Roczna inflacja spadła do poziomu 8,2%. To trochę mniej niż średnia prognoz, do czego walnie przyczynił się prezes Orlenu.
Od końca sierpnia ropa Brend podrożała o 10 USD za baryłkę (ponad 10%), a dolar zyskał 30 groszy w stosunku do złotego (ponad 7%). Przypomnę, że za ropę płacimy właśnie dolarami. Tymczasem benzyna na stacjach potaniała o 60 groszy (około 9%). Czary? Nie. Ręczne sterowanie cenami. Po co? Po części po to, żeby drożejące paliwa nie zniechęciły potencjalnych wyborców. A po części po to, żeby trochę pomóc inflacji. Przynajmniej tak sądzę. I to właśnie między innymi dlatego jej wrześniowy odczyt jest ciut poniżej średniej prognoz sprzed miesiąca, która wynosiła 8,5% rok/rok. Nikt z nas miesiąc temu nie zakładał, że Orlen zacznie tak drastycznie obniżać ceny.
Nie mogliśmy zatem brać pod uwagę efektu spadku cen paliw. A w ujęciu rocznym, także dzięki ruchowi Orlenu, ten spadek wyniósł 7%. Z innych dostępnych w tej chwili informacji warto odnotować, że spada dynamika wzrostu cen żywności. Ale jest ona dalej wysoka. Koszyk żywnościowy był we wrześniu droższy o 10,3% w stosunku do września 2022 roku.
8,2% w ujęciu rocznym, tyle wyniosła inflacja we wrześniu, to wreszcie odczyt jednocyfrowy i trzeba się oczywiście z tego cieszyć. Choć pamiętajmy, że to wciąż aż 8,2% rok/rok. Chcemy, żeby ceny nie rosły bardziej niż 2,5% rok/rok. Tak mocny spadek w dużej mierze wynika z tzw. efektu bazy. Rok temu we wrześniu ceny wzrosły o 1,6% w stosunku do sierpnia. Choćby ze względu na dramatyczną sytuację na rynku gazu. Teraz spadły o 0,4%.
Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na jedną rzecz. Czekam z niecierpliwością na konferencję Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego, ale biorąc pod uwagę to, co obserwowaliśmy miesiąc temu i dwa miesiące temu, będzie to zapewne ogłoszenie jednego wielkiego sukcesu. Mówię to nie tylko na podstawie tych ostatnich konferencji, ale także na bazie spotu, który NBP wyprodukował. I z którego wynika, że jest wspaniale. Starszy Pan kupujący mąkę, masło i cukier zauważa, że znowu zostało mu więcej w kieszeni. Faktem jest, że akurat te trzy artykuły potaniały, ale faktem też jest to, że wspomniany cukier drożał 80% w pewnym momencie w ujęciu rok do roku. To jeśli coś podrożało o 80%, a potem potaniało o kilka procent, to jest droższe czy tańsze, niż było w stosunku do ceny wyjściowej? No, ale to już zostawiam w ocenie Państwu. Ważne w tym spocie są dwie rzeczy. Pierwsza, że wybór artykułów – przypominam: trzech! – jest subiektywny. W koszyku inflacyjnym jest 1500 produktów i usług, a zatem na bazie tych trzech nie można wyciągać twardych wniosków o rzeczywistości. A druga, że w pewnym momencie w spocie jest po prostu kłamstwo. Lektor twierdzi bowiem, że poprawa sytuacji inflacyjnej w Polsce następuje pomimo negatywnego oddziaływania czynników zewnętrznych, co jest bzdurą. Spadek inflacji w Polsce jest w dużej mierze właśnie efektem pozytywnego oddziaływania czynników zewnętrznych, takich jak spadek cen surowców i produktów żywnościowych.
No i jeszcze jedno. Inflacja w Polsce wciąż jest zaburzona odgórnymi decyzjami polskiego rządu. Obok cen paliwa mam tu na myśli przede wszystkim dwie kwestie, czyli niższy VAT na żywność i zamrożone ceny prądu. W pierwszym przypadku mówimy o stawce zerowej, przypomnę, że normalnie mamy stawkę pięcioprocentową. W drugim trudno jest dzisiaj jednoznacznie ocenić, o jakiej skali wpływu na ceny mówimy. Koszt produkcji prądu spadł w ciągu ostatnich kwartałów bardzo mocno z uwagi na spadek cen węgla i gazu. Ale jak to wpływa na realne koszty produkcji zależy od szczegółów umów dotyczących zakupu surowca. A te są najczęściej poufne. Nie wiemy, do kiedy wszystkie te programy wsparcia będą działały. Jednak jeśli chodzi o VAT, to nawet obecny rząd nie zakłada w budżecie ich przedłużenia na rok 2024. Co oczywiście nie oznacza, że to się finalnie nie wydarzy. Zmierzam do tego, że gdyby nie te wszystkie działania, we wrześniu inflacja w Polsce też zapewne spadłaby do poziomu jednocyfrowego, przynajmniej moim zdaniem, ale byłaby wyraźnie wyższa, prawdopodobnie powyżej 9% rok/rok.
Cały czas podtrzymuję zdanie, że na koniec roku inflacja jeszcze spadnie, pewnie w okolice 7% rok/rok, być może zobaczymy nawet szóstkę z przodu, choć sporo będzie tu zależało od różnych decyzji rządu. Na przykład w kwestii cen prądu. I cały czas uważam, że zejście z 18,4% rok/rok w szczycie w lutym 2023 roku w okolicę 7% rok/rok będzie łatwiejsze, niż potem osiągnięcie 2,5% rok/rok. Moim zdaniem czeka nas jeszcze trudna walka o stabilizacje cen. Odtrąbienie sukcesu w takiej sytuacji to dla mnie po prostu czysta propaganda. A nie rzetelne informowanie o faktycznej sytuacji. Czym, niestety, NBP i jego prezes wpisują się po prostu w kampanię wyborczą.




















