Drożejący prąd a ceny

0
Marek Zuber
REKLAMA

Biorąc pod uwagę ceny rynkowe, prąd jest w tej chwili mniej więcej o połowę droższy, niż na początku 2018 roku. To realia wynikające z czynników od nas niezależnych, o czym za chwilę. Polski rząd, jak wiemy, postanowił nie dopuścić do przerzucenia tej wyższej ceny na odbiorców i wprowadził dopłaty. Sam mechanizm jest dość skomplikowany, ale rzeczywiście oznacza ochronę przed mocnym wzrostem. Problem w tym, że nie dotyczy on wszystkich. Nie dotyczy na przykład średnich i dużych firm. One też mogą się domagać dopłaty, ale z zupełnie innego mechanizmu, czyli z mechanizmu deminimis. Tu z kolei są ograniczenia kwotowe, co oznacza, że w wielu przypadkach wzrost kosztów za prąd będzie większy, niż możliwe do otrzymania pieniądze. Jest to na przykład problem wielu większych piekarni. To właśnie wzrost ceny prądu jest jednym z powodów wyraźnego wzrostu cen chleba czy bułek. Ale nawet, jeśli mechanizm kogoś uchroni, to będzie działał w roku 2019. A co będzie później? Tego nie wiemy. Faktem jest, że ograniczenie wzrostu cen ma także wypływać ze zmniejszenia opłat wynikających z korzystania z prądu. Czyli akcyzy i opłaty przejściowej. Ten mechanizm ma być stały. Ale to oczywiście za mało, żeby powstrzymać wzrost. No i oznacza to relatywnie niższe wpływy do budżetu państwa.
Całkowity koszt projektu dopłat na ten rok to około 4,5 mld złotych. Ma być on finansowany przede wszystkim ze sprzedaży praw do emisji CO2. Jeśli jednak środki idą na ten cel, to nie pójdą na inny. A pamiętajmy, że w przyszłym roku pojawiają się nowe wydatki, jak choćby 500+ na każde dziecko. W 2020 roku jest jeszcze bufor w postaci tzw. „reformy” OFE. Rząd zakłada, że na bazie tej reformy, z opłaty przekształceniowej, do budżetu wpłynie 19 mld PLN. Ale to transfer jednorazowy. A co potem?
Prąd drożeje głównie z dwóch powodów. Pierwszym i zdecydowanie najważniejszym jest wzrost cen limitów emisji CO2. Kosztują one w tej chili około 24 euro za tonę. Ale było już kilka tygodni temu prawie 28 euro. Na początku 2018 cena wynosiła zaledwie niecałe 8 euro. Czemu tak się dzieje? To skutek reformy, wprowadzonej przez UE. De facto zmniejszono liczbę pozwoleń, żeby wymusić szybsze ograniczenie emisji. Niestety Polska jest całkiem sporym trucicielem, a w produkcji prądu wręcz czołowym. 80% prądu produkujemy bowiem z węgla. Od razu wspomnę, że trudno stawiać tezę o niechęci Komisji Europejskiej akurat do nas. Zmiany dotyczące emisji CO2 przez samochody, właśnie wprowadzane, w sposób bez precedensu dotkną bowiem największe koncerny Europy. Na czele z niemieckimi gigantami. Nie o narodowość zatem tu chodzi.
Możemy oczywiście dyskutować o tym, czy dostaliśmy wystarczająco dużo czasu, czy za mało na zmianę charakteru naszej produkcji prądu. Ale biorąc pod uwagę wypowiedzi części naszych polityków, z których wynika, że Polska na węglu stoi i stała będzie, nie chodzi tu chyba jednak o czas. Tak czy inaczej podwyżki cen limitów mocno nas dotknęły. I tu szans na mocne spadki nie ma.
Po drugie podrożał węgiel. Z tego cieszą się nasi producenci, którzy wreszcie zarabiają. No, ale na ceny prądu ma to negatywny wpływ. W połowie 2016 roku węgiel kosztował około 50 USD za tonę, by przebić 100 USD w połowie 2018. Obecnie jest już wyraźnie taniej, nieco ponad 60 USD, ale jednak drożej, niż trzy lata temu. Faktem jest jednak, że ten czynnik nie musi działać negatywnie przez cały czas.
Wymienione przed chwilą czynniki to główny problem. Ale są i inne. Cały sektor musi inwestować, nie mówię już o ewentualnej budowie elektrowni jądrowej, a to oznacza dziesiątki miliardów złotych, które trzeba skądś wziąć. Rosną koszty pracy. Będzie zapewne drożeć woda i jeszcze parę innych rzeczy.
Jakie z tego wnioski? Będziemy więcej płacić za prąd. I kropka. Przy czym niekoniecznie bezpośrednio. Państwo może przecież dopłacać do cen prądu, ale zabierać nam na ten cel pieniądze z innych źródeł. Czyli na przykład z wyższych podatków. Albo nakładaniu nowych. Czyli taka ciuciubabka. Plus jest taki, z punktu widzenia naszych włodarzy, że bezpośredniego wzrostu cen prądu w takiej sytuacji nie odczytujemy. To znaczy w rachunkach za prąd. Bo w naszych kieszeniach na pewno.
A na koniec jeszcze jedna zagadka. Czy drożejący prąd przełoży się na ceny innych towarów i usług? Żeby odpowiedzieć na to pytanie proponuję się rozejrzeć i spróbować zastanowić na tym, gdzie prąd NIE jest wykorzystywany do produkcji. Lub do tworzenia usług. Bezpośrednio, ale także pośrednio. I wszystko będzie jasne. Mało jest takich obszarów, które z prądem mają niewielką styczność…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze