Jest także oczywiście kwestia kontroli parlamentu. Nad budżetem parlament kontrolę ma. Ale nad BGK, PFR i także innymi mniejszymi funduszami już nie. Tu rząd może robić praktycznie co chce. A często nawet nie cały rząd, tylko sam premier.
No i jest Konstytucja, a dokładnie zapis mówiący o tym, że dług publiczny nie może przekroczyć 60% PKB. A dużo mu nie brakuje. Deficyt budżetowy dług publiczny zwiększa, emisje obligacji BGK czy PFR nie. Oddala się zatem widmo przekroczenia progu konstytucyjnego, to oznaczałoby złamanie Konstytucji, czyli Trybunał Stanu.
Drugi aspekt budżetu 2022, na który chciałem zwrócić uwagę to dwa podstawowe założenia makroekonomiczne. W przypadku wzrostu PKB ma to być 4,6%. Mam po prostu inne zdanie. Sądzę, że będzie gorzej, bo spodziewam się hamowania na świecie. Nie katastrofy, nie dramatu, ale jednak gorszej sytuacji, która odbije się także na nas. Jest też kwestia środków unijnych. Jak ich nie będzie, albo będzie mniej, to zmniejsza to nasze szanse na szybki wzrost. Kwestia PKB jest tu mniej istotna, wielu ekonomistów podziela optymizm rządzących. Bardziej istotne są założenia dotyczące inflacji. Poziom 3,3% po prostu kompromituje cały budżet. Nie ma dzisiaj prognozy, która nie mówiłaby o tym, że w 2022 roku średnioroczna inflacja będzie na poziomie prawie dwa razy wyższym. A są i takie, które mówią o ośmiu procentach. Czy może być 3,3%? Może. Na przykład wtedy, kiedy założymy katastrofę gospodarczą taką, jak w drugim kwartale 2020. Tylko, że trwającą dłużej. Ale wtedy z kolei założenie wzrostu PKB na poziomie 4,6% jest niedorzeczne.
Zresztą wiemy doskonale, że rząd oczekuje kontynuacji wzrostu, a nie żadnych kryzysów. No to o co z kolei chodzi z tą inflacją? To pytanie do autorów. Ale jeśli inflacja będzie większa, to wzrosną dochody do budżetu. I będzie można ogłosić sukces. I pochwalić się fantastycznym zarządzaniem finansami publicznymi. A że będzie to czysty PR, to już zupełnie inna kwestia.



















