Jesteśmy w sytuacji, w której nacjonaliści, czyli generalnie obóz pisowski, Konfederacja (chociaż skłócone i wewnętrznie podzielone), a także różne planktonowe, ale bardzo fanatyczne grupki, przystępują coraz wyraźniej do natarcia na rząd, Koalicję 15 X, a przede wszystkim na Donalda Tuska, którego najbardziej nienawidzą, słusznie widząc w nim barierę przeciwko ich dorwaniu się do władzy. Mamy kilka kuriozalnych, haniebnych w swoim prostackim służalstwie wobec PiS wypowiedzi p. Dudy. Najbardziej nikczemne moim zdaniem było wypowiedziane z bojowo uniesionym podbródkiem stwierdzenie o sędziach, którzy powinni być pozbawieni uposażeń, czyli wydaleni z zawodu. To nowa jakość w walce z przeciwnikami politycznymi, ale przede wszystkim podłe było sugerowanie konieczności powieszenia dla przykładu kilku zdrajców. Zdrajcami, sądząc z kontekstu i całej jak zwykle bełkotliwie mętnej wypowiedzi, są sędziowie, którzy walczyli o przywrócenie praworządności, a przede wszystkim ludzie, którzy nie popierają pisowskiego reżimu, Kaczyńskiego i generalnie obozu nacjonalistów i religijnych fanatyków. Ta wypowiedź wybitnego męża stanu i rasowego polityka, jakim we własnym mniemaniu jest p. Duda, jest jednym z elementów szerszego politycznego kontekstu, jakim jest nasilenie nacjonalistycznej, miejscami nawet brunatnej fali, usiłującej dorwać się do władzy.
Wypowiedzi liderów nacjonalistów sprawiają wrażenie, że ich dorwanie się do władzy jest nieuchronne, że przyszłość Polski to rządy brunatnych. Jest to typowe dla reżimów autorytarnych, które starają się przedstawiać swoje rządy jako spełnienie nieuchronnej, historycznej konieczności, przed którą nie ma ratunku ani wyjścia i trzeba się z nią pogodzić. Polska pod wieloma względami zaczyna przypominać Republikę Weimarską, czyli Niemcy w latach dwudziestych i na początku trzydziestych, w których panował ustrój demokracji parlamentarnej, ale jednocześnie istniał silny ruch nacjonalistyczny, którego ideologią był agresywny antysemityzm i żądania rewizji granic, i który doprowadził w końcu do obalenia demokracji i dyktatury Hitlera ze znanym finałem.
Oczywiście sytuacja międzynarodowa jest inna i żaden Hitler ani nawet hitlerek do władzy nie dojdzie ani w Polsce, ani tym bardziej w Niemczech, ale podobieństwa polegają na coraz silniejszej presji brunatnej fali wymierzonej w podstawy demokracji. Ta fala, obecna nie tylko w Polsce, coraz aktywniej i agresywniej zagraża demokratycznym instytucjom państwa i może doprowadzić do dorwania się do władzy nacjonalistów, zniszczenia Unii Europejskiej, przekreślenia wielkich zdobyczy, jakie udało się osiągnąć w Europie po II wojnie światowej. Fala nacjonalizmu i religijnego fanatyzmu, podnosząc różne kłamliwe hasła i formułując nierealne, fałszywe i demagogiczne obietnice, podnosi głowę nie tylko w Polsce. Jest ona jawnie wspierana przez znakomitą większość polskiego episkopatu, głosów przeciwnych praktycznie nie słychać i jest dziś w moim przekonaniu zagrożeniem dla Polski i Europy. Określenie brunatna fala odnosi się także do Jasnej Góry, kiedyś narodowego i religijnego sanktuarium, a dziś nazywanej coraz częściej „brunatną górą”, co wiąże się z pielgrzymkami kiboli, nacjonalistów i antysemitów. Nawiązanie do nacjonalizmu oraz antysemityzm są jej istotną częścią, a gdyby udało się politykom obozu nacjonalizmu i antysemityzmu dorwać do władzy, doprowadzi to nie tylko do autorytaryzmu, bezprawia, przemocy i korupcji, ale na dłuższą metę do nędzy, bezrobocia, zacofania, upadku gospodarczego i ludzkiej krzywdy.
Brunatni są od dłuższego czasu w natarciu. Polega to na uaktywnieniu różnego rodzaju bojówek, z których najbardziej aktywne były ostatnio kierowane przez ukaranego za „naruszenie nietykalności” jednej z uczestniczek protestu kobiet, samozwańczego obrońcy polskich granic, niejakiego Bąkiewicza, ale także szeregu innych działań o podtekście rasistowskim, wymierzonych w imigrantów. Miały miejsce antyimigranckie burdy w kilkunastu miastach, a także manifestacje i marsze uliczne między innymi w Łodzi, organizowane przez środowiska kibolskie i fanatyków religijnych. Nie są to manifestacje imponujące, ale mają sprawiać wrażenie poparcia społecznego, nadać znaczenia politycznemu i społecznemu marginesowi, wzmocnić brunatnych. W działania brunatnych chętnie włączają się grupy o pięknych, wzniosłych, religijnych nazwach, jak m.in. rycerze JP II, wojownicy Maryi, żołnierze Chrystusa Króla, obrońcy życia, będące zapleczem organizacyjnym i wsparciem dla nacjonalistów. Są hałaśliwe i cieszą się poparciem PiS-u oraz Konfederacji. Jednocześnie mamy do czynienia z odrzuceniem przez episkopat jakichkolwiek pozorów bezstronności i politycznej neutralności. Po kampanii wyborczej, w której Kościół aktywnie i bez zachowywania pozorów popierał kandydata PiS – co znalazło wyraz w wielu kazaniach i wypowiedziach księży, wieszaniu jego plakatów na obiektach sakralnych oraz zamieszczaniu w mediach kościelnych wypowiedzi popierających pisowskiego kandydata, a atakujących kandydata demokratycznego – kampania politycznego poparcia Kościoła dla nacjonalistów uległa wzmocnieniu. Podczas uroczystości na cześć p. Rydzyka i jego „dzieła” jeden z biskupów (aby było smakowiciej w czasach PRL tajny współpracownik SB, tw. Lucjan PRL) nazwał obecny rząd polski „gangsterami” i sugerował jego proniemiecki i tym samym antyniemiecki charakter. Inny biskup stwierdził z kolei, że bojówki Bąkiewicza to „odpowiedź na przerzucania migrantów na polską stronę przez niemieckie służby”, a „fakty oraz wypowiedzi polityków Berlina i Brukseli świadczą o dążeniu do islamizacji Europy”. Podobnie jak w wielu krajach, a przede wszystkim w Niemczech, gdzie nacjonalistyczna i neonazistowska AfD stara się z imigrantów uczynić główny element walki o władzę, również w Polsce nacjonaliści za wszelką cenę usiłują uczynić z wymyślonego i nieistniejącego problemu rzekomego zalewania nas (za cichym poparciem rządu Donalda Tuska, przy pełnej akceptacji UE) przez falę uchodźców narzędzie walki.
Tak jak w Republice Weimarskiej oraz w różnych okresach historycznych i w różnych krajach nacjonaliści dochodzili do władzy na fali antysemityzmu, tak samo w Polsce nacjonalizm jest powiązany w antysemityzmem i posługuje się straszakiem zagrożenia Polski przez Żydów oraz fałszowaniem historii. Po wymordowaniu i wyjeździe z Polski, w naszym kraju mniejszość żydowska jest mikroskopijna. Znakomicie opisał to wybitny działacz KOR, opozycji, a potem senator Wolnej Polski Jan Józef Lipski w swoim znanym eseju – antysemityzm bez Żydów, w którym dowodził, że brak w Polsce mniejszości żydowskiej nie ma najmniejszego związku z antysemityzmem, który żywi się nienawiścią, głupotą i dewocją. Ważne oświadczenie w tej kwestii wydała Konferencja Ambasadorów: ”Wydawać się mogło, że objęcie rządów przez partie demokratyczne w następstwie wyborów 15 października 2023 r. radykalnie zamieni taką sytuację. Tak się jednak nie stało. Młyny praworządności mielą zadziwiająco powolnie. Dotyczy to tak przywracania zasad demokratycznego działania instytucji państwowych (zwłaszcza sądownictwa), jak i odkłamywania tzw. polityki historycznej, forsowanej przez PiS. Braun i jego otoczenie oraz podobne bandy (np. Bąkiewicza) grasują bezkarnie, wszczynane postępowania karne wloką się niemiłosiernie. Wydarzenia wokół Jedwabnego oraz na granicy polsko-niemieckiej pokazały, do czego prowadzą tego rodzaju niefrasobliwość i zaniechania… Chcemy zwrócić uwagę na niszczące dla obrazu i statusu Polski ich następstwa w środowisku międzynarodowym, grasujący po Polsce upiór antysemityzmu degraduje obraz i pozycję Polski w świecie, zagraża i osłabia więzy zaufania z naszymi najważniejszymi sojusznikami… Chcemy także zwrócić uwagę na najpoważniejszy problem. Nie brak dowodów na powiązania organizacji i bojówek nacjonalistycznych (nie tyko w Polsce) ze Wschodem” („Upiór krąży po Polsce, upiór antysemityzmu”, Gazeta Wyborcza, 18.07.2025 r.).
Ma miejsce coraz większe rozzuchwalenie nacjonalistów, antysemitów, politycznych kiboli. Oni doskonale wiedzą, że gdyby do władzy dorwali się Kaczyński, Mentzen, Braun, Macierewicz, Morawiecki itp. i wspierający ich Rydzyk oraz związani z nimi obrońcy wiary rodziny i ojczyzny, pozostaną bezkarni i będą mogli kraść jeszcze bardziej bezkarnie i bezczelniej niż czynili to w latach 2015-23. Na tym tle warto zacytować wypowiedź red. naczelnego „Przeglądu”, Jerzego Domańskiego: ”Tych, którzy dopuścili się fałszerstw, a przecież już wiadomo, że tacy byli, trzeba pokazać. I ukarać. Bez tego następne wybory będą wolną amerykanką. Bez zasad i reguł. Kto skuteczniejszy, bezczelniejszy i cwańszy – ten wygrywa. Odrębną sprawą jest funkcjonowanie Państwowej Komisji Wyborczej, która coraz bardziej przypomina atrapę. Z występami przewodniczącego Marciniaka, który budzi umiarkowane zaufanie. Wiele trzeba zmienić, by wybory w Polsce nie skręciły na mieliznę. Dostaliśmy wielką żółtą kartkę. Przeliczmy więc jeszcze raz to, co jest w urnach. Uczciwi nie muszą się bać. A im bardziej PiS będzie protestowało, tym więcej ludzi będzie przekonanych, że te wybory nie były uczciwe” („Policzmy jeszcze raz”, Przegląd, 30.06.–6.07.2025 r.). To jasne, ale w myśl obowiązującego prawa, wywoływanie ulicznych burd, samowolne zatrzymywania, negowanie istnienia w Oświęcimiu komór gazowych, antysemityzm i korupcja polityczne to przestępstwa. Braun i nie tylko to nieukarani kryminaliści, którzy z jakichś niepojętych powodów nadal nie znajdują się w więzieniu. Oczekiwanie, że wymiar sprawiedliwości zamiast „wszczynać” postępowanie oraz bezskutecznie wysyłać papiery, będzie zamykał i skazywał przestępców nie jest chyba zbyt wygórowanym oczekiwaniem?




















