Samochody, pieniądze i ekologia

0
Marek Zuber
REKLAMA

A w kwestii ekologii każdy tydzień przynosi nam nowe pomysły, oto bowiem rząd wraca do kwestii opłaty za wjazd do centrów miast dla aut spalinowych.
Dwa tygodnie temu postawiłem tezę, że ustawa o elektromobilności będzie ustawą promującą bogatych. Bo wjeżdżać do centrum miast, dokładnie do stref czystego powietrza (pół biedy, jeśli będzie to ścisłe centrum, nie wiemy co poszczególne samorządy będą przez to rozumieć), będą mogli tylko ci, których stać na horrendalnie drogie samochody elektryczne, albo zdecydują się na nietankowalne pojazdy na CNG. Nietankowalne, bo ile jest np. w Tarnowie punktów tankowania CNG? Reszta ma korzystać z komunikacji miejskiej albo z rowerów czy też własnych nóg.
Tydzień temu z kolei napisałem, że to wcale nie samochody są głównym sprawcą smogu w Polsce. Ich wkład to mniej więcej 10%. W dużych miastach z pewnością więcej, ale i tak nie są głównym trucicielem. Czy to znaczy, że jestem w ogóle przeciwko ustawie? Oczywiście nie. Po pierwsze dlatego, że nawet jeśli samochody spalinowe nie są głównym trucicielem, to jednak jakimś są. Jeśli zmniejszymy emisję, to poprawimy sytuację – co do tego nie ma wątpliwości. Po drugie dlatego, że doświadczenie innych, bardziej bogatych krajów Europy pokazuje, że w pewnym momencie to właśnie smog spowodowany spalinami zaczyna doskwierać najbardziej. Wzrost liczby samochodów i korzystających z nich robi swoje, a zatem ograniczanie dostępu pojazdów nieekologicznych do jakichś rejonów ma sens. Problem w tym, żeby nie przesadzać. Po raz kolejny zadaję pytanie: czy w okresie przejściowym, na dwa – trzy lata, nie można by było włączyć do samochodów traktowanych tak jak elektryczne czy napędzane CNG samochodów hybrydowych? W mieście smrodzą znacznie mniej, a są dużo tańsze – w tej chwili niewiele droższe od swoich czysto spalinowych odpowiedników.
Z ustawy o elektromobilności wyleciał pod sam koniec jej uchwalania zapis o tym, że samorządy mogą zezwolić na wjazd do tzw. stref czystego powietrza samochodom spalinowym, ale za opłatą. Miała ona wynosić 30 złotych za dobę. Tak na marginesie: ustawowa „strefa czystego powietrza” w realiach Krakowa brzmi tak kuriozalnie, że nawet nie chce mi się tego komentować. Skoro samochody smrodzą kilkakrotnie mniej niż piece węglowe, to jaką strefę czystego powietrza w Krakowie niby utworzymy? No, ale dobrze, jak zwał tak zwał… Wydawało się, że temat opłaty poszedł w niebyt. Nic bardziej mylnego. Oto bowiem przy okazji nowelizacji innej ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych tego typu propozycja pojawiła się znowu. Tyle że w odniesieniu do godziny, która to miałaby kosztować 2,5 PLN, za dobę nie więcej niż 25 PLN, czyli tyle trzeba by było zapłacić za wjazd do strefy czystego powietrza.
Dodajmy jeszcze, że głównym powodem wykreślenia opłaty z ustawy o elektromobilności nie była troska o posiadaczy pojazdów spalinowych, którzy chcieliby skorzystać z centrum miasta, ale obawa przed tym, że opłata stałaby się automatycznym dodatkowym parapodatkiem dla gmin. Coś jak fotoradary kiedyś.
Żebyście Państwo dobrze mnie zrozumieli. Absolutnie jestem zwolennikiem wszystkiego, co ekologiczne. Chce żyć w czystym świecie, jeść zdrową żywność itd. itp. Problem w tym, że realia są, jakie są. Nie jesteśmy Kalifornią, w której przeciętne wynagrodzenie, przy podobnym poziomie cen (no, może gastronomia jest droższa), jest pięć razy wyższe niż w Polsce. Jeśli zatem wprowadzamy tego typu ograniczenia z dnia na dzień lub opłaty z dnia na dzień, to de facto nie tyle zachęcamy do ekologii, co tworzymy prawo dla bogatych. Jeszcze raz powtórzę: nawet w bogatej Kalifornii nie zakazuje się wjazdu do centrów miast samochodami spalinowymi. Kalifornia jest bogata, więc dopłaca do zakupu samochodów elektrycznych. Ale mogłaby także zakazywać.
Tymczasem program walki ze smogiem w polskich warunkach zaczyna się od uderzenia w obszar, który najbardziej nie smrodzi i jednocześnie nowe rozwiązania promują bardziej zamożnych. Te przepisy mają głęboki sens, ale niech technologia się jeszcze trochę rozwinie, a my staniemy się bardziej bogaci. Skupmy się natomiast, także technologicznie, na walce z kopcącymi kominami domów i kamienic. Bo to jest właśnie głównym źródłem zanieczyszczeń.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze