Oczywiście zdarzały się pojedyncze przypadki korupcji, kumoterstwa lub skrajnej powolności, ale na kilkadziesiąt tysięcy sędziów były to przypadki pojedyncze i wyjątkowe, w żadnym stopniu nieobciążające większości sędziów. Na tej samej zasadzie można powiedzieć, że skoro jeden z posłów PiS pobił żonę, drugi się nad żoną znęcał, a trzeci się upił, to należy zlikwidować PiS albo że skoro jakiś pijany kierowca spowodował wypadek, to należy zlikwidować samochody. To demagogiczne i w gruncie rzeczy niewarte roztrząsania argumenty.
PiS‑owi nie chodzi o żadne usprawnianie orzekania czy jakiekolwiek dobro ludzi stających przed sądami, ale o mianowanie „swoich” sędziów, aby decyzje sądów były korzystne dla tej partii i aby przeciwnicy PiS nie mieli żadnych wątpliwości, że sądy będą wydawały wyłącznie wyroki po myśli pisowskich polityków.
Na tym właśnie między innymi polega dyktatura. Na zaszczepieniu przekonania, że nie ma żadnej szansy ktoś, kto tej dyktaturze się sprzeciwia. Urzędy, sądy, prokuratura, cały majestat policyjnego państwa służy dyktaturze, dyktatorowi, a szkoły, teatry, kina, muzea i uprawiające propagandę poddane cenzurze środki przekazu – to wszystko ma codziennie przekonywać, że dyktatura ma rację, że jest sprawowana dla dobra i w interesie obywateli. Tylko zdrajcy, kanalie i złodzieje mogą sprzeciwiać się działaniom władzy, bo tak naprawdę żadnej dyktatury nie ma, a jest tylko kwitnąca demokracja. Tak też wyglądała dyktatura komunistyczna, czyli PRL.
Dyktatura stara się stworzyć własną historię, co dzieje się za pomocą fałszowania prawdziwej historii, kreowania własnych „bohaterów” i męczenników, polega na zalewaniu kraju koszmarnymi pomnikami, tablicami i monumentami wymyślonych bohaterów, na obchodzeniu absurdalnych rocznic (np. 14. rocznica objęcia urzędu prezydenta Warszawy przez Lecha Kaczyńskiego), na przekupywaniu swoich zwolenników, a niszczeniu, prześladowaniu i upokarzaniu przeciwników lub ludzi niewykazujących dla dyktatury wystarczającego entuzjazmu. Dokładnie to wszystko ma miejsce w przypadku panującej w Polsce pisowskiej dyktatury plus znane z PRL szukanie agentów, zagranicznych wpływów i inspiracji, nacjonalistyczne zadęcie i wszechobecne kłamstwo.
Miałem wątpliwą przyjemność stawać przed komunistycznym sądem. Sądził mnie komunistyczny aparatczyk, ten sam, który wcześniej skazywał Kuronia i Modzelewskiego i sądził w procesach marcowych. Oskarżał prokurator – wierny sługa PZPR i nie miałem ani przez moment wątpliwości, że ten wyrok jest już napisany, że zostanę skazany i że nic nie zależy od tego, co dzieje się na sali sądowej.
Do takiego modelu „wymiaru sprawiedliwości” dąży obecnie PiS. Ostatnio w sejmie jednego dnia, co miało trochę symboliczny wymiar, PiS wprowadziło trzy ustawy cementujące dyktatorski charakter reżimu. Ustawę podporządkowującą sądy, ustawę zmieniającą ordynację wyborczą na korzystną dla PiS, a w gruncie rzeczy gwarantującą przy obsadzeniu swoimi ludźmi wszystkich instytucji kontrolujących wybory i orzekających o ich ważności, wreszcie ustawę ograniczającą swobodę dyskusji w parlamencie.
Koszmar dyktatury polega m.in. na tym, że ma ona sprawiać wrażenie wiecznej, nie do obalenia, potężnej i wszechmocnej. Ma sprawiać wrażenie systemu, który raz ustanowiony będzie panował już zawsze, niemożliwy do krytykowania, zabezpieczony z każdej strony i kontrolujący wszystkie obszary życia publicznego i społecznej aktywności. Wybory w PRL niczego nie mogły zmienić – PZPR mówiła społeczeństwu mniej więcej tyle: władzy nie oddamy nigdy, nie chcemy używać siły, ale nie możemy nie rządzić; tylko my reprezentujemy narodowy interes i dlatego mamy prawo do użycia wszelkich środków, aby utrzymać władzę.
Mniej więcej to samo ma dziś do powiedzenia PiS.
Koszmar dyktatury
REKLAMA
REKLAMA




















