Fitch ma rację

0
Marek Zuber
REKLAMA

Kilka miesięcy temu pisałem, o co chodzi z tymi wszystkimi ratingami. Możemy się na nie obrażać, możemy ich nie lubić, możemy śmiać się z błędów, które popełniają agencje ratingowe, ale musimy się z nimi liczyć. Bo liczą się z nimi ci, którzy inwestują pieniądze. Swoje i powierzone im przez klientów. A zatem nie ma co walczyć, trzeba współpracować. A przynajmniej tolerować.
Tak na marginesie. Mateusz Morawiecki podczas jednego ze swoich kolejnych spotkań z przedsiębiorcami wskazał na to, że musimy tworzyć własny kapitał także po to, żeby finansować swoje potrzeby pożyczkowe. Czyli innymi słowy, żeby polskie państwo mogło pożyczać pieniądze od polskich firm i polskich obywateli. Święte słowa. Tyle tylko, że budowanie tego kapitału potrwa latami, a może i dziesiątkami lat. Nie za bardzo odpowiada mi retoryka, w której wskazujemy, że oto dzieje się jakiś dramat, bo dzisiaj te pieniądze musimy pożyczać w dużej mierze za granicą. A właśnie takiej retoryki używa Morawiecki. Skoro nie mamy tego swojego kapitału, a nie mamy, to cieszmy się, że ktoś inny chce nam pożyczać. Bo gdyby nie pożyczki, to nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Wiem o tym, że wielu z nas nie jest w super sytuacji, nie ma pracy, albo mało zarabia, ale jeśli ktoś jest w stanie udowodnić, że byłoby lepiej bez kapitału zagranicznego, który w Polsce zainwestował lub pożyczył nam pieniądze, kupując nasze obligacje, to bardzo proszę o kontakt. Redakcja „Temi” przekaże moje dane adresowe. Bo powstała w ten sposób teoria będzie prawdziwym przełomem w nauce makroekonomii.
Wracając do oceny Fitcha. Prawda jest taka, że wydarzenia w Polsce mogą niepokoić. W sensie oczekiwania na to, co się stanie. Bo na dzisiaj nie wiemy, co się stanie. Masę pomysłów lepszych i gorszych, masę koncepcji, jeszcze więcej slajdów, ale co będzie funkcjonowało w praktyce, co będzie kreowało rzeczywistość, tego nie wiemy. Sama niepewność zwiększa ryzyko. Zmniejsza chęć do inwestowania. To jasne. Ale to za mało, żeby obniżać rating. I dlatego, moim zdaniem, Fitch ma racje, a Standard&Poor’s, który obniżył nam ocenę kilka miesięcy temu, tej racji nie ma.
Bardzo ważny moment nastąpi we wrześniu, w październiku, bo wtedy poznamy zapewne szczegóły budżetu na 2017 rok. To będzie dokument prawdy, jeśli chodzi o stan finansów publicznych i wiarygodność kredytową naszego kraju. Rząd będzie musiał bowiem pokazać źródła finansowania tego wszystkiego, co jest do sfinansowania w przyszłym roku. Z programem 500+ na czele. I wtedy rzeczywiście będzie można określić, czy zmierzamy w dobrym, czy w złym kierunku. Za dwa miesiące będziemy też wiedzieli więcej, co się dzieje z polską gospodarką. Czy hamowanie, które nastąpiło w pierwszym kwartale, jest trwałe, czy też nie. Oczywiście 3% wzrostu to całkiem nieźle, tyle odnotowaliśmy w pierwszych trzech miesiącach 2016 roku, ale jednak gorzej od prognoz. I gorzej niż założenia budżetowe.
Oczywiście pozostają kwestie czysto polityczne czy polityczno – prawne, jak choćby walka o Trybunał Konstytucyjny. Tego typu zmiany, co jasne, też mają wpływ na stabilność w danym kraju oraz na poczucie bezpieczeństwa działających tu firm. Jednak i tutaj S&P nieco się pospieszył, wskazując ten czynnik jako jeden z powodów obniżenia ratingu. Zarówno Moody’s, jak i Fitch wykazały i wykazują tu dużo więcej spokoju. I bardzo dobrze. Faktem jest jednak, że przedłużanie konfliktu nie będzie działało na naszą korzyść. Warto o tym pamiętać.
A zatem czekamy do jesieni. Z pewnością będzie ona gorąca.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze