Prezydent Biden w Warszawie

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Wizyta prezydenta Joe Bidena była przede wszystkim wielkim sukcesem Joe Bidena, ale także amerykańskiej polityki oraz szeroko rozumianego obozu wolności i demokracji. Kultura polityczna, elegancja, inteligencja, wyczucie sytuacji, a także osobista odwaga amerykańskiego prezydenta zrobiły ogromne wrażenie na świecie, a także (co być może w dłuższej perspektywie najistotniejsze) w samej Ameryce. Umocniony został Sojusz Atlantycki oraz przewartościowaniu uległa polityka Zachodu, który otrzymał nowy impuls jako obrońca wolności i demokracji. Potwierdziła się decydująca rola USA jako największego mocarstwa na świecie. Przegranymi są Putin, Trump oraz jego obóz pogrobowców Ku Klux Klanu, rasistów, fanatyków i prostaków, a w wymiarze polskim przede wszystkim PiS, któremu nie udało się przedstawić tej wizyty jako poparcia dla „dobrej zmiany” i generalnie dla polskich nacjonalistów.
Sądząc po wypowiedziach i różnych reakcjach pisowców, musiało ich mocno zaboleć spotkanie z liderami PO oraz depesza z pozdrowieniami do Lecha Wałęsy, a najbardziej chyba skierowane przez prezydenta Bidena słowa do Donalda Tuska: ” Donaldzie, będziemy bronić solidarnie wolności i demokracji. Zawsze i wszędzie”. Znakomicie wpisujące się w obronę Ukrainy jako obronę wolności i demokracji. Próba budowania sojuszu pisowsko-amerykańskiego wbrew wolności i praworządności, połączona z demokracją w wydaniu KC PiS i biura politycznego tej partii doznała kompletnej porażki. Tak samo jak żałosne okazały się stękania Putina, wypowiedziane do spędzonych zwolenników i omamionych fanatyków, których wszyscy dyktatorzy pokazują jako dowód swojego poparcia, a są raczej dowodem zastraszenia, przekupienia i ogłupienia. Jakby dla dopełnienia żenady tego co miał do powiedzenia i pokazania Putin, Rosjanom nie udał się ważny test balistyczny nowego modelu rakiety, nie udało się też zdobycie Bachmutu, ani żadnego ze szturmowanych w ostatnim czasie miast w Doniecku i Ługańsku.

Prezydent Biden powiedział w Warszawie: „Będziemy bronić wartości bez względu na wszystko… Będziemy bronić suwerenności narodów i demokracji. Putin się myli, naród ukraiński jest za mocny, a demokracje zjednoczone i silne, zamiast finlandyzacji NATO Putin doczekał się natoizacji Finlandii i Szwecji… Nie ma większego celu, większej aspiracji niż wolność, Amerykanie to wiedzą, Wy to wiecie, musimy zrobić wszystko, żeby nasze dzieci i wnuki to wiedziały. Stańcie z nami, my staniemy z Wami i ruszajmy naprzód z wiarą i przekonaniem, by być sojusznikami nie ciemności, ale światła… Apetytu autokraty nie da się zaspokoić, bo autokrata rozumie tylko jedno słowo: nie”.
Dyktator, który chce odbudować imperium, nigdy nie będzie w stanie wzbudzić w ludziach miłości do wolności. Bo wolni ludzie odmawiają życia w zniewoleniu. Im bardziej PiS nakręcał emocje przed wystąpieniem Bidena, tym bardziej teraz chce je umniejszać… Ma w tym partyjny interes sprzeczny z Polską racją stanu. „Radosław Fogiel, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, zachowuje się jak zwykle, czyli jak rzecznik PiS-u i złości się, że prezydent Biden spotkał się z Donaldem Tuskiem – oho, widzę desperackie poszukiwanie czegoś, co przysłoni blamaż „spotkań” opozycji i pompowanie pseudoaferki. Ale Biden, jak widać, jest ponadto. PiS tego nie potrafi. Zaraz zacznie się prześcigać w pomniejszaniu wizyty amerykańskiego przywódcy, tylko dlatego, że Biden ściskał dłoń Tuska…”(Agnieszka Kublik, „Biden w Warszawie. Dlaczego PiS jest zawiedziony wizytą? ”, „Gazeta Wyborcza” z dn. 22.02.2023 r., internet).
Wielokrotnie prezydent Biden powtarzał słowo „wolność” oraz to, że autokrata i dyktator rozumie najbardziej i najlepiej słowo „nie”, które oznacza sprzeciw jego planom odebrania ludziom, narodom i społeczeństwu wolności. To moim zdaniem był ten fragment wystąpienia amerykańskiego prezydenta, który najbardziej musiał zaboleć i rozwścieczyć pisowskich dygnitarzy.

To było wystąpienie, które otworzyło nowy rozdział najnowszej historii demokracji na świecie, ze szczególnym podkreśleniem roli Europy i Ameryki. Prezydent Biden podjął wyzwanie, które wydawało się zbyt ciężkie dla zmęczonej wewnętrznymi sporami Ameryki. Jasno wykazał, że wojna na Ukrainie nie jest wojną wyłącznie w obronie tego państwa i narodu, chociaż obrona Ukrainy odgrywa rolę podstawową, ale jest to przede wszystkim obrona wolności, zasad demokratycznych, wolnego handlu, praworządności, pokoju na ziemi. Tego wszystkiego, co wydawało się już rozstrzygnięte i zabezpieczone po upadku III Rzeszy i rozpadzie Związku Sowieckiego. Putinowi wydawało się, że Zachód nie jest już w stanie wrócić do tych wartości, że zrezygnował z obrony demokracji, że jest skłócony, podzielony, słaby, że grupki nacjonalistów, często prorosyjskich agentów, jak Le Pen, Orban, Salvini itp. (że wymienię tylko najbardziej znanych) za chwilę dojdą do władzy, zniszczą Unię i zbudują Europę skłóconych oraz zwalczających się nacjonalizmów. Jasne stanowisko amerykańskiego prezydenta, że to jest wojna także o wolność, demokrację, poszanowanie prawa nadało w rocznicę haniebnej napaści Putina na Ukrainę nowego wymiaru tej wojnie. Po II wojnie światowej żadna nawałnica wojenna w Europie nie miała tego wymiaru i dlatego ma tak decydujące znaczenie także dla przyszłości Polski. Ponieważ pisowska Polska nie należy do obrońców wolności i demokracji, stąd to wielkie (delikatnie mówiąc) rozczarowanie tym, co prezydent Biden powiedział, a jeszcze bardziej, czego nie powiedział w Warszawie. Najkrócej mówiąc nie tylko nie włączył się w pisowskie kłamstwa i propagandowe brednie, ale PiS po prostu zignorował. Nie mógł udawać, że Dudy itd. nie ma, ale starał się raczej nie zwracać na nich specjalnej uwagi.

REKLAMA (2)

Nie jestem w stanie ocenić, co prezydent Biden zapamiętał z haniebnych, żałosnych, obrzydliwych ataków pisowskich dygnitarzy i propagandystów (często trudno tu dokonać rozróżnień) z okresu, gdy decydowały się losy wyborów prezydenckich w USA, a zmobilizowane retoryką Trumpa żule szturmowali gmach parlamentu i chcieli obalić wynik wolnych wyborów. Ale z pewnością wie, kogo popierali polscy religijni fanatycy i nacjonaliści, którzy dziś w naszym kraju sprawują rządy.
Pisowska prasa „elegancko” pisała o „staruszku”. „Nowy prezydent Joe Biden będzie nosił ze sobą bagaż nieuczciwych wyborów” – Witold Waszczykowski. „Trump sugerował, że część kart pochodziła od nieżyjących wyborców, co jego zwolennicy przerobili na mem” – grafikę udostępnił Krzysztof Sobolewski (potem usunął post). „Mój wpis wyraża oburzenie tym, do czego doprowadził wybór nieodpowiedzialnego polityka na głowę najpotężniejszego państwa na świecie” – Rafał Bochenek. „Mam tylko nadzieję, że Biden wie, w jakim kraju dzisiaj wylądował, choć nie byłbym tego taki pewien” (Biden był wtedy w Warszawie w roli wiceprezydenta). Gdyby PiS rządził w 2014 roku, nie doszłoby do wojny na Ukrainie” – wypalił intelektualista Wojciech Skurkiewicz. „Mamy do czynienia z prezydentem, który nie tylko jest słabszy niż przewidywano, ale też słabszy niż był wcześniej” – Tomasz Sakiewicz. To tylko niektóre fragmenty wypowiedzi i złote myśli ludzi rządzących dziś moim krajem, i to wcale nie te najbardziej podłe, prymitywne i agresywne. Reżimowi propagandyści nie mogli z oczywistych powodów atakować prezydenta Bidena, więc wylali swoje frustracje, żale i gorycz porażki na tradycyjnych wrogów „dobrej zmiany”, przede wszystkim na Donalda Tuska, opozycję, Unię Europejską i wszystkich, którzy nie są entuzjastami ich najlepszych na świecie, wspaniałych rządów, prowadzących nasz kraj świetlaną drogą do dobrobytu.

REKLAMA (3)

Nie tak dawno Donald Tusk przewidział, że ta władza będzie już tylko kraść. Jak zawsze takie sformułowania na pierwszy rzut oka robią wrażenie przesadnych i jednostronnych. Jednak może nie tak, może za ostro, jednak coś robią, albo przynajmniej starają się robić. I jak zawsze okazuje się, że nawet te przewidywania Donalda Tuska były zbyt skromne i łagodne. Mamy zupełnie niesłychane przepompowywanie pieniędzy z budżetu do kieszeni pisowskich instytucji, na końcu tego łańcucha znajdują się konkretni ludzie. Czarnek nawet nie zaprzecza, nie próbuje wyjaśniać, nie wypiera się, że wiele milionów złotych przekazał w ręce sympatyków, znajomych, narzeczonych, szwagrów i działaczy PiS. „Takich ‘przepompowni’, tłoczących publiczne pieniądze do zrośniętych z władzą stowarzyszeń, fundacji, kancelarii, redakcji i firm doradczych są już dziesiątki. To nie tylko dzielone według politycznych kryteriów fundusze resortowe, ale także grubo ponad sto funduszy specjalnych, wyprowadzonych poza budżet państwa, czyli poza kontrolę parlamentu. Do tego trzeba doliczyć „polityczne pieniądze” z kilkudziesięciu spółek Skarbu Państwa, traktowanych jako finansowe i kadrowe zaplecze partii. Zapewne i tu chodzi o miliardy złotych, ile i jak wydawanych – nie sposób się na razie dowiedzieć, bo wzorem Orlenu spółki państwowe same uznały się za wyłączone spod kontroli NIK. Nie ma już niezależnych instytucji państwa, które by ten proceder mogły zatrzymać. Na tym polega zbudowany przez siedem lat system.” (Jerzy Baczyński, „Plus dodać plus”, „Polityka”, 8‒14.02.2023 r.). O to by zakończyło się okradanie Polski, a winnych ukarać, będzie toczyła się kampania wyborca i walka przy urnach.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze