Rekordy i zagrożenia

0
Marek Zuber
REKLAMA

Z pewnością wszystkich, którzy przyglądają się sytuacji w USA, ucieszyły dane dotyczące wzrostu największej gospodarki świata. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. 4,1% to najlepszy wynik od czterech lat. Stało się to głównie dzięki cięciom podatków i deregulacjom, które realizuje Donald Trump. Można się z niego śmiać lub nie, ale na razie krótkoterminowo efekt jest. Problem w tym, że owe cięcia w zestawieniu z brakiem takowych po stronie wydatków powodują wzrost deficytu budżetowego. Sięgnie on w tym roku biliona USD. Pisałem już o tym. Po II wojnie światowej wzrost dziury w budżecie w okresie koniunktury miał miejsce jedynie podczas wojen w Wietnamie i w Korei. Jak to się może skończyć? Dobre pytanie.
Dane o PKB przez wielu analityków nie zostały zatem odebrane jakoś specjalnie optymistycznie. Raczej jak cisza przed burzą. Mało tego: w tym tygodniu miało miejsce coś, co część z nich próbowała interpretować jako początek kryzysu. Mam tu na myśli aż prawie dwudziestoprocentową przecenę akcji Facebooka. To efekt słabszych wyników finansowych osiągniętych przez tę firmę w drugim kwartale. W chwilę wycena jednej z najwięcej wartych amerykańskich korporacji zmniejszyła się o 120 mld USD. Czegoś takiego w historii jeszcze nie było. Już pojawiły się komentarze o początku bessy porównywalnej z tym, co miało miejsce w roku 2000. Wtedy też zaczęło się przecież od spółek internetowych.
Moim zdaniem jednak analogia nie jest do końca udana. Dzisiaj za wycenami największych spółek nowych technologii idą jednak twarde dane. Czasem gorsze, jak w przypadku Facebooka, ale jednak mówimy tu o przychodach liczonych w miliardach i o olbrzymich zyskach. Wtedy często mieliśmy do czynienia z ogromnymi wycenami bazującymi jedynie na przyszłości. Tak czy inaczej, na razie nic się jeszcze złego nie wydarzyło, czemu dopomógł inny gigant, czyli Amazon, pokazując z kolei wyniki lepsze od oczekiwań. Tak na marginesie Amazon jest już wart ponad 900 mld USD, niewiele brakuje mu zatem do Apple. Czy w ciągu najbliższych tygodni poznamy pierwszą w historii firmę wartą bilion dolarów? Być może. A być może rzeczywiście mamy do czynienia z końcówką hossy i tego poziomu tym razem jeszcze nie osiągniemy.
Zaciekawiły mnie także dwie informacje z Polski. Pierwsza to wykonanie budżetu po półroczu. Mamy 9,3 mld złotych nadwyżki i to jest sytuacja niespotykana. Po części wynika z nierealizowania niektórych wydatków, to fakt, ale i tak jest naprawdę dobrze. Cieszy mnie jednak także to, że ministerstwo finansów zmieniło retorykę w opisie wyników budżetowych i  gospodarczych w ogóle. Wydaje się, że to głównie sprawka nowej szefowej. Nie słyszymy już o jakichś cudownych, nadzwyczajnych działaniach podjętych przez rząd, ale o tym, że lepsze wyniki budżetu to głównie efekt koniunktury. Dodajmy: koniunktury, na którą, niestety, nie mamy zbytniego wpływu. Tak czy inaczej, nic nie wskazuje na to, żebyśmy nadwyżkę utrzymali do końca roku. A budżet, jak wiemy, to dokument roczny i tak go trzeba interpretować.
Ale najciekawszą informację, moim zdaniem przynajmniej, zostawiłem sobie na koniec. Oto bowiem okazuje się, że w roku 2018 liczba urodzeń spadła poniżej poziomu z roku 2017. Mam na myśli pierwsze półrocza obu lat. W 2017 było co prawda lepiej niż w 2016, ale nieznacznie, a poza tym rządzący spodziewali się systematycznej, długookresowej poprawy. Oczywiście rok się jeszcze nie skończył, ale to z pewnością zła informacja. Zła pod każdym względem także w kontekście programu 500+. Program ten, jak wiemy, miał kilka założeń. Z pewnością dwa z nich działają. Efekt poprawy sytuacji bytowej jest widoczny niemal wszędzie, a szczególnie, co oczywiste, tam, gdzie jest najbiedniej. Pozytywnie zaskakuje również to, że spora część pieniędzy z programu idzie na inwestycje w kapitał ludzki, czyli z polskiego na nasze: na dodatkowe zajęcia edukacyjne dla dzieci, sport itd.. Są szacunki, które mówią o ponad 10% środków z 500+ na ten cel. Ale te dwa założenia nie miały być najważniejszymi. Głównie chodziło o zwiększenie dzietności. I to założenie zresztą było kwestionowane przez wielu demografów, socjologów i psychologów. Czy mieli rację? Jeśli sytuacja się nie zmieni do końca roku, okaże się, że 500+ nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Co wtedy? I nie chodzi mi tu tylko o porażkę pomysłodawców. To najmniejszy problem. Chodzi o to, co zrobić, żeby wreszcie zobaczyć jakiś optymizm w kwestii prognoz demograficznych. Wygląda na to, że dyskusję w tej kwestii będzie trzeba zintensyfikować na nowo.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze