Wakacje kredytowe: brać!

0
REKLAMA

Marek ZuberWakacje kredytowe stały się faktem. Przeforsowana przez rząd ustawa wejdzie w życie pod koniec lipca. Trzeba się spieszyć, żeby w całości móc z niej skorzystać.
Prezydent podpisał ustawę wprowadzającą tzw. wakacje kredytowe. Pomysł rządu polega na tym, żeby wobec mocnego wzrostu obciążeń z tytułu kredytów hipotecznych pomóc tym, którzy takie kredyty zaciągnęli. Kto będzie mógł skorzystać z nowego rozwiązania i na czym ono tak dokładnie polega?
Z wakacji kredytowych będzie mógł skorzystać każdy, kto zaciągnął kredyt hipoteczny w złotych przed 1 lipca 2022 roku. W zasadzie jedyny warunek, który trzeba spełnić jest taki, żeby kredyt dotyczył realizowania własnych potrzeb mieszkaniowych. Czyli nie mógł być związany z zakupem inwestycyjnym. Warto wspomnieć, że sam termin „wakacje kredytowe” nie jest nowy. Od lat wiele banków stosuje takie rozwiązanie dla swoich klientów. Różnica polega na tym, że wakacje oferowane w bankach nie są darmowe. Jeśli zawieszamy spłatę kredytu, to bank nalicza nam dodatkowe odsetki. Niejako kredytuje nam naszą płatność, której nie dokonaliśmy. W ten sposób rośnie nasz całkowity dług wobec instytucji finansowej. Rozwiązanie wprowadzone obecnie różni się tym, że ten, kto korzysta z wakacji, nie ponosi kosztu z nimi związanego. Czyli zawieszamy płatność i nic nas to nie kosztuje. Koszt pieniądza mają pokryć banki.

Oczywiście możemy dyskutować nad tym, kto tak naprawdę na końcu ten koszt zapłaci. Banki od początku roku wygenerowały ponadprzeciętne zyski, bo podnosiły oprocentowanie kredytów w ślad za podwyżkami stóp procentowych, ale nie były za bardzo chętne do zwiększania oprocentowania depozytów i lokat. Doświadczenie uczy nas jednak, że nikt się tymi dodatkowymi zyskami nie będzie dzielił, tylko koszt zostanie przerzucony na klientów. Tak było w znacznej mierze z podatkiem bankowym. A zatem znowu prawdopodobnie wzrosną relatywnie opłaty, prowizje itd. itp.
Wakacje kredytowe wynikające z nowej ustawy polegają na tym, że w obecnym i w przyszłym roku możemy nie zapłacić czterech miesięcznych płatności kredytowych. Dokładnie dwóch w trzecim kwartale tego roku, dwóch w czwartym kwartale tego roku i po jednej w każdym kwartale przyszłego roku. Niezapłacona część oczywiście nie przepada, będziemy po prostu kredyt płacić dłużej.

REKLAMA (3)

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Prezydent podpisał ustawę niejako w ostatniej chwili. Czemu tak późno? Nie wiem, nie jest ona specjalnie skomplikowana. Efekt jest taki, że od jej wejścia w życie kredytobiorcy będą mieli dwa dni robocze – czyli ostatnie dwa dni robocze lipca – żeby złożyć odpowiedni wniosek, jeśli w całości chcą skorzystać z dobrodziejstw nowych przepisów. W trzecim kwartale tego roku zostają bowiem tylko dwa miesiące, więc jeśli mają to być miesiące wakacji kredytowych, wniosek o ich przyznanie trzeba złożyć, jak rozumiem, przed rozpoczęciem miesiąca, którego wakacje dotyczą. Czyli w lipcu.
No dobrze. To warto skorzystać z wakacji, czy nie? Oczywiście, że warto! Z punktu widzenia kredytobiorców jest to po prostu prezent. Co prawda prezent, za który nie zapłaci ten, kto go wymyślił, ale jednak kredytobiorca kosztów wakacji nie poniesie. W każdym razie nie wprost. W przyszłości może go dotknąć na przykład wzrost oprocentowania rachunków, ale tego dzisiaj nie wiemy. Z punktu widzenia sytuacji makroekonomicznej chodzi jednak o to, żeby ci, którzy wakacje wezmą, nie wydali pieniędzy na konsumpcję. Oczywiście mam tu na myśli tę grupę, której wyższe koszty kredytu nie postawiły w sytuacji podbramkowej. Jeśli tak jest, to oczywiście trzeba ratować domowy budżet. Ale jeśli nie, to ta dodatkowa konsumpcja będzie kolejnym czynnikiem wzrostu inflacji. A tego nie chcemy. Wyższa inflacja to potencjalnie jeszcze wyższe stopy procentowe. A to oznacza jeszcze droższe kredyty. Czyli sami sobie zrobimy dodatkowy problem.
Co zatem zrobić z zaoszczędzonymi niejako pieniędzmi, jeśli nie potrzebujemy ich na bieżące potrzeby? Najlepiej nadpłacić kredyt. Albo przeznaczyć je na zwiększenie swoich oszczędności.

REKLAMA (2)

To jeszcze jedno pytanie na koniec. A banki nie wpiszą korzystających z wakacji na „czarną listę”? Na pewno nie mają do tego prawa. Rozwiązanie jest bowiem ustawowe i dostępne każdemu, kto spełnia warunki. Wcale nie musi mieć kłopotów z obsługą zadłużenia. Pamiętam, że podobne obawy wiązały się z kredytami frankowymi. Dzisiaj już mało kto myśli w ten sposób, choć nie ma co ukrywać, ważny był w tym kontekście wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A jeśli ktoś ma etyczne wahania, to możemy popatrzeć na to w następujący sposób. To nie kredytobiorcy byli inicjatorami tego rozwiązania. Dostali je od państwa do ręki. Jest to po prostu możliwość, która się pojawiła. Tak samo jak parę miesięcy temu bankom pojawiła się możliwość niepodnoszenia oprocentowania lokat i depozytów, bo nadpłynność w systemie zrobiła swoje. Banki nie zwiększały istotnie oprocentowania od złożonych przez nas środków, choć byłoby to uczciwsze, bo miały ich nadwyżkę, a my nie mieliśmy bezpiecznej alternatywy wobec oferty banków. To dlaczego teraz to my nie mamy skorzystać z okazji, która się pojawiła?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze