Dobra decyzja

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Dobra decyzja to decyzja Państwowej Komisji Wyborczej o nieuznaniu pisowskiego sprawozdania wyborczego. Od pewnego czasu stało się jasne, że innej decyzji być nie może, ponieważ skala nadużyć, ordynarnych oszustw i wykorzystywania publicznych środków do partyjnej propagandy była tak wielka, że społeczeństwo po prostu nie uznałoby stanowiska, że PiS żadnego przestępstwa nie popełniło. Pisowska szajka, sprawująca władzę nad Polską i traktująca nasz kraj jako terytorium okupowane, była pewna, że wyborów nie przegra, władzy nie odda i nadal będzie trwał szczęśliwy czas korupcji, bezkarności, fali kłamstwa i nienawiści za państwowe pieniądze. Cios był mocny, chociaż PKW podjęła decyzję minimalną większością (5 głosów za odrzuceniem sprawozdania, 3 przeciw i 1 wstrzymujący przewodniczącego Marciniaka – delikatnie mówiąc, niewyróżniającego się odwagą). Z drugiej strony PiS tyle nakradło, że ma z czego płacić i żadna likwidacja partii z powodów finansowych nie grozi. Milionerzy, tacy jak m.in.: Sadurska, Obajtek, Bejda, Goss, Rydzyk, Sobolewska, Kurski itd. sami mogliby utrzymać tę zorganizowaną grupę przestępczą. Jak widać dla ludzi, których mocodawcami są dygnitarze PiS-u, liczy się tylko interes tej partii i nic innego nie ma znaczenia. To jeszcze jeden argument na rzecz przeświadczenia, że tylko radykalne oczyszczenie najważniejszych dla przywrócenia praworządności, demokracji i prawidłowego funkcjonowania instytucji państwa z pisowskich złogów pozwoli na odbudowanie demokracji i utrwalenie wolności. Reakcja Kaczyńskiego i jego kliki była łatwa do przewidzenia i nie stanowi zaskoczenia. Obowiązuje doktryna: idziemy w zaparte, mamy rację, do niczego nigdy się nie przyznamy i dlatego obserwujemy wściekłą w swojej absurdalnej zajadłości kampanię oszczerstw i nienawiści w stosunku do Koalicji 15 Października. Pisowcy stwierdzili, że ocenie PKW powinno podlegać niewydawanie milionów państwowych pieniędzy na pisowską kampanię wyborczą, niekorzystanie przez kandydatów partii rządzącej z funduszy różnych spółek, fundacji, zatrudniania urzędników ministerialnych do prowadzenia kampanii w ramach pracy, nieorganizowanie z udziałem wojska, policji, strażaków, nauczycieli wyborczych wieców, ale tylko samo ocenianie przesłanych przez PiS sprawozdań. Rola PKW powinna być sprowadzona do roli pewnego rodzaju księgowego, który ocenia wyłącznie formalną zgodność rubryk i wpisanych tam przez działaczy PiS-u sum oraz zaksięgowanych kwot. Cała gigantyczna wyborcza korupcja i użycie całego aparatu państwa do działania na rzecz partii rządzącej nie powinno podlegać ocenie PKW. To, że aż trzech sędziów, członków PKW, zgodziło się z interpretacją, będącą jawną kpiną z praworządności i zdrowego rozsądku (przewodniczący się tylko wstrzymał), to najlepszy dowód na poziom intelektualny, moralny i polityczny pisowskich pachołków.

Wchodzimy powoli w nowy okres polityczny, który najpewniej będzie się charakteryzował zaostrzeniem pisowskich ataków na obóz demokratyczny, a przede wszystkim na Platformę Obywatelską i personalnie na Donalda Tuska, który jest mózgiem i siłą sprawczą całej koalicji. Pisowskie media używają nienadających się do powtórzenia wyzwisk i obelg pod adresem Donalda Tuska i Adana Bodnara, a termin „bodnarowcy”, kojarzący się z banderowcami, należy do najłagodniejszych. Ciekawe, że do tej licytacji wyzwisk włącza się p. Morawiecki, który – nie wiem dlaczego – uchodził od pewnego czasu za reprezentanta skrzydła umiarkowanego, intelektualnego i europejskiego PiS. W rzeczywistości jest tylko trochę bardziej wykształcony od takich orłów, jak Gosek, Jaki, Gosiewska, Kurowska, Suski, Ociepa, Błaszczak, Przydacz itd., ale nie jest to różnica jakościowa. W PiS nie ma ludzi zdolnych do samodzielnego myślenia, ani sprawnych intelektualnie, gdyż takich wyciął do spodu i generalnie eliminuje z partii Kaczyński. Zapowiada się wyraźna konfrontacja Koalicji 15 Października z PiS-em, a to oznacza, że dla Kaczyńskiego osoby, których podstawową kwalifikacją jest wrzeszczenie na wiecach, organizowanie zadym ulicznych i sejmowych oraz awantur w różnych miejscach plus radykalne i prowokujące wypowiedzi w mediach, nabierają znaczenia i stają się najbardziej potrzebne. Naiwne, żeby nie powiedzieć mocniej, są oczekiwania i wezwania niektórych politologów i publicystów do czegoś w rodzaju narodowego, społecznego porozumienia i uzgodnienia pewnych ogólnie obowiązujących zasad i reguł, aby uniknąć zimnej wojny domowej. Żadne porozumienie z Kaczyńskim i jego kliką, a najpewniej także z każdym kolejnym kierownictwem PiS-u, nie jest możliwe, bo PiS go nie chce i nie potrzebuje. Dla nich sytuacja jest czarno-biała, jasna i klarowna, rządzić Polską może tylko PiS. Każdy inny rząd, inna partia u władzy, to uzurpacja, zdrada, finis Poloniae. To jest zasadnicza różnica pomiędzy Polską po 2015 roku a przed tą datą. Rządy wszystkich partii i koalicji poprzedzających dorwanie się do władzy kliki Kaczyńskiego szanowały wspólne ustalenia, Konstytucję, zasady sprawowania i przekazywania władzy. Dopiero po 2015 roku mamy do czynienia z nową sytuacją. Trochę podobną do Polski po zamachu majowym w 1926 r., w której obóz sanacji sprawował władzę w sposób dyktatorski (oczywiście była to dyktatura nieporównanie łagodniejsza od innych europejskich dyktatur, ale była). Tak samo jak dyktatura pisowska była łagodniejsza od dyktatury komunistycznej, choć pod wieloma względami do niej podobna, tyle że przemoc została zastąpiona przez gigantyczną korupcję.

Skończyły się obchody jednej z najważniejszych rocznic najnowszej historii Polski – Porozumień Sierpniowych w 1980 roku, które doprowadziły do powstania NSZZ „Solidarność” i odzyskania wolności oraz niepodległości. Miałem ten zaszczyt, że byłem razem z bratem ze strajkującymi w Łodzi tramwajarzami w zajezdni MPK, w Łodzi byli oni wówczas odpowiednikiem gdańskich stoczniowców. Przyszliśmy tam jako uczestnicy ROPCiO i przedstawiciele opozycji demokratycznej, aby pomóc, a potem nieprzerwanie działaliśmy w „Solidarności”, internowani w stanie wojennym, w konspiracji aż do historycznych wyborów 4 czerwca. Nastrój tamtych dni powrócił dla istotnej większości społeczeństwa w wyborach 15 października i trwa po dziś dzień. Jesteśmy dumni z tego zwycięstwa, tak jak z Sierpnia‘80. Natomiast sama „Solidarność” jest dziś mało znaczącą pisowską przybudówką, mniej ważną niż imperium p. Rydzyka, ale taki jest często los wielu historycznych organizacji i inicjatyw, które odegrały w swoim czasie ważną rolę, a których decydująca rola w historii się z różnych powodów skończyła.

REKLAMA (2)

Ostatni sondaż ośrodka IBRIS pokazał, że tylko 3,3% Polaków jest dumnych z Powstania Warszawskiego, które „… jest przecież jednym z kamieni węgielnych polskiej prawicy. Pamięć o nim, jego „sukcesie” i „przesłaniu” legitymizuje polską prawicę. Lech Kaczyński zbudował, w stylu Disneylandu, jego muzeum. Co roku zalewa nas tandetna popkultura cukierkowego i fałszywego obrazu tamtych wydarzeń. A sondaż pokazuje, że ludzie tej propagandzie nie ulegają. Wszystkiego wmówić się nie da” (Robert Walenciak, „Z czego jesteśmy dumni, a z czego nie?”, „Przegląd”, 12-18.08.2024 r.). Tak jak nie uda się przekonać społeczeństwa, że tamto powstanie tak jakby trochę wygrało i było bardzo potrzebne, tak samo nie uda się uczynić z p. Piotra Dudy bohatera walki o wolność, a z Andrzeja Dudy męża stanu i intelektualisty, znawcy spraw międzynarodowych i polskich oraz przywódcy politycznego i wykształconego człowieka.

REKLAMA (3)

Mamy już gotowe stanowisko PiS w kwestii lekcji religii i jest to stanowisko polegające na zwróceniu się do p. Przyłębskiej, tej parodii sądu konstytucyjnego, z prośbą o ratunek. Jest to prośba do Kaczyńskiego, który ustami p. Przyłębskiej wydał „zabezpieczenie” unieważniające decyzję min. Nowackiej i zabraniającej do czasu „wyroku” tk wprowadzania jakichkolwiek zmian w planie lekcji religii jako „niezgodnych z Konstytucją”. Tak przy okazji proponuję, aby p. Przyłębska i jej trybunał wydali „wyrok” stwierdzający, że wszystko, cokolwiek jest sprzeczne z interesami PiS-u, jest niezgodne z Konstytucją i nieważne oraz podlega karze, której wysokość określa Kaczyński. Byłby to wyrok całkowicie zgodny z faktycznymi przekonaniami obozu, który odpowiada politycznym zamiarom PiS. „Wyrok” p. Przyłębskiej jest za to całkowicie zgodny z oczekiwaniami polskiego Kościoła, który sprzymierzył się z polskim nacjonalizmem. „Problem Kościoła z nacjonalizmem polega na tym, że ideologia narodowa bywa najsilniejszą tożsamością i podporządkowuje sobie tożsamość religijną; wchłania ją i dostosowuje do swoich potrzeb… Problem polega na tym, że Kościół jest skłonny akceptować wszystkich, którzy są przeciw komunistom i socjalistom. I to mu się odbija czkawką. Stowarzyszył się np. z Mussolinim. Wiemy, co się działo w Chorwacji, Hiszpanii, czy Chile. (…) jest w stanie wejść w sojusz nawet z faszystami. Tak nie wolno postępować” (Paweł Gużyński, „Kościół warowny”, „Polityka”, 13-20.08.2024 r.).

Na szczęście „wyroki” p. Przyłębskiej są bez znaczenia, nie będą egzekwowane, i jak ktoś malowniczo napisał, ta pani może decydować co najwyżej o grubości panierki na kotletach. Coraz bardziej podobny charakter zaczynają mieć komunikaty, stanowiska itp. episkopatu Polski. Mało kogo obchodzą i mało kto ma zamiar traktować je poważnie. Odwoływanie się episkopatu do Kaczyńskiego może jedynie irytować i śmieszyć znaczną część społeczeństwa. Najwyraźniej Kościołowi w Polsce nie przeszkadza, że staje się śmieszny.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze