Koniec ekspansji programów społecznych?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Obecnie rządzący nie mają problemu w kwestii wydawania pieniędzy. Dwa potężne programy wprowadzone w ostatnich dwóch latach oznaczają jak nic 40-50 mld złotych rocznie, które trzeba skądś wziąć. Mam tu na myśli oczywiście program 500+ i obniżenie wieku emerytalnego. Do tego mamy całą masę mniejszych, to znaczy mniej kosztujących, koncepcji – od programu mieszkanie+ przez wyprawki dla dzieci, czy program budowy mostów albo centralnego portu lotniczego. W kwestii inwestycyjnej, póki co, nie ma specjalnych problemów, mam na myśli koszty, bo się tu niewiele działo. Chodzi mi o te najgłośniejsze, czytaj: najdroższe projekty.
Oczywiście mamy boom inwestycyjny w samorządach, ale to kwestia pieniędzy unijnych i zbliżających się wyborów. No i decyzji samorządów, a nie rządu. Wielokrotnie już pisałem, że nie jestem na przykład przeciwnikiem programu 500+, od początku wskazywałem jednak na to, że rząd nie pokazał wiarygodnego źródła jego finansowania. O czym zresztą jeszcze za chwilę. Morawiecki ze względu na własne przekonania czy też zmuszony słupkami poparcia albo decyzjami władz partii, wpisywał się w retorykę zwiększania wydatków społecznych. Teraz jednak, być może, nieco inaczej zaczął stawiać akcenty.
Z inwestycjami krajowymi firm mamy problem. Pisałem o tym wielokrotnie. Rząd weryfikuje założenia dotyczące kolejnych lat w tym względzie. Już w 2019 roku udział inwestycji miał powrócić do poziomu ponad 20 % PKB. Teraz ma się to stać później. Ale, prawdę mówiąc do końca nie wiadomo, z jakiego powodu miałoby się istotnie poprawiać. Same środki unijne nie wystarczą wobec braku rąk do pracy i wciąż panującej atmosfery braku stabilności otoczenia gospodarczego. Ale coś trzeba próbować robić. Chociażby zaklinać rzeczywistość, jeśli nic innego nie pozostaje. Albo próbować zwiększać inwestycje publiczne. Ale żeby mieć na to pieniądze trzeba ograniczyć rozdawnictwo. Wydaje się, że wreszcie dotarło to do naszych rządzących. Być może także dotarło do nich to, że prawdopodobieństwo wyhamowania na świecie rośnie niemalże z minuty na minutę, a w okresie dekoniunktury z wpływami do budżetu będzie skromniej. To jasne.  
Jeszcze dwa miesiące temu Morawiecki, podczas konwencji PiS, stosował retorykę sukcesu, który w konsekwencji oznacza także olbrzymie dodatkowe środki do budżetu. Teraz jest znacznie bardziej ostrożniejszy. Być może na zmianę tonu wpłynęły także żądania, choćby rodzin osób niepełnosprawnych. Ale grup chcących dodatkowych pieniędzy jest znacznie więcej. Trzeba zatem skończyć z polityką chwalenia się i sukcesu. Tym bardziej, że wcale tak dobrze nie jest.
W Toruniu Morawiecki dał do zrozumienia, że ze zwiększenia ściągalności podatków już się za dużo nie ugra. Pełna zgoda, szkoda tylko, ze wcześniej mamił jakimiś kosmicznymi możliwościami i kwotami. Stwierdził jednak, że obecne programy, głównie te dwa największe, kosztują właśnie około 40-50 mld PLN rocznie. Może w tej chwili jeszcze nie, ale obniżenie wieku emerytalnego z roku na rok będzie coraz droższe. Szef rządu powiedział także, że środki te udało się zapewnić właśnie dzięki walce z tymi, którzy oszukują na podatkach.
No i tu się nie zgadzam. Nie ma żadnego dowodu, że tak jest. Nie ma nawet dowodu, że udało się zapewnić finansowanie dla programu 500+, czyli że odzyskano 25 mld PLN rocznie. Jasne, wpływy do budżetu wzrosły o wielkości, o których Morawiecki mówi. Ale to dlatego, że przyspieszyła gospodarka i że opiera się ona na konsumpcji, a nie na konsumpcji i inwestycjach. Założenia budżetowe z ostatnich dwóch lat w ogóle się w tej kwestii nie sprawdziły. Udział konsumpcji w tworzeniu wzrostu PKB był bowiem większy, niż w planach. O inwestycjach już wspomniałem. Dramat. A ponieważ konsumpcji towarzyszą relatywnie większe wpływy z podatku VAT, mamy odpowiedź, skąd aż tyle środków w budżecie. Ale ta sytuacja wieczna nie będzie.
Co z tego wszystkiego wynika? Zgadzam się z tym, że trzeba wyhamować z dalszymi programami wydawania pieniędzy. Ale samo to nie oznacza, że się w budżecie pojawi dużo pieniędzy na inwestycje. A jeśli świat wyhamuje, co moim daniem się stanie we wcale nie tak znowu odległej przyszłości, nie złożymy sensownego budżetu po realizacji tego, co już zrealizowano na niwie wydatków socjalnych, prorodzinnych itp. Czyli? Czyli będzie to, o czym piszę od dawna. Nowe podatki i parapodatki, albo podwyżki tych już obowiązujących.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze