyższych wynagrodzeń. W obu przypadkach jest lepiej, niż prognozował rząd. To znowu efekt dobrej koniunktury. Nie oznacza to, że ZUS nie ma kłopotu. Dalej ma, ale mniejszy. Przynajmniej na razie. Chociaż oczywiście środki z budżetu centralnego musi otrzymywać. A będzie gorzej, bo obniżono wiek emerytalny.
A zatem główny powód poprawy to koniunktura. Rząd ma swój udział, ale nie kluczowy. Podobnie jest z innym ważnym wskaźnikiem, czyli długiem w stosunku do PKB. Skoro spadł dług nominalnie, a PKB rośnie, to efekt jest jasny. Jesteśmy zatem poniżej 50%, dokładnie 48,5% PKB. To sukces. Ale np. Litwa, Rumunia czy Czechy są od nas lepsze.
To ile w końcu wynosi obecnie dług Polski? Państwowy Dług Publiczny to obecnie prawie 962 mld PLN.
Mamy jeszcze pojęcie długu sektora publicznego. Ten wynosi nieco ponad bilion złotych. Czym się różnią? O tym i o różnych pomysłach na „kreatywną księgowość” budżetową za tydzień.
Spadek długu publicznego
REKLAMA
REKLAMA




















