Wizyta amerykańskiego prezydenta w Europie od dawna nie jest nadzwyczajnym, lecz raczej rutynowym wydarzeniem potwierdzającym zasady amerykańskiej i europejskiej polityki, wzajemne powiązania i współpracę. Tym razem jest całkowicie inaczej. Prezydent Biden przybywa do Europy, w której ma miejsce krwawa i okrutna pod każdym względem wojna, rozpętana przez autorytarne mocarstwo Rosję, która kiedyś jako Związek Sowiecki była zagrożeniem dla świata, a dziś prowadzi szaloną politykę, którą trudno zrozumieć i wyjaśnić. Jest to polityka skrajnie niebezpieczna. Po raz kolejny okazało się, że wszyscy politolodzy, analitycy i komentatorzy okazali się bezradni w tym sensie, że żaden nie potrafił przewidzieć, co się wydarzy. Wojna na skalę II wojny światowej wydawała się całkowicie nierealna, a tymczasem mamy sceny jakby skopiowane z walk w Stalingradzie, oblężenia i zagłodzenia mieszkańców Leningradu, z walk w zimowej wojnie w Finlandii i pozbawionych benzyny pancernych konwojów w Ardenach, rozbijanych i likwidowanych przez rusznice przeciwpancerne.
Do Europy przybywa faktyczny przywódca sojuszu NATO, jedynej na świecie siły zdolnej do obrony pokoju i wolności. Pakt Północnoatlantycki podpisany 4 kwietnia 1949 roku jako obrona militarna przed atakiem ze strony Związku Sowieckiego i jego satelitów, jako bariera przed rozprzestrzenianiem się komunizmu w Europie. NATO stawia sobie za cel obronę swoich członków, utrzymanie pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego. Jest organizacją obronną a kilka misji wojskowych, w których brały udział państwa członkowskie NATO, np. w Kosowie i Iraku, miało na celu zażegnanie trwających konfliktów zbrojnych i obronę ludności przed zbrodniczymi działaniami lokalnych tyranów. Powołany do życia w wyniku decyzji prezydenta Trumana sojusz staje dziś przed najpoważniejszym wyzwaniem od chwili powstania. Następca Trumana Biden powinien z jednej strony zatrzymać rozpętaną przez rosyjskiego dyktatora wojnę, z drugiej nie dopuścić, by przekroczyła ona ramy dotychczasowego konfliktu. Wszystko to w warunkach bardzo skomplikowanej sytuacji międzynarodowej. Nie wiadomo do czego dąży Putin, który składa niejasne deklaracje, z jednej strony o pokoju i bardzo ograniczonych roszczeniach, z drugiej domaga się podporządkowania Rosji wszystkich obszarów, które kiedykolwiek należały bezpośrednio lub pośrednio do Związku Sowieckiego, co musiałoby oznaczać odbudowę sowieckiego imperium. Zdumiewająca jest wyjątkowa nieudolność armii rosyjskiej, skala jej strat, niemożność nie tylko zdobywania nowych terenów, ale utrata już zdobytych, kompletna niesprawność sprzętu, fatalne zaopatrzenie, skala dezercji, beznadziejna opieka medyczna – to wszystko, co było utrapieniem prowadzonych przez Rosję wojen mniej więcej od czasów wojny krymskiej. To z kolei prowadzi u sfrustrowanego i rozwścieczonego Putina do bestialstwa i okrucieństwa, polegającego na mordowaniu ludności cywilnej, zabijaniu dzieci, atakowaniu szkół, szpitali, osiedli mieszkaniowych. Co czyni tę wojnę dodatkowo okrutną, krwawą i tworzącą pomiędzy kiedyś bliskimi narodami i ludźmi trudne do wyrównania rachunki krzywd i nienawiści.
Wizyta Bidena w Europie jest przede wszystkim jasnym potwierdzeniem, że Ameryka podtrzymuje zobowiązania i nie opuści swoich sojuszników. Jest to ciągle potrzebne po fatalnych wypowiedziach Trumpa uzależniającego pomoc NATO od wydatków na zbrojenia. Kwestionowanie potrzeby angażowania się w obronę niektórych, w domyśle gorszych, sojuszników (chodziło o państwa bałtyckie), co najmniej bardzo niechętne wobec Unii wypowiedzi, popieranie brexitu i tworzenie fatalnego klimatu we wzajemnych relacjach. Na szczęście nie musimy już sprawdzać, co zrobiłby dzisiaj Trump, który też na szczęście kompletnie zamilkł i nie obdarza nas swoimi przenikliwymi i dowcipnymi komentarzami. Biden obiecał kilka miliardów na pomoc wojskową dla Ukrainy i podobną sumę na pomoc humanitarną, w dużym stopniu należną Polsce. Pomoc wojskowa jak zawsze i wszędzie na świecie nie powinna być przedmiotem publicznej dyskusji, ale można chyba zaryzykować twierdzenie, że bez niej obrona Ukrainy nie byłaby możliwa, a przynajmniej tak cudownie skuteczna. Wszyscy oczekiwali, że Biden przywiezie sankcje, ale na razie „Najkosztowniejsze (również dla krajów UE) sankcje pozostają zarezerwowane jako ‘kara’ za ewentualną, jeszcze większą eskalację wojenną. Czy przez taką eskalację należy rozumieć np. atak chemiczny? Musimy zachować coś w swym arsenale sankcyjnym również na taką ewentualność lub do odstraszania Rosji od takiego działania – tłumaczył przed szczytem wysoki urzędnik UE. Premier Belgii Alexander de Croo powiedział, że embargo na ropę miałoby niszczący wpływ na gospodarkę europejską i nie sądzi, by było konieczne, a kanclerz Olaf Scholz regularnie podkreśla, że zaprzestanie korzystania z rosyjskiej energii z dnia na dzień oznaczałoby pogrążenie naszego kraju i całej Europy w recesji. Obecnie zanosi się, że najbliższe rozszerzenie restrykcji będzie dotyczyć głównie wydłużenia czarnej listy Rosjan związanych z Kremlem (zakazu wjazdu oraz zamrożony majątek na terenie Unii) oraz być może rozciągnięcie unijnych ograniczeń na dodatkowe banki.” (Tomasz Bielecki, „Szczyt UE o Ukrainie: Jedność, ale bez nowych sankcji”, Gazeta Wyborcza z dn. 25.03.2022 r.). Uniezależnienie się w pełni od Rosji pod względem surowców energetycznych nie jest możliwe w najbliższym czasie i wydaje mi się, że składanie takich „bojowych” deklaracji przez niektórych polityków stanowi elementem walki wewnętrznej. Wolałbym, aby przynajmniej pisowcy darowali sobie pouczanie demokratycznych polityków, a ludzie mentalnie bliscy Putinowi, Orbanowi i p. Le Pen nie najlepiej się prezentują w roli pogromców autokratów. Unia przystępuje do poważnych i prowadzących do rzeczywistych rozwiązań działań, mających uniezależnić zachód od rosyjskich źródeł energii, wymaga to czasu i kompetencji, a nie słownych fajerwerków i bohaterskich gestów.
Z pewnością to, co Putin zbudował najlepiej to jedność Zachodu, i to zarówno w wymiarze europejskim, jak i transatlantyckim. Całe to proputinowskie towarzystwo, które mieliśmy okazję oglądać w Madrycie, nagle zniknęło i z całą mocą potwierdzone zostały wszystkie zobowiązania dotyczące krajów członkowskich NATO. Ostateczne rozstrzygnięcia takich konfliktów zapadają na polu walki. Zanim usiądą do rozmów dyplomaci, umierają żołnierze i cywile. Wierzę, że zachodnia broń i ukraińskie męstwo zwyciężą w starciu z kłamstwem, nienawiścią i podłością.
Takie też było główne przesłanie znakomitego wystąpienia prezydenta Bidena na dziedzińcu warszawskiego Zamku Królewskiego. Obdarzył Putina dodatkowym epitetem nazywając go „rzeźnikiem”, poprzednie określenie brzmiało „zbrodniarz wojenny” i było równie trafne. Wzruszające były słowa prezydenta USA skierowane do ukraińskich dzieci, szczególnie małych dziewczynek i do matki jednej z nich, która płacząc powiedziała do prezydenta – ufamy wam. Prezydent Biden powołując się na polską solidarność i Lecha Wałęsę trafnie porównał obecną solidarność skierowaną do ukraińskich uchodźców – otwarte serca i domy – do tamtej NSZZ „Solidarność”, która doprowadziła do obalenia komunizmu, wyzwolenia Europy Środkowej oraz zniszczenia muru. Ale decydujące chyba było jasne określenie, o co i z kim toczy się wojna. To nie jest tylko wojna Ukrainy o swoją wolność z Rosją Putina, ale walka obozu wolności, poszanowania prawa i praworządności, praw człowieka, wolności słowa i poglądów z tyranią, kłamstwem i podłością. I tej wojny tyrania nie wygra, bo nigdy nie wygrała. Ta wojna jest okrutna. Rosja nie przestrzega zasad, praw, uznawanych konwencji, morduje cywilów – w tym dzieci – atakuje szpitale, szkoły, osiedla mieszkaniowe. Jest wcieleniem mściwego okrucieństwa a porównania, jakie zastosował prezydent Biden odwołując się do wystąpienia prezydenta Zełenskiego, np. do oblężenia Leningradu, ruin powstańczej Warszawy czy londyńskiego metra w czasie hitlerowskich nalotów w 1940 roku, okazały się dramatycznie trafne. To jest wojna, w której Ukraina bierze na siebie znaczny ciężar obrony Zachodu, NATO, także Polski, znajdującej się najbliżej pola walki. Ukraina ma prawo oczekiwać pomocy od Zachodu i tę pomoc otrzymuje, w dodatku tak skutecznie, że w ostatnim czasie strona ukraińska przeszła w niektórych regionach do kontrnatarcia odbijając Chersoń – jedyne większe miasto, jakie udało się zdobyć Putinowi. Zniszczyła wiele pojazdów, w tym czołgów w okolicach Kijowa i generalnie szykuje się do odzyskania utraconych terenów. Na razie Rosja i Putin odbierają swoją kompromitującą lekcję pokory i upokorzenia.
Nic nie wiadomo o chińskiej pomocy, chociaż już pojawiają się memy kpiące z Putina pucującego buty Xi. Wielki Otto von Bismarck powiedział, że w porządku światowym uwzględniającym pięć państw korzystniej jest być w części łączącej trzy z nich.” Prawda ta przez piętnaście lat umykała Chinom, Związkowi Sowieckiemu i Stanom Zjednoczonym. Konflikt Moskwy z Waszyngtonem był strategicznym jądrem zimnej wojny, wrogość między Waszyngtonem a Pekinem zdominowała azjatycką dyplomację. Dwa komunistyczne mocarstwa nie potrafiły połączyć się w swojej wrogości wobec Stanów Zjednoczonych”. (Henry Kissinger, „O Chinach”, Wołowiec 2014 r.). Kissinger podczas swojej wizyty w Chinach powiedział do Mao Tse-tunga: „Panie przewodniczący naprawdę ważne jest, byśmy nawzajem rozumieli swoje motywacje. Nigdy świadomie nie weźmiemy udziału w ataku na Chiny”. Wydaje się, że te zasady nadal obowiązują w polityce chińskiej oraz amerykańskiej i dlatego udział Chin w agresji przeciwko Ukrainie – i to przy boku Rosji – wydaje się mało prawdopodobny.



















