Marek Zuber: Polska krajem bogatym

0
Marek Zuber
REKLAMA

W ostatnim czasie coraz częściej słyszymy o Polsce jako o wielkiej gospodarce i bogatym kraju. Czy to tylko kampania wyborcza, czy faktycznie tak już możemy o sobie mówić?
Każdy rząd miał swój PR. To znaczy każdy rząd się chwalił. Jeden mniej, inny bardziej, różnice dotyczyły również użytych mechanizmów i technik owego PR. Mieliśmy więc „zieloną wsypę”, „tygrysa Europy środkowo-wschodniej”, a teraz mamy „efekt dobrej zmiany”. Ponieważ kampania wyborcza się zbliża, a właściwie się już zaczęła, rządzący intensyfikują przekaz o sukcesie, a opozycja podkreśla wszystko to, co się nie udało, albo jest złe. To jak jest naprawdę?

Właściwie to pytanie powinienem zadać przede wszystkim Państwu. Bo bogactwo kraju to bogactwo jego obywateli. Przynajmniej tak powinno być w nowoczesnej demokracji początku XXI wieku. Z drugiej strony rozmawiałem ostatnio z obywatelem Szwecji, który twierdził, że w Szwecji jest dramat. Najpierw myślałem, że chodzi mu o kwestie emigracji, bo rzeczywiście coraz więcej Szwedów niepokoi sytuacja w ich kraju pod tym względem. Ale okazało się, że nie. Chodziło mu ewidentnie o pogorzenie sytuacji bytowej. Oczywiście pogorszenie o kilka procent w kraju bardzo bogatym nie oznacza, że społeczeństwo zaczyna żyć w biedzie. No, ale odczucia, wszystko jedno czyje, to odczucia, i trudno z nimi polemizować. Jednak są jeszcze dane. Są liczby, są fakty. Na nich można się oprzeć. To biorąc je pod uwagę, rzeczywiście jesteśmy bogaci?

Zacznę od prezesa NBP. Z bólem zacznę, a ból wynika z tego, że Adam Glapiński coraz bardziej pokazuje po czyjej jest stronie w układance politycznej. A to źle. Bo ma być niezależnym prezesem niezależnego banku centralnego. Według Glapińskiego, Polska jest bogata i Polska jest potęgą. Takie słowa padały w ostatnich miesiącach na jego konferencjach. A na ostatniej Glapiński miał „same dobre informacje”, jak powiedział. Trudno to nazwać obiektywną oceną. I nie chodzi mi o to, że inflacja wciąż jest bardzo wysoka, bo faktycznie mocno spada. Ale jak można mówić, że są same dobre informacje, skoro mocno spada w Polsce także produkcja przemysłowa, konsumpcja i znowu pogarszają się – i tak nie najlepsze – wskaźniki optymizmu przedsiębiorców, sugerujące dalsze hamowanie gospodarki?

REKLAMA (2)

No dobrze, wróćmy jednak to kwestii naszej potęgi. Polska jest obecnie dwudziestą – dwudziestą pierwszą gospodarką na świecie. Na około dwieście krajów. W różnych zestawieniach jest różnie, co wynika przede wszystkim z tego, jaki kurs USD w stosunku do PLN weźmiemy. Bo do porównań najczęściej używamy danych w USD, a polskie PKB liczymy oczywiście w złotych. Czy to oznacza, że jesteśmy potęgą? No właśnie, trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ale na pewno należymy do gospodarek większych. Czy przesunęliśmy się jakoś istotnie do przodu w ostatnich latach? Rozwijamy się mocno, ale właśnie kwestia kursu USD zaburza nieco obraz rzeczywistości. Otóż byliśmy już raz na dwudziestym miejscu na świecie. Było to w roku 2008, kiedy polskie PKB sięgało połowy tego co teraz. Ale złoty był piekielnie mocny, to wtedy odnotowaliśmy 1,88 PLN za USD i zrobiło się z tego 600 mld USD wartości wszystkiego, co w Polsce wytworzono, czyli PKB. A to wystarczyło wtedy na dwudzieste miejsce.

REKLAMA (3)

Więcej jednak uwagi politycy poświęcają kwestii bogactwa. Jest wiele wskaźników, którymi próbuje się je liczyć. Obecni rządzący najczęściej wskazują na dochód na mieszkańca z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, czyli skrótowo i kolokwialnie mówiąc cen. Wskazują na niego, bo biorąc pod uwagę tę wielkość wypadamy lepiej, niż po prostu dzieląc wielkość PKB przez liczbę mieszkańców. Czyli porównując z innymi krajami dochód na mieszkańca. Zresztą rzeczywiście samo bogactwo w sensie tego, na co nas stać, ten drugi wskaźnik oddaje gorzej.

To jak wyglądamy, jeśli chodzi o dochód na mieszkańca według parytetu siły nabywczej? Ostatnio Jarosław Kaczyński powiedział, że jesteśmy już na poziomie 80% średniej UE. I jest to prawda. Biorąc pod uwagę tę wielkość rzeczywiście idziemy do przodu. Tyle tylko, że z taką sytuacją gonienia Zachodu mamy do czynienia praktycznie nieprzerwanie od ćwierćwiecza. Z drugiej strony 80% średniej UE oznacza, że jesteśmy na dziewiętnastym miejscu we Wspólnocie, na dwadzieścia siedem krajów. A wyprzedzają nas na przykład Czechy, Estonia, Litwa i Słowenia. A do takich krajów jak Niemcy brakuje nam jeszcze bardzo dużo. Ile konkretnie? Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że dochód na mieszkańca z uwzględnieniem cen wyniósł w Polsce w zeszłym roku około 45 tysięcy USD. W Niemczech jest to 66 tysięcy USD, a w Norwegii prawie 82 tys. USD. To jeszcze tylko dla porządku wspomnę o Czechach – 51 tysięcy USD.

A zatem jak jest? Zależy, co chcemy zobaczyć. Idziemy do przodu, jak wszystkie kraje naszego regionu. Nie jesteśmy w tempie zmian w ostatnich latach liderem, ale zmiany są szybkie. Mamy jednak także swoje problemy. Aktualnie jeden z najważniejszych nazywa się inflacja. A o tym w różnych zestawieniach prezentowanych przez rządzących mówi się jakby mniej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze