W ostatnich tygodniach dostałem dużo pytań dotyczących KPO i źródeł jego finansowania. Dlatego jeszcze raz kilka słów na ten temat.
Politycy wprowadzili nam spore zamieszanie dotyczące Krajowego Planu Odbudowy. „Politycy”, bowiem w ramach walki o spełnienie kryteriów, które umożliwiłyby nam pociągnięcie środków z KPO padają różnego rodzaju tezy i sformułowania w ramach walki politycznej. I rzeczywiście czasem trudno jest stwierdzić, co jest prawdą, a co nie.
No to jeszcze raz. Krajowy Plan Odbudowy to dokument. Plan, który musieliśmy przedstawić Komisji Europejskiej, aby mieć dostęp do środków z programu NextGeneration EU. Z kolei program NextGeneration EU to program, który powstał, aby wspomóc gospodarki europejskie po zapaści związanej z kryzysem pandemicznym. To był najważniejszy cel. Ale drugi równie ważny to wsparcie tych obszarów, które są szczególnie istotne z punktu widzenia strategii Unii Europejskiej i także po prostu wyzwań dzisiejszych czasów. I stąd też nazwa programu, w wolnym tłumaczeniu – środki na przyszłość UE (UE kolejnej generacji, środki dla kolejnej generacji UE). A zatem środki miały być kierowane przede wszystkim na to, co związane z nowymi technologiami i ekologią. Wartość tego programu – czyli ilość środków, które miały być wydane na założone cele – to pierwotnie 750 mld euro. Wartość tę zwiększono finalnie do około 800 mld euro.
Najwięcej miały dostać kraje najbardziej dotknięte przez COVID. I rzeczywiście taki przydział środków został przeprowadzony. 800 mld euro to olbrzymia kwota. Ale w zderzeniu z wartością gospodarki krajów UE nie robi już na pierwszy rzut oka takiego wrażenia. Unijne PKB to bowiem rząd wielkości 15 bilionów euro. Czyli piętnaście tysięcy miliardów euro. Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że są to środki dość precyzyjnie kierowane, że cele są precyzyjnie określone. A to oznacza szczególnie mocne wsparcie tego, co jest dla nas kluczowe. Tym bardziej, że polityka krajów UE w tym zakresie (głównie ekologii) nie była równomierna. I myślę, że Polska jest tutaj dobrym przykładem. Oczywiście teraz przyspieszyliśmy pewne działania, ale w dużej mierze wynika to z eskalacji wojny na wschodzie. Jak choćby kwestie budowy elektrowni atomowych.
No i trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że środki z NextGeneration UE są wzmocnione innymi rodzajami finansowania, na przykład finansowaniem bankowym, albo ich uruchomienie wiąże się z kolejnymi inwestycjami. Niebezpośredni wpływ na gospodarkę może mieć też inne formy. W tym sensie pieniądze z KPO zostają zatem zwielokrotnione. W sumie możemy pewnie mówić o bodźcu na poziomie grubo ponad 1 bln euro, może nawet powyżej 1,5 biliona euro. A to już wygląda znacznie lepiej.
Polska wnioskowała o około 35 mld euro z NextGeneration UE. Czyli na tyle opiewa KPO. Z tym, że część środków – a dokładnie 23,9 mld euro – to środki bezzwrotne, to znaczy nie trzeba ich będzie oddawać. Czyli są to po prostu granty. Natomiast druga część, 11,5 mld euro, to pożyczki. Czyli można po nie sięgnąć, ale środki będzie trzeba zwrócić. Tyle tylko, że są to pożyczki oprocentowane na preferencyjnych warunkach. I to jest pierwszy plus. A drugi, że w szczególnych przypadkach łatwiej je dostać, niż na przykład kredyt w banku. Tak na marginesie, w tej części Polska poprosiła tylko o jedną trzecią z puli, która była dla nas przewidziana.
No dobrze. Ale skąd pochodzą środki z New Generation EU? Czyli de facto środki finansujące KPO? Otóż po raz pierwszy w historii UE pożyczyła pieniądze na rynkach finansowych jako jeden organizm. Nie było żadnych problemów z pożyczeniem tych pieniędzy. Wiarygodność Unii jest bowiem bardzo wysoka. A to oczywiście oznacza niski koszt pożyczania wynoszący obecnie w okolicach 3%. Pierwsze emisje sprzedały się z rentownością – w skrócie kosztem – w okolicach 1%. A popyt na obligacje finansujące program często ponad dziesięciokrotnie przekracza podaż. Czyli wartość zapisów jest dziesięć razy większa, niż nominał obligacji. Piszę o tym dlatego, że część polskich polityków twierdziła i twierdzi, że sami sobie możemy te środki pożyczyć. Pewnie tak, choć pamiętajmy, że pod koniec października 2022 roku zdarzyło się tak, że był z tym problem. A dokładnie z obligacjami BGK, na które nie było chętnych. No i koszt jest też tu ważny.
Polska pożycza teraz środki na prawie 7% rocznie, ale trzy miesiące temu było to w pewnym momencie ponad 9%. A zatem z pewnością byłoby dużo drożej, niż w przypadku emisji UE. No i jeszcze jedna kwestia. Gdybyśmy sami pożyczali te środki, to wchodziłyby one de facto – czyli na przykład w ocenie inwestorów, bez względu na księgowe sztuczki – do długu Polski. A środki z KPO i finansowanie KPO do tego długu nie wchodzą. A to też ma znaczenie.
Oczywiście prawdą jest, że za obligacje programu NextGeneration UE odpowiadamy solidarnie, jak każdy kraj UE. Ale czy naprawdę argument o tym, że nie chcemy spłacać długów za innych ma sens? Przecież my wciąż należymy do tych bardziej ryzykownych krajów w ramach UE. A zatem – jak pisałem tydzień temu – taką tezę mogłyby postawić bogate kraje Zachodu. Ale w Polsce brzmi ona mało przekonująco.



















