Jednak wolniej

0
Marek Zuber
REKLAMA

W drugim kwartale PKB wzrósł o 3,1%. Przypomnę, że w pierwszym osiągnęliśmy 3%. Niby nieźle, ale po pierwsze to gorzej, niż w poprzednich kwartałach, kiedy osiągaliśmy już nawet 3,6% wzrostu, a po drugie to gorzej, niż zapisano w budżecie. I to wyraźnie gorzej – zgodnie z ustawą budżetową mamy w tym roku osiągnąć 3,8%.
Skąd to pogorszenie? Głównie ze względu na słabe inwestycje. Oczywiście zgadzam się z tezą, że podstawową przyczyną tego stanu rzeczy jest zakończenie starej perspektywy unijnej i opóźnienie w rozpoczęciu nowej. Ale, po pierwsze, rząd zatwierdzając budżet na 2016 rok, musiał sobie z tego zdawać sprawę, a po drugie, moim zdaniem mamy jeszcze przynajmniej cztery powody hamowania inwestycji. Pierwszy to brak stabilności prawnej, a dokładnie zapowiedzi rożnego rodzaju działań, które nie muszą, tak to delikatnie określę, pomagać inwestorom. Przynajmniej pomagać nie wszystkim. Nie wiem, co zostanie zrealizowane, a co nie, ale sam wysyp pomysłów różnej maści, jest tu niepokojący. Tym bardziej, że dzisiejsi rządzący są w stanie zmienić prawo bardzo szybko. To generalnie dobrze, ale jeśli zmiany prawa nie są dla nas korzystne, może to spowodować dużo kłopotów.
Żeby zobrazować lepiej to, o czym myślę, zadam takie pytanie: czy gdybyście myśleli Państwo o utworzeniu banku w Polsce, nie balibyście się zmian w prawie? Podatek bankowy, kwestia franków i parę jeszcze innych rzeczy. Jak w tej sytuacji szacować opłacalność biznesu? Do tego dochodzi druga kwestia, czyli ewidentna niechęć, przynajmniej na poziomie medialnym, do inwestorów zagranicznych. Jeśli premier Morawiecki sam przyznaje, że przynajmniej 20% tych, którzy planowali inwestycje w Polsce powstrzymali się od działania i czekają, to podejrzewam, że problem w rzeczywistości jest jeszcze poważniejszy. Ale jak mają się nie powstrzymywać, skoro ten sam premier jednoznacznie wyrażał brak sympatii, znowu delikatne określenie, w stosunku do ich działalności?
Trzecia kwestia to mniejsza aktywność sektora bankowego. Wynika to z niepewności. Wyraźny wzrost akcji kredytowej wymaga kapitału. A ten może być potrzebny choćby do rozwiązania kwestii frankowiczów. Co prawda na dzisiaj wygląda na to, że nie będzie, na przykład, przeliczania kredytów po kursie z dnia zawarcia umowy, ale czy na pewno wiemy, co jeszcze zostanie wymyślone?
No i do tego dochodzi czarny PR realizowany przez opozycję. Brak demokracji, prawie dyktatura itd. itp. Oczywiście inwestorzy, szczególnie ci więksi, raczej dokonują własnej analizy sytuacji, ale z pewnością, na poziomie mentalnym takie hasła na nich działają.
Można oczywiście zaklinać rzeczywistość i mówić, że wzrost jest stabilny, i że generalnie jest ok. Tak, jest stabilny, w okolicach 3%, ale było już lepiej, a miało być jeszcze lepiej, więc nie można mówić, że jest wszystko w porządku. A takie tezy wydają się płynąć z ministerstwa rozwoju. Warto jeszcze dodać, że gdyby nie program 500+, to PKB w drugim kwartale byłby zapewne poniżej 3%. Czy dalej mamy uznawać, że wszystko jest ok?
Ewidentnie musimy przekonać przedsiębiorców, wszystko jedno, czy rodzimych, czy zagranicznych, że nie będzie zmian, które zaszkodzą ich biznesom. No chyba, że takie zmiany planujemy. Ale jeśli tak, to trudno oczekiwać istotnej poprawy. Oczywiście coś drgnie, jak się zacznie wykorzystywanie nowych środków unijnych. Ale nawet wtedy o wyraźnym przekroczeniu 4% wzrostu będziemy mogli tylko pomarzyć. I program 500+, albo jemu podobne, tego nie zmieni.
Nie ma już szans na osiągniecie 3,8% zapisanych w budżecie. Czy to oznacza, że będą problemy z jego realizacją? O tym za tydzień.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze