Co oznacza w praktyce obniżenie polskiego ratingu?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Rating, który mamy obecnie, nie jest oczywiście zły. Jesteśmy wyżej, niż Hiszpania czy Włochy. Ale nie jesteśmy w strefie euro, która jest już jednak w innej sytuacji niż trzy lata temu i jej ogólne postrzeganie jest lepsze. Możemy się zatem spodziewać jakichś ruchów na rynkach finansowych i w kwestii decyzji o inwestowaniu w Polsce, także w obszarze inwestycji bezpośrednich. Z pewnością nie mówimy tu o różnicach zasadniczych, ale jednak wymiernych. Ktoś zapewne wycofa się z wejścia do Polski, ktoś inny będzie oczekiwał wyższego zwrotu. Choć, jeszcze raz to powtórzę, nie spodziewam się zmian poważnych. Chyba że pozostałe dwie firmy ratingowe także zdecydują się na obniżenie oceny.
Najbardziej wrażliwym obszarem jest chyba rynek obligacji skarbowych. Także dlatego, że budżety na najbliższe lata, szczególnie po 2016 roku, zapowiadają się jako dość trudne. Jakikolwiek wzrost kosztów finansowania może prowadzić do poważnych napięć. Wyższych kosztów należy się spodziewać choćby dlatego, że Stany Zjednoczone zaczęły okres podwyżek stóp procentowych. Jeśli dodamy perspektywę kolejnych podwyżek realizowanych przez FED, które wpłyną na rentowność amerykańskich papierów oraz niższy rating, to możemy się spodziewać, że już w 2016 roku będzie trzeba wydać kilka miliardów złotych więcej w związku z kosztami długu. A w 2017 roku pewnie jeszcze więcej.
Trzeba także zwrócić uwagę na wyższe koszty finansowania firm, szczególnie w sytuacji, kiedy będą chciały pozyskiwać środki za granicą. Mam tu na myśli przede wszystkim emisje obligacji korporacyjnych, ale nie tylko. Różnice nie będą ogromne, ale się pojawią. Będzie to dotyczyło przede wszystkim podmiotów najlepszych, obowiązuje bowiem zasada, że firma nie może mieć lepszego ratingu niż państwo, z którego pochodzi.
Na razie największe zamieszanie zobaczyliśmy głównie na rynku walutowym. Po decyzji doszło do tąpnięcia, choć pamiętajmy, że w piątek późnym popołudniem trudno mówić o normalnym rynku. A właśnie w piątek popołudniu ogłoszono decyzje S&P. Płynność była żadna, więc zmiany olbrzymie. Ale nawet jeśli relatywnie słabszy złoty utrzyma się na dłużej, to, przepraszam wszystkich tych, którzy mają kredyty w walutach obcych, dla gospodarki będzie to dodatkowy impuls wzrostu. W końcu prawie 50% naszego PKB to eksport. Choć, tak na marginesie, skomplikuje się wtedy kwestia rozliczenia kredytów frankowych, koszty zmian będą bowiem dużo wyższe. Jeśli sektor bankowy będzie miał duży udział w tym procesie, to rzeczywiście może to rodzić poważniejsze problemy.
Szalenie istotne jest zatem to, aby spróbować doprowadzić do zmiany decyzji S&P. Jak? Trzeba w końcu pokazać, dokąd dokładnie zmierzamy. Nie na poziomie haseł, tylko bardziej konkretnych działań. W kwestiach zwiększenia aktywności gospodarki i w kwestiach, a może nawet przede wszystkim, w obszarze zarządzania finansami publicznymi. Bezpiecznego zarządzania rzecz jasna. I spotykać się, tłumaczyć, zachęcać, przekonywać. Zwiększać zaufanie. Odejście od szybkiego wprowadzania zmian typu „500 złotych na dziecko” czy podniesienie kwoty wolnej w jednym ruchu są krokami w dobrym kierunku. Pokazują bowiem, że rząd, a dokładnie ministerstwo finansów liczy i nie chce podejmować działań, która mogą doprowadzić do destabilizacji.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze