Marek Zuber: Co zrobi nowy rząd?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Przedwyborcze zapowiedzi partii politycznych, które prawdopodobnie stworzą nowy rząd, opiewały na grube miliardy złotych. Co z tego zostanie zrealizowane?
Pisałem już na temat obecnego stanu finansów publicznych w Polsce. Zresztą tym tematem w ciągu ostatnich lat zajmowałem się wiele razy. Jeśli ktoś czytał moje komentarze, to wie, że nie straszyłem Grecją choćby dlatego, że mieliśmy – jak reszta krajów Europy środkowo – wschodniej – szybki wzrost gospodarczy. A on oznaczał większe wpływy do budżetu, które pomagały finansować różnego rodzaju pomysły. Najdroższe z nich to oczywiście „500+” i obniżenie wieku emerytalnego. Ważne było także zwiększenie ściągalności podatków, ale w roku 2019 (celowo wskazuję na ten rok, bo potem zaczęły się „schody” kryzysowe) zapewniało to tylko mniej więcej jedną trzecią finansowania wprowadzonych przez PiS projektów. Tak na marginesie, ściągalność podatków w tym roku spadła. Mimo tego wszystkiego i tak wciąż mieliśmy dziurę w budżecie i trzeba było się zadłużać. Ale ponieważ wzrost gospodarczy był szybki, to najważniejszy wskaźnik pokazujący stan finansów państwa pod kątem długu – czyli wartość długu w stosunku do PKB – spadał.

Choć nie tak szybko jak w wielu innych krajach Europy, które w koniunkturze nie były jednak tak rozrzutne. Wystarczy popatrzeć na Czechy, naszego południowego sąsiada.
Niestety, wcześniej czy później koniunktura musiała się skończyć. Przynajmniej na jakiś czas. I jeszcze doszły dodatkowe wyzwania. Najpierw związane z pandemią, a potem z wojną w Ukrainie. Pandemia oznaczała potężne koszty, ale jednorazowe, choćby w postaci tarczy finansowej. Sama tarcza kosztowała 100 mld złotych, które trzeba było pożyczyć. Wzrost wydatków na obronność, z którym zgadza się chyba absolutna większość Polaków, to już jednak bardziej trwały koszt. Koszt na lata. Koszt, moim zdaniem, absolutnie potrzebny do poniesienia. Ale nie zmienia to faktu, że te pieniądze trzeba gdzieś znaleźć.
Mamy zatem oto sytuację, która wcześniej czy później musiała się zdarzyć. Nie ma już pięcio czy sześcioprocentowego wzrostu gospodarki i na razie będzie o niego trudno, choćby z powodu wysokich stóp procentowych, koniecznych, żeby zdusić inflację. Jednocześnie koszty wprowadzonych programów trzeba ponosić. I koszty walki z pandemią, tym bardziej, że trzeba będzie rolować obligacje, czyli pożyczki, którymi tę walkę finansowaliśmy. To się zacznie już od przyszłego roku, z tym, że koszty związane z nowymi pożyczkami będą już dużo wyższe. Pieniądze na pandemię pożyczaliśmy mniej więcej na 1,7% rocznie, teraz będzie to zapewne grubo powyżej 5%.

Co z tego wszystkiego wynika? Po pierwsze, że to musiało się wydarzyć. I w tym kontekście dziwi mnie trochę zaskoczenie wyrażane przez wiele osób. Bo i z tym się spotykam. Po drugie, że kolejne lata będą trudniejsze. Obecnie wartość długu w stosunku do PKB wynosi około 50%. Czyli nie jest to jakaś dramatyczna wielkość. Wciąż jeszcze rządzący uwielbiają się porównywać do innych krajów UE w tym obszarze. I rzeczywiście, w stosunku do Francji czy Włoch wyglądamy świetnie. Tyle tylko, że wciąż nie jesteśmy Francją czy Włochami pod względem wielkości gospodarki, wiarygodności itd. itp. Co nie znaczy, że sytuacja wspomnianych krajów jest dobra. Wróćmy jednak do nas. Te około 50% zawiera już większość długu różnego rodzaju funduszy, które wypychano poza finanse publiczne. Nowy rząd zrobi zapewne audyt i wtedy bardziej szczegółowo dowiemy się, ile było tych środków. Ale z pewnością nie będzie to rząd wielkości w stosunku do tego, co wiemy. Nie jest zatem dramatycznie źle. Problem w tym, że od tego roku – czyli od roku 2023 – dług do PKB będzie mocno rósł. A to rodzi problemy. Teraz przychodzi rachunek za z jednej strony zwiększone wydatki związane z różnymi wprowadzonymi programami, a z drugiej – z koniecznością walki z kryzysami. I o tym wzmożonym narastaniu długu do PKB mówi nawet obecne Ministerstwo Finansów.

REKLAMA (2)

Ile zatem to może być? W tym roku deficyt sektora finansów publicznych może przekroczyć 6% PKB. Przypominam, że nie powinniśmy mieć więcej, niż 3% PKB. W przyszłym roku rząd Morawieckiego zakładał 4,5%. W kolejnym ciężko będzie o lepsze wyniki choćby dlatego, że w 2024 choćby ze względu na początek procesu refinansowania długu covidowego Polska pożyczy rekordowe środki, moim zdaniem blisko pół biliona złotych. I, jak już wspomniałem, niestety na wyższy procent. A to będzie oznaczało, że same odsetki do zapłacenia w roku 2025 mogą przekroczyć 100 mld złotych. Czyli 12%-13% dochodów do budżetu. Dwa razy tyle, ile przeciętnie w ostatnich latach. Choć w 2023 i 2024 już znacząco więcej, wciąż jednak poniżej 10%. Wszystko to szybko zbliży nas do granicy 60% długu do PKB zapisanego jako maksymalny poziom w polskiej Konstytucji. Nie mówiąc już o wymogach UE.

REKLAMA (3)

No i na to wszystko możemy teraz nałożyć zapowiedzi przedwyborcze nowych rządzących. Dziesiątki miliardów złotych choćby na podniesienie kwoty wolnej, powrót do rozliczenia składki zdrowotnej w PiT-e i masę innych rzeczy. I jeszcze wybory do europarlamentu, wybory samorządowe i wybory prezydenckie w ciągu półtora roku. Czyli obawę przed „podpadnięciem” wyborcom. Żeby to „ogarnąć”, trzeba się będzie nagłówkować. Ale o tym za tydzień.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze