Bitwa o Donbas trwa już od kilku dni i jest z pewnością największą bitwą w Europie po II wojnie światowej. Towarzyszą jej też – co zrozumiałe – liczne komentarze i porównania, ale generalnie przeważa opinia, że jest to bitwa decydująca o losach wojny Rosji z Ukrainą i w konsekwencji może mieć ogromny wpływ na przyszłość Europy (w pierwszym rzędzie krajów leżących najbliżej Rosji, a więc państw bałtyckich, Mołdawii i Polski). Porównań w tej wojnie już było dużo, na ogół do II wojny, głównie Stalingradu (Mariupola), ale także do Cudu nad Wisłą, wojny fińsko-sowieckiej 1939-40 (wojna zimowa), teraz zapowiada się nowe Verdun.
Każde z tych porównań oddaje jakąś część rzeczywistości, ale sytuacja jest zasadniczo odmienna, biorąc pod uwagę ograniczone możliwości Rosji i małe, nieporównywalne do decydujących o losach I i II wojny, siły biorące obecnie udział w walkach na Ukrainie.
Dokładnie nie wiadomo, czego chce Putin. Na pewno potrzebuje jakiegoś sukcesu militarnego, aby zatrzeć fatalne wrażenie dotychczasowego przebiegu walk, ale co dalej? Na początku zapowiadał krótkie, „wyzwoleńcze” uderzenie, triumfalny pochód wojsk rosyjskich na wzór ofensywy w 1945 roku i zainstalowanie w Kijowie marionetkowego reżimu, być może z Janukowiczem na czele. Te plany są już nieaktualne, a nowe stały się przedmiotem wielu analiz, jednak powstaną chyba w rezultacie przebiegu walk w Donbasie, dlatego opór Ukraińców i spowalnianie rosyjskiego natarcia ma tak istotne znaczenie.
Na razie ofensywa w Donbasie nie różni się specjalnie od „sukcesów” pod Kijowem czy Charkowem, a rosyjskie straty są katastrofalnie wysokie dla Rosjan. „Rozpoczęła się bitwa o Donbas – stwierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, dodając, że jego żołnierze będą z determinacją bronić każdej piędzi terytorium kraju. Źródła wojskowe i eksperci podkreślają, że może to być decydująca faza wojny. A może nawet ostatnia, w zależności od tego jak się zakończy. Donbas to najbardziej wysunięty na wschód region Ukrainy, podzielony na obwody doniecki i ługański, od 2014 roku jest częściowo okupowany przez siły lojalne wobec Kremla. Przed inwazją rosyjską 24 lutego ponad połowa Donbasu pozostawała pod kontrolą rządu Ukrainy. Zanim obecna faza konfliktu doprowadziła do masowych wysiedleń ludności cywilnej, w Donbasie mieszkały 4 mln ludzi, czyli jedna dziesiąta ludności całej Ukrainy.” (Enrico Franceschini, „Dlaczego bitwa o Donbas może przesądzić o wyniku wojny w Ukrainie? [La Repubblica], Gazeta Wyborcza z dn. 19.04.2022 r.).
Zdaniem wielu analityków Putin chce podbić cały Donbas i utworzyć lądowe połączenie z Krymem. Na razie siły rosyjskie opanowały (i to nie całkowicie) miasteczko Kreminna. Trwa ostrzał Donbasu, szturmowanie na doszczętnie zniszczony, ale stawiający twardy opór Mariupol. Szczególnie bombardowane są Marinka, Słowiańsk, Kramatorsk. Rosjanie dysponują w tym rejonie ok. 100 tys. żołnierzy, nie licząc sił zaangażowanych w szturmowanie Mariupola, Ukraińcy zaś mają około 40 tys. żołnierzy, ale trzeba jeszcze dodać ochotników przybywających z Ukrainy i z zagranicy. Linie ukraińskie są umocnione, dobrze obwarowane, od 2014 roku zbudowano na linii frontu cały system zasieków, min, różnego rodzaju pułapek. Oddziały zgromadzone na linii frontu w Donbasie są uważane za najlepsze, najbardziej zaprawione w walkach i najbardziej doświadczone. Na Ukrainę dociera nowa broń zarówno z krajów europejskich, jak i przede wszystkim z USA, są to głównie wyrzutnie rakietowe, systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwpancernej oraz amunicja. „Rzeźnik z Syrii” Aleksandr Dwornikow nie będzie miał łatwego zadania. Szykuje się on do walki w otwartym polu, gdzie przewaga Rosjan w sprzęcie może mieć decydujące znaczenie, ale Ukraińcy też to wiedzą i przygotowują się do odparcia natarcia. Jeśli „rzeźnik” liczy na powtórzenie Stalingradu – czyli otoczenie, zniszczenie i kapitulację zamkniętych w kotle „nazistów” – to może się gorzko rozczarować. Raczej nie zobaczy ukraińskiego Paulusa oddającego się do niewoli z buławą marszałkowską.
Jest jeszcze kwestia terminów. Putin chciałby ogłosić zwycięstwo na prawosławną Wielkanoc – czyli 24 kwietnia – co by było ukłonem w stronę służalczego patriarchy Cyryla, który z kolei mógłby wygłosić teologiczne uzasadnienie sukcesu morderców, oprawców i gwałcicieli, albo przed 9 maja, co byłoby nawiązaniem do bardziej świeckiej tradycji wyzwolicielskiej Armii Czerwonej, która wyzwoliła Rosję, Europę (w domyśle resztę świata) od Hitlera.



















