Deflacja w Polsce

0
Marek Zuber
REKLAMA

Tak, ceny w ujęciu rocznym spadły o 0,2%, czyli koszyk dóbr i usług konsumpcyjnych o tyle w ciągu roku potaniał. Koszyk ten, o czym już w TEMI pisałem, to zbiór najpopularniejszych rzeczy, które kupujemy. A zatem w jego skład wchodzą setki cen, na przykład ceny żywności, obuwia, odzieży, prądu, koszt strzyżenia włosów czy czynsz. I wiele innych. Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy ze wszystkich tych rzeczy korzystamy. Ale w sumie, jako społeczeństwo, tak.
W mediach, także z ust niektórych ekonomistów, padło określenie, że w Polsce mamy deflację. Tymczasem nie jest ono precyzyjne. Deflacją rzeczywiście określamy spadek cen, ale długotrwały. Tymczasem my mamy, póki co, zaledwie jeden miesiąc ujemnej inflacji. Poza tym spadek o 0,2% jest minimalny. Wydaje się raczej, że bardziej właściwe będzie zatem mówienie o zerowej inflacji. I z taką sytuacją, trochę powyżej zera, trochę poniżej zera, mamy do czynienia od wielu miesięcy.
No dobrze, dlaczego tak się stało? Z kilku powodów. Po pierwsze, doszło do wyraźnego spadku cen surowców na świecie. W tym surowców energetycznych. Jest to związane nie tylko z kłopotami europejskich gospodarek, ale także na przykład z rewolucją łupkową, którą obserwujemy przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Po drugie, mamy ograniczone tempo wzrostu dóbr i usług w Europie na skutek kryzysu. Społeczeństwa Starego Kontynentu jeszcze się z niego nie otrząsnęły i konsumpcja nie rośnie wystarczająco szybko. Nie widać także boomu w inwestycjach, a to się do Polski przenosi. Po trzecie, ten rok jest dobry z punktu widzenia urodzaju plonów rolnych. „Dobry” w sensie dużej ich ilości, ale nie „dobry” w sensie kształtowania cen dla producentów. Przy czym wcale nie mam tu na myśli embarga nałożonego przez Rosję, bo to jest czynnik działający dopiero od kilku tygodni.
Co może się wydarzyć w najbliższych miesiącach? To oczywiście zależy od wielu kwestii, na czele z sytuacją za naszą wschodnią granicą. Myślę jednak, że dość prawdopodobne jest utrzymywanie się inflacji w okolicy zera. W trzecim i na początku czwartego kwartału pewnie głównie poniżej tego poziomu. Dość prawdopodobne jest, że właśnie wtedy spadek cen się nawet nieco pogłębi w stosunku do danych lipcowych na skutek rosyjskiego embarga na żywność oraz dobrych plonów zbóż, ale będą to zapewne kolejne dziesiąte części punktu procentowego. Czyli w tym sensie niewiele się zmieni.
Czy taka sytuacja jest niebezpieczna? Raczej nie. Deflacja w pełnym znaczeniu tego słowa grozi hamowaniem gospodarki. Głównie dlatego, że powstrzymujemy się od zakupów i inwestycji, bo będzie taniej. A zatem będzie warto dokonać zakupów czy realizować inwestycje w przyszłości. Ale w przyszłości znowu się powstrzymujemy, bo będzie jeszcze taniej. I tak dalej, i tak dalej, a gospodarka zwalnia. W naszym przypadku spadek cen jest jednak niewielki, nie widzimy go zatem za bardzo, a poza tym Polacy mają relatywnie wysoką skłonność do konsumpcji – lubimy po prostu kupować. I tej naszej cechy tak szybko nie zmienimy.
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Po raz kolejny okazuje się, że Rada Polityki Pieniężnej popełniła błąd. Stopy procentowe, a co za tym idzie koszt kredytu, są w Polsce za wysokie. Czy ostatnie dane zmienią wreszcie podejście Rady? Dobre pytanie…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze