Kredyty frankowe

0
REKLAMA

Marek Zuber

Trzy lata temu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał arcyważny wyrok z punktu widzenia posiadaczy tzw. „kredytów frankowych”. Chodziło o stwierdzenie ważności umowy. Do pełnego rozwiązania problemu pozostała jednak jeszcze kwestia: czy „frankowicze” po unieważnieniu umowy kredytowej powinni bankowi zapłacić za korzystanie z kapitału?
Doskonale pamiętam 3 października 2019 roku. Pamiętam decyzję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (TSUE) i komentarze po tym wydarzeniu. I pamiętam także radość wśród moich znajomych, posiadaczy kredytów frankowych. Tak naprawdę właśnie to orzeczenie odblokowało „frankowiczów” także na poziomie mentalnym. Wcześniej często bali się oni występować przeciwko bankom. Bali się zderzenia z potężnym sektorem i ryzyka związanego z poniesionymi koszami i niepewną, ich zdaniem, wygraną. Spraw skierowanych do sądów było relatywnie mało. A decyzja TSUE, bardzo jednoznaczna, wyraźnie ograniczała ryzyka związane z podjęciem działań prawnych.

Klienci przestali się bać i uwierzyli w możliwość zwycięstwa. Liczba spraw wniesionych przeciwko bankom wzrosła lawinowo. I systematycznie zaczęło przybywać osób, których umowy kredytowe zostały unieważnione. Tym samym stały się one właścicielami mieszkań, które pierwotnie kupowane były na kredyt, a to, co w ciągu trwania umowy kredytowej zapłacili, banki musiały oddać z odsetkami. Oczywiście nie mówię tu o wszystkich kredytach frankowych, czy szerzej walutowych, ale faktycznie ogromna część z nich była skażona różnymi klauzulami niedozwolonymi i tym samym nadawała się, czy nadaje się, do przeprowadzenia drogi sądowej. Oczywiście pod warunkiem, że nie uda się zrealizować ugody z bankiem. Niektórzy klienci decydują się na takie rozwiązanie, choć w wielu przypadkach nie wydaje się ono optymalne z punktu widzenia posiadacza kredytu. Ale skraca cały proces i dla wielu osób to ściągnięcie z siebie problemu jest decydujące. A poza tym w przypadku drogi sądowej pozostaje jeszcze jedna nie do końca wyjaśniona kwestia. A mianowicie – zapłacenie bankom za korzystanie z kapitału.

REKLAMA (2)

Już bodajże dzień po wyroku TSUE, o którym napisałem na początku, sektor bankowy zwrócił uwagę na to, że skoro przez jakiś czas korzystało się ze środków przekazanych przez bank, wynikających z udzielonego kredytu, to teraz – skoro umowa kredytowa została unieważniona – klient powinien za korzystanie z tych środków zapłacić. Środowiska prawnicze związane z „frankowiczami” zdecydowanie negatywnie zareagowały na tę tezę, ale niepewność wśród wielu klientów została zasiana. Tym bardziej, że banki zaczęły wysyłać pozwy w tej sprawie. W szczególności dotyczyło to klientów, którzy wstąpili wcześniej na drogę sądową w kwestii unieważnienia umowy kredytowej.

REKLAMA (3)

W kilku przypadkach polskie sądy wydały już postanowienia w tej sprawie. Nie znam rozstrzygnięcia, które nakazywałoby klientowi cokolwiek bankowi zapłacić. W swoich decyzjach sędziowie powoływali się na różne przepisy, ale najczęściej ich podejście można określić jednym zdaniem: nie można kazać płacić za coś, co wynika z wadliwej umowy. Innymi słowy banki mogłyby w tej chwili w pełni świadomie tworzyć wadliwe umowy, a potem po ich unieważnieniu żądać opłat za to, co wynika z ich realizacji. Nawet z punktu widzenia laika wygląda to na sytuację bez sensu. Nie zmienia to jednak faktu, że jakaś niejednoznaczność zawsze może mieć miejsce. Stąd tak ważna jest kolejna decyzja TSUE. Tym razem dotycząca właśnie tej kwestii.

I właśnie kilka dni temu, w środę 12 października, odbyło się pierwsze posiedzenie TSUE dotyczące opłat za korzystanie z kapitału. Decyzji nie podjęto, na to będzie trzeba jeszcze poczekać prawdopodobnie około pół roku. Ale ja dzisiaj chciałem zwrócić uwagę na ważną kwestię. A mianowicie na koszt rozwiązania problemów frankowych dla całego sytemu bankowego. A właściwie na to, jakie stanowisko w tej sprawie, przy okazji postępowania przed TSUE, zaprezentował szef Komisji Nadzoru Finansowego. Otóż jego zdaniem zignorowanie prawa banków do żądania za korzystanie z kapitału mogłoby wręcz zachwiać stabilnością systemu bankowego. Czy ma to być głos, który ma powstrzymać TSUE przed wyrokiem korzystnym dla klientów? Tylko jak sobie z taką argumentacją poradzić z prawnego punktu widzenia? Co prawda bankom nie należy się nic, ale żeby nie upadły klienci mają płacić? Ciekawe podejście…

Ale ważniejsze jest co innego. Oczywiście, że wakacje kredytowe, dodatkowe opłaty, parapodatki itd. itp. to coś, co w system bankowy uderza. Ale „uderza” od „możliwość upadłości” dzielą lata świetlne. Przytoczyłem przykład wakacji kredytowych, bo pamiętamy, jakie słowa przy okazji ich wprowadzenia w kontekście sytuacji systemu padały. To też miało być mocne uderzenie w jego stabilność. Oczywiście „franki” to zdecydowanie poważniejszy problem. Ale problem do rozwiązania, o czym wielokrotnie dyskutowaliśmy jeszcze nawet przed decyzją TSUE sprzed trzech lat. Koszty ostatecznego rozwiązania problemu kredytów frankowych będą problemem tylko wtedy, kiedy obciążą banki w krótkim czasie. Już, tutaj, teraz. Ale można ten problem rozciągnąć na lata, choćby przy pomocy działań Narodowego Banku Polskiego. W końcu to on jest najważniejszym organem w kontekście stabilności systemu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze