Wciąż trudno o realne prognozy

0
REKLAMA

Wciąż żyjemy w sytuacji zamrożenia olbrzymiej części naszej aktywności, także gospodarczej. Im dłużej to trwa, tym skutki będą poważniejsze. Wciąż jednak trudno jest szacować, jakie dokładnie.
Nie ma właściwie takiej godziny, w której jakiś mój znajomy nie dzwoniłby do mnie, prosząc o przewidywania dotyczące wpływu koronawirusa na polską gospodarkę. Ale wciąż, uwierzcie mi Państwo, a zajmuję się prognozowaniem dwadzieścia lat, nie da się tego w miarę precyzyjnie określić. Owszem, pojawiają się tu i ówdzie jakieś wielkości, ale albo są one obarczone masą założeń, albo są po prostu wyrazem ocen niemających uzasadnienia w czymkolwiek. No chyba, że ktoś ma przeczucie, które go nie zawodzi, albo jest drugim Nostradamusem.

Jesteśmy oczywiście w stanie powiedzieć, jaką część polskiej gospodarki stanowią usługi hotelarskie, czy gastronomia. Ale te informacje to za mało do próby oceny wpływu koronawirusa na sytuację gospodarczą w roku 2020. Wciąż wiemy za mało. Wciąż nie mamy się za bardzo na czym oprzeć. A czego nam tak dokładnie brakuje?
Pierwsza kwestia to odpowiedź na pytanie, ile pandemia jeszcze potrwa. Z tym można by było sobie jakoś radzić, robiąc po prostu założenia. No i ja również takie założenia robię. Otóż z tego co czytam, nie jestem przecież epidemiologiem, spora część lekarzy i naukowców uważa, że w ciągu najbliższych najdalej dwóch miesięcy uda się opanować rozprzestrzenianie się koronawirusa. Oczywiście trzeba to dobrze rozumieć. Dalej będzie on realnym zagrożeniem, dalej nie będziemy mieli szczepionki i także niestety realnego sposobu leczenia, ale stosując zalecenia specjalistów nie będziemy już obserwowali wyraźnego wzrostu zachorowań. Może nawet będą to już bardziej pojedyncze przypadki. Oby tak było, ale oczywiście żadnej gwarancji na to, że tak będzie, nie ma.
Druga kwestia, której nie znamy: jak bardzo kolejne obszary oferowanej przez polskie państwo pomocy, zwanej tarczami, realnie pomogą. To znaczy, kiedy ta pomoc się pojawi, mam tutaj przede wszystkim na myśli tarczę finansową, czyli 100 mld złotych, które ma być dystrybuowane przez polski fundusz rozwoju i kiedy realnie dotrą do firm przez banki komercyjne gwarancje BGK. No i jak w praktyce będzie można z tego wszystkiego skorzystać. Czy będzie to na tyle proste, że firmy będą mogły tymi programami się naprawdę wspomagać? Na razie mam pewne obawy, ponieważ każdy dzień przynosi nam jakieś nowe informacje i zmiany związane z poszczególnymi tarczami i zaczyna się robić mętlik. A to nie pomaga w efektywnej dystrybucji pomocy.
No i trzecia kwestia to decyzje o odmrażaniu gospodarki. Rząd szumnie zapowiadał plan, ale tego planu realnego de facto nie ma. To znaczy zaprezentowano cztery kroki, jednak bez ram czasowych. A przynajmniej bez wszystkich ram czasowych. Wiem, że niczego na pewno nie możemy być pewni, ale chyba można było taki plan stworzyć w oparciu o najbardziej dzisiaj prawdopodobny scenariusz rozwoju pandemii w Polsce. Ten o którym pisałem wcześniej. Bez dat trudno jest się przygotować na decyzje podejmowane przez rząd. I mam tu na myśli zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Czesi w swoim planie odmrażania są pod tym względem zdecydowanie bardziej konkretni. Już pomijam, że oczekiwania dotyczące pierwszego kroku, szczególnie po wprowadzeniu obowiązku używania maseczek, były zdecydowanie większe.
I na to wszystko trzeba nałożyć jeszcze jeden element. Prawie połowa polskiego PKB, czyli polskiej gospodarki, to eksport. A zatem odbudowanie relacji z zagranicą będzie kluczowe, jeśli chodzi o kwestie tego, jak bardzo ucierpi nasza gospodarka w tym roku. Udział branż, które zostały zamrożone decyzją rządu jest znacznie mniejszy, niż tych związanych ze sprzedażą za granicę. No i tu rodzi się pytanie o to, co się u naszych partnerów wydarzy. I moglibyśmy podnosić podobne kwestie, jak te, które podniosłem przed chwilą. W szczególności choćby w kwestii dat odmrażania poszczególnych gospodarek. To są decyzje innych rządów, żadnego wpływu na to nie mamy. Jak więc tu prognozować?
Jeśli scenariusz dotyczący pandemii się sprawdzi, jeśli środki pomocowe uda się w miarę efektywnie rozprowadzić, i jeśli odmrozimy gospodarkę do końca maja, to wciąż mamy szansę, by w roku 2020 zobaczyć mniej więcej zerowy wzrost. Z niewielkim plusem lub minusem. I oznaczałoby to, że wciąż możemy osiągnąć jednocyfrową stopę bezrobocia w grudniu. Jednocyfrową, choć z pewnością bliską 10%, czyli dwa razy wyższą, niż na początku roku. Tak na marginesie tu pomoże to, że z polskiego rynku pracy odpłynęło, choćby z uwagi na zamknięcie granic, wielu cudzoziemców, szczególnie z Ukrainy. Należy oczekiwać, że będzie to stanowiło jakąś poduszkę dla zwalnianych w związku z koronawirusem. Choć trzeba sobie zdawać sprawę, że w wielu przypadkach będzie to oznaczało zdecydowanie się na gorsze oferty pracy.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze