Stefan Niesiołowski: Fałszywe obietnice

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Fałszywe obietnice PiS składało i składa przez cały czas swojego istnienia, ale w ostatnim czasie uległy one znacznemu namnożeniu. To oczywiste, że w decydującym momencie kampanii nie mają znaczenia deklaracje programowe, kwestie ekonomiczne z natury swojej skomplikowane, jakieś wyliczenia, tylko trzeba wyborcę pozyskać przekupstwem. Jak każda dyktatura, pisowski autorytarny reżim nie popełnia nigdy błędów, nikogo nie przeprasza, jest nieomylny (stąd wybranie komisji do lex Tusk, chociaż faktycznie nie podejmie ona żadnych realnych działań, ale PiS się nie cofnął, nie ustąpił, niczego nie odpuścił). Dla przeciwników i ludzi, którzy są od niego niezależni, ma wyłącznie pogardę, represje, wyzwiska. PiS (jak każda dyktatura) jest wcieleniem historycznej konieczności i dlatego walka z nim jest patologią i musi być z góry skazana na klęskę, tak samo jak walka z komunizmem, który zgodnie z nauką marksizmu-leninizmu był nieuchronną przyszłością świata i lepszym jutrem ludzkości. PiS jest też najwyższym stopniem i poziomem patriotyzmu, jest tym co najlepszego wydał z siebie naród polski, poprzednie pokolenia polskich patriotów pracowały nad pojawieniem się na arenie dziejów PiS-u i jego dygnitarzy, którzy są największymi patriotami nie tylko naszych czasów, ale całej historii Polski.

II wojna światowa skończyła się nie w 1945 roku, bo jak wiadomo po okupacji niemieckiej nadeszła taka sama lub jeszcze gorsza okupacja sowiecka. Trochę trudno z tym pogodzić główne prawo pisowskiej historiozofii – a mianowicie: Powstanie Warszawskie wygrało – ale dbanie o zgodę ze zdrowym rozsądkiem nigdy nie było silną stroną PiS-u. Ta wojna trwała nie do 1989 roku, bo rząd Tadeusza Mazowieckiego był takim samym rządem zdrady narodowej i kolaboracji jak wszystkie rządy komunistyczne, dopiero dojście do władzy PiS w 2015 roku było ostatecznym odzyskaniem niepodległości, końcem komunizmu, wyzwoleniem i początkiem nowej szczęśliwej ery historii Polski, radosnym początkiem nowej ery. Pewną jaskółką wolności był rząd Olszewskiego, zdradziecko obalony przez zdrajców i agentów SB oraz Moskwy, a także okres rządów koalicji PiS, LPR, Samoobrony, ale nie była to pełna niepodległość, jakiś rodzaj autonomii jak Kongresówka. Dopiero reżim pisowski jest zwieńczeniem historii i oczywiście powinien trwać do końca czasów. Każdy, kto tego nie popiera, działa na rzecz odsunięcia PiS-u od władzy, jest wrogiem Polski, agentem i zwykłą kanalią.

„Tu zresztą nie chodzi jedynie o wybory, ale o samo rozumienie państwa. W naszym języku słowo „państwo” ma komponent feudalny, odwołuje się etymologicznie do panów, panowania, pańszczyzny, pańskości. W europejskim kręgu kulturowym… do godności, pozycji, tożsamości, także zbiorowej, w prawie rzymskim „stanu rzeczy publicznych”. Stąd już blisko do res publica, rzeczpospolitej, którą Polska ma w oficjalnej nazwie. Otóż elita PiS wyraźnie obsadziła się w roli „państwa”, porzucając rzecz-pospolitą. Nie wiadomo, czy robią to świadomie, czy po prostu taki jest tam odruch, ale zachowują się po pańsku”. (Jerzy Baczyński, „Państwo Państwa”, „Polityka” z dn. 30.08.-05.09.2023 r.).

REKLAMA (2)

Moim zdaniem sprawa jest jeszcze prostsza. Państwo polskie to po prostu PiS, kto jest przeciw, to drugi sort i targowica. Niestety okoliczności zewnętrzne wymagają, aby mandat do sprawowania władzy pochodził z demokratycznych wyborów. Pisowcy mają oczywiście dużo silniejszy mandat wynikający z ich patriotyzmu, chrześcijańskiej tożsamości i wyższej konieczności, ale w godnych ubolewania okolicznościach, położeniu Polski w Europie, istnieniu Unii, NATO i prezydenta Bidena lepiej mieć też mandat wyborczy. Oczywiście nikt nie zawraca sobie głowy takimi detalami jak jaskrawe łamanie Konstytucji, demokracji, praworządności, absolutnej nierówności w wyborach, w których PiS ma gigantyczną przewagę pod każdym względem. Jednak na końcu jest moment, w którym każdy obywatel może wrzucić do urny kartkę z poparciem dla konkretnej partii. Nie wiemy, czy w sytuacji, gdy okaże się, że PiS przegrało PKW (podobnie jak na Białorusi) nie ogłosi, że to PiS wygrało, może nie z 80-procentową przewagą, ale 51 procent. Jednak dopóki tego nie wiemy, mamy kampanię wyborczą. W tej kampanii PiS składa obietnice prawie zawsze fałszywe, kompromitujące, puste. Ta kampania jest z jednej strony wyprana z treści, bo jaką wartość mają absurdalne pytania tzw. referendum, z drugiej dotyczy najważniejszej sprawy samego istnienia wolności i demokracji w Polsce, wyboru między wolnością i dyktaturą.

REKLAMA (3)

Nawet nie warto przypominać wszystkich afer pisowskich, jest tego tyle, że nie ma już znaczenia jedna więcej, czy jedna mniej. Istotne jest ożywienie się w ostatnim czasie mechanizmu składania obietnic, to jakaś nowość. Kilka przykładów: kłamliwa i nierealna obietnica opróżnienia magazynów zbożowych i rozwiązania problemu sprzedaży zboża z tegorocznych żniw. Pomysł Morawieckiego ocieplenia i renowacji bloków z wielkiej płyty, któremu towarzyszyły obelżywe słowa o „dziadostwie”, pomysł składany już 4 lata temu bez najmniejszych dalszych działań. Wywołująca irytację i wściekłość pacjentów obietnica poprawy jakości żywienia w szpitalach. Kto przebywał tam choćby kilka dni, wie jak niesmaczne, podłe i złe jest tam jedzenie, ale na tle całej służby zdrowia, będącej katastrofą i stanem krytycznym, akurat podłe jedzenie w szpitalach da się jakoś przeżyć. Tych pomysłów pojawia się coraz więcej, to jakiś rodzaj biegunki wyborczej: drastyczne obniżenie stóp procentowych, co musi zaowocować dalszym wzrostem inflacji i wzrostem cen, ale na krótką metę obniżyło raty kredytów i o to w tym momencie chodzi. Po wyborach reżim znowu podniesie stopy, dokładnie tak jak zrobił w Turcji Erdogan. Zapowiedź szkolnych wycieczek na koszt państwa, wypożyczanie aparatów słuchowych i generalnie sprzętu dla inwalidów. Obowiązek sprzedaży ok. 80% polskich lokalnych produktów żywnościowych, co zawarte jest od dawna w projektach zgłaszanych przez Lewicę i PSL, a ponadto jest absurdalne np. w przypadku mięsa, bo nie ma takiej ilości polskiego mięsa. Tego rodzaju złotych myśli pisowskich speców od propagandy będziemy mieli wiele, właściwie każdego dnia. Przeróżni doradcy są także po naszej stronie, jak ich słyszę, to przypominam sobie przysłowie, aby wystrzegać się przyjaciół, bo z wrogami sam sobie poradzę. Do genialnych rad Konwencja pisowska w Końskich nie wniosła w gruncie rzeczy niczego nowego, była powtórzeniem od dawna powielanych frazesów o lekarstwach dla seniorów, darmowych autostradach, obniżce podatków, potępieniem Berlina i Brukseli, była nudnym, żenującym spektaklem z Kukizem w roli męża stanu. Bardzo nisko musiał upaść PiS, aby szukać ratunku u Kukiza. Do tzw. niezależnych komentatorów należy poparcie dla pisowskiego referendum, bo obywatele otrzymali prawo wyrażenia swojej opinii. Jakoś pisowcom specjalnie nie zależy na tej opinii, a to czego naprawdę się boją, to bojkotu. Ci sami „niezależni” komentatorzy oraz wielu polityków po naszej stronie ochoczo drepcze do reżimowej szczujni, aby „dać świadectwo” i „bronić prawdy”, ale język jakim należy do pisowskich propagandystów przemawiać, to obok bojkotu język Donalda Tuska, tylko taki język jest skuteczny.

Z oczywistych powodów szczególne obrzydzenie budzą takie symbole, jak Bąkiewicz, Mejza, Kukiz, ale warto pamiętać także o innych zasłużonych działaczach. W Elblągu jedynką PiS-u jest p. Krasulski. „Był zawodowym podoficerem Ludowego Wojska Polskiego, doszedł do stopnia plutonowego. Został zdegradowany do stopnia szeregowego. On sam utrzymywał, że była to represja za jego postawę niepodległościową. Okazało się, że został zdegradowany za zdefraudowanie 20-litrowej beczki spirytusu. W latach 70. była to rzecz niewątpliwie cenna, niczym niepodległość”. (Robert Walenciak, „PiS jakie jest, każdy widzi”, „Przegląd” z dn. 04-10.09.2023 r.).

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze