Dzień bez długu

0
Marek Zuber
REKLAMA

Zanim jednak o tym, warto przypomnieć, że Polacy nie należą do najbardziej zadłużonych narodów Europy i nadzwyczaj dobrze spłacają swoje kredyty i pożyczki. Nie oznacza to jednak, że nie ma takich osób, które mają z tym problemy. Często wynika to z ogólnej sytuacji życiowej, na przykład utraty pracy, często jednak jest wynikiem złej decyzji dotyczącej zaciągnięcia długów w przeszłości. O spiralach kredytowych niestety słyszy się w Polsce nader często.
Na łamach „Temi” nie raz już podejmowaliśmy temat zadłużania się. Branie kredytów i pożyczek nie jest niczym złym. Mało tego: jest to jeden z normalnych atrybutów gospodarki rynkowej. Więcej: bez finansowania się długiem gospodarka rozwijałaby się znacznie wolniej. I dotyczy to praktycznie wszystkich branż. Bez względu na to, czy bierzemy niewielką pożyczkę, którą wykorzystamy na zakup miksera, czy znaczny kredyt hipoteczny na zakup domu, dzięki naszej decyzji o zadłużeniu się będzie trzeba dobro czy usługę dostarczyć. A to oznacza, że ktoś ją musi wytworzyć. Czyli mamy do czynienia z rozwojem.
Kupowanie za pożyczone ma jednak w normalnej sytuacji sens przede wszystkim dla kupującego. Zamiast czekać miesiącami czy latami, może swoje marzenie zrealizować znacznie wcześniej. Być może będzie to ubranie, może wakacje, może samochód, a może dom. Dla wielu jest to wręcz jedyna szansa, żeby się czegoś dorobić. Znamy przecież takich, których pieniądze się w ogóle nie trzymają. Ile zarobią, tyle wydadzą i to im szybciej, tym lepiej. Nie są w stanie nic odłożyć. Dla nich często jedyną szansą posiadania na przykład własnych czterech kółek jest kupno na kredyt. Wiadomo, ratę trzeba spłacać. Z odkładaniem jest inaczej, tu przymusu nie ma.
Problem w tym, że nasze decyzje o zadłużaniu się nie zawsze podejmujemy po przemyśleniu tematu, i nie zawsze zdajemy sobie sprawę z pewnych faktów. To najczęściej prowadzi potem do problemów.
Najważniejsze jest to, że pożyczone trzeba oddać. Ta kwestia jeszcze jest w miarę oczywista. Ale z kosztu kredytu czy pożyczki to już nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Trzeba zatem zawsze przyglądnąć się ofercie i dokładnie sprawdzić, ile tak na prawdę będzie trzeba do interesu „dołożyć”. Samo oprocentowanie najczęściej nie jest jedynym kosztem. Może najlepiej dokładnie policzyć, albo kazać sobie policzyć, ile będzie trzeba w sumie oddać. Czyli na przykład biorę 1000 zł, po roku muszę oddać 1200 zł. Do tego opłaty, prowizje itp. To dodatkowe 100 zł, w sumie wychodzi 300 zł kosztów. A zatem za to, że szybciej spełnię swoje marzenie, zapłacę 300 zł w ciągu roku. Czy warto? To już jest indywidualna kwestia. Trzeba sobie jednak z tego zdawać sprawę. Jeśli godzę się na to, nie ma problemu.
Pamiętajmy też, że kredyt i pożyczka to także produkty. A zatem ktoś chce je sprzedać. Często w bardzo wyrafinowany sposób. Wykorzystuje się w tym celu na przykład różne okazje, choćby święta. Na fali ogólnego podniecenia bierzemy „świąteczny”, „mikołajowy”, „promocyjny” kredyt, a potem przez cały rok żałujemy tego, co zrobiliśmy. Warto zatem nie oddawać się chwili, tylko z decyzją poczekać, ochłonąć, przespać się z nią.
A jeśli po tych wszystkich przemyśleniach, obliczeniach, analizach dochodzimy do wniosku, że jednak marzenie chcemy spełnić i godzimy się za to dodatkowo zapłacić? To wtedy pozostaje już tylko jedno: wziąć kredyt albo pożyczkę, i cieszyć się z naszego zakupu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze