Marek Zuber: Wyzwania

0
Marek Zuber
REKLAMA

Nowy rząd, jaki by nie był, będzie miał przed sobą wiele wyzwań zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnątrz kraju. Jednymi z nich są te związane z finansami publicznymi. 
Tydzień temu pisałem o tym, że pierwszą reakcją na wyniki wyborów w Polsce były wzrosty na rynkach finansowych. Ale pisałem też, że trudno mówić o hurraoptymizmie, bo po pierwsze długo nie będzie wiadomo, kto będzie w Polsce rządził, a po drugie nowy rząd czeka wiele wyzwań. Między innymi trudne lata jeśli chodzi o sytuację finansów publicznych. 

Nie dramat, nie tragedia, nie Grecja. Nie grozi nam załamanie w ciągu jakiegoś relatywnie krótkiego okresu czasu. To nie. Choćby dlatego, że nasz dług w stosunku do PKB, czyli do wartości gospodarki nie jest nawet na poziomie połowy tego, co było w Grecji. Oczywiście nie jesteśmy w strefie euro jak Grecja, a to akurat byłby czynnik stabilizujący, ale mimo wszystko to, póki co, nie ten scenariusz. Ale deficyt całego sektora finansów publicznych będzie mocno rósł. Zaczyna się już w tym roku, ostatnie dane, opublikowane po wyborach wskazują na to, że nie jest tak dobrze, jak jeszcze przed wyborami mówił Mateusz Morawiecki. Co zreszta dla nikogo, kto obserwuje sytuację w gospodarce nie jest zaskoczeniem. Po wrześniu dziura w budżecie urosła do prawie 35 mld złotych, czyli jest dwa razy większa,  niż po sierpniu. Oczywiście ważne są dane za cały rok, a nie te po kilku miesiącach. Ale ponieważ nie ma silnego odbicia w gospodarce i w dodatku pogarsza się ściągalność podatków, to na cuda nie ma co liczyć. Silne odbicie w kolejnych miesiącach jest mało prawdopodobne, bo z jednej strony sytuacja w Europie nam nie sprzyja, Niemcy są w recesji, a z drugiej mamy oczywiście oddziaływanie wysokich stóp procentowych.

Scenariusz z początku roku: pierwsze półrocze w recesji, ale drugie mocny wzrost niestety się nie ziści. Szczątkowe dane za trzeci kwartał już mamy w postaci produkcji przemysłowej czy sprzedaży detalicznej, a patrząc na dane o nastrojach przedsiębiorców, choćby wskaźnik PMI, trudno oczekiwać eksplozji aktywności gospodarczej pod sam koniec roku. Jeszcze ciekawsze jest to, że spadła ściągalność podatków, co widać choćby po dochodach z VAT. Po wrześniu są one oczywiście wyższe, niż w zeszłym roku, ale nie o tyle, ile wynikałoby z uwzględnienia z jednej strony recesji, a z drugiej inflacji. Czyli rośnie słynna luka VAT. Obecnie rządzący mieli tu ewidentny sukces, ale wynikał on też z tego, że jak w gospodarce jest dobrze, to po prostu chętniej płaci się podatki. Teraz jest gorzej, więc zaczyna się kombinowanie. W sumie to wszystko może oznaczać, że w tym roku deficyt całego sektora finansów publicznych przekroczy 5% PKB. Przypomnę, że powinno być nie więcej, niż 3% PKB.

REKLAMA (2)

Ale największe wyzwania będą w roku 2024 i 2025. Ministerstwo Finansów zakłada, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w roku 2024 4,5% PKB. Wszystko dzieje się nie w jakimś globalnym ciężkim kryzysie, choć oczywiście spowolnienie na świecie nastąpiło i nikt nie oczekuje ostrego odbicia w przyszłym roku. Ale jednak powinien on być lepszy, niż rok 2023. Potrzeby pożyczkowe, czyli to co mamy pożyczyć, mają sięgnąć 420 mld PLN. W tym roku będzie to około 260 mld PLN, a i to już jest na prawdę duża wartość. Więcej było w roku 2020, ale to było wielkie pożyczanie pandemiczne. Normalnie ten poziom nie przekraczał 200 mld PLN. Oczywiście rośnie nasza gospodarka, zwiększa się także budżet i tak też trzeba patrzeć na te wielkości. Ale mimo wszystko przyrost jest olbrzymi. Skąd on wynika? Nie tylko z planowanego deficytu, ponad 164 mld złotych, olbrzymia wartość, ale także z mocnego zwiększenia wartości tej części długu, która w roku 2024 się kończy. Choćby finansującej tarcze w roku 2020. Byłem wtedy orędownikiem emisji dłuższych papierów, czyli pożyczania na dłuższy okres, zdecydowano się w sporej części na obligacje cztero i pięcioletnie. Dodatkowy problem jest w tym, że skończyło się pożyczanie na 1,5%, czy 2%, a tak było we wspomnianym 2020 roku. Teraz będziemy płacić moim zdaniem między 5%, a 6% rocznie, może i więcej. I to rodzi wyzwania już w roku 2025. Bo jak się to wszystko doda, stary dług i nowy dług, to może się okazać, że za dwa lata przyjdzie nam zapłacić ponad 100 mld złotych odsetek. Moim zdaniem może to być nawet 12%-13% dochodów do budżetu. A to jest dwa razy więcej, niż normalnie. 

REKLAMA (3)

Oczywiście byłoby łatwiej, gdyby gospodarka się rozpędziła. Ale to będzie trudne. Tak jak już napisałem nikt na razie nie oczekuje jakiegoś raptownego odbicia choćby w Niemczech. A Niemcy są dla nas ważne gospodarczo. Bez względu na tezy stawiane przez niektórych. Dodatkowo mamy i będziemy mieli relatywnie wysokie stopy procentowe. Bo nie widzę dużych szans na ich spadek do 3% – 4% do roku 2025. Konsumpcja? Tak wrośnie. Realne wynagrodzenia już powróciły na plus, będziemy mieli zwiększone transfery społeczne, jak choćby 800+ zamiast 500+. Ale to nie wystarczy do osiągnięcia 5% wzrostu. A dodatkowo podbije inflację. 
No i jest jeszcze jedna kwestia: wielkości które przedstawiam są oficjalne. Ale wielokrotnie pisałem o rozmydlaniu finansów publicznych. O wyrzucaniu różnych rzeczy poza ich nawias. Rząd twierdzi, że założenia na 2024 rok zakładają konsolidację, czyli połączenie tego wszystkiego. Ale czy na pewno? No właśnie. A jeśli nie, sądzę, że nie, to sytuacja się jeszcze skomplikuje. 
Nie dramat, nie katastrofa, nie Grecja. Ale też nie wydawanie miliardów złotych na lewo i na prawo i krok w kierunku porządkowania wydatków.  I czeka to także rząd PiS, jeśli jakimś cudem uda się temu ugrupowaniu utrzymać władzę. 

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze