KNF do likwidacji?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Nie będę zbyt długo zajmował się kwestią nowego szefa KNF, bo go po prostu nie znam. Nie zna go również zbytnio tzw. rynek. Przynajmniej nie znają go moi znajomi, którzy w tym rynku mocno siedzą. Nie musi to oczywiście jeszcze niczego złego oznaczać. Nowy szef KNF może być kompetentną osobą. Problem w tym, że wobec kryzysu, który ta instytucja przeżywa, lepiej byłoby, gdyby jej stery objął ktoś mający na owym rynku pozycję. Ktoś z naprawdę dużym doświadczeniem. I takie oczekiwania padały z wielu ust w ostatnich dniach. Ale jest, jak jest. Pozostaje mieć nadzieję, że nowy szef KNF się po prostu sprawdzi.
Jednak nie o tym chciałem dzisiaj napisać. Kryzys KNF, bo jak nazwać sytuację, w której jej przewodniczący podaje się do dymisji z powodów, które wszyscy znamy, może być dobrym momentem, żeby zastanowić się, czy reforma nadzoru przeprowadzona dwanaście lat temu miała sens.
Nie byłem fanem tego projektu. Ówczesne władze tłumaczyły, że jeden podmiot nadzorujący w dobie globalizacji będzie skuteczniejszy. Wtedy się z tym nie zgadzałem, nie zgadzam się i dzisiaj. Zresztą najważniejszy pod względem wielkości, rozwinięcia i potencjału rynków finansowych kraj na świecie, czyli Stany Zjednoczone, obrały inną drogę. I nawet problemy 2008 roku nie spowodowały rewolucji. Owszem, zmiany następują – w USA powołano na przykład w 2010 roku Radę Nadzoru nad Stabilnością Finansową, ale w kwestii oddzielnego nadzoru nad poszczególnymi sektorami rynku zmian nie ma. Są nowe podmioty, nieznacznie zmieniono kompetencje, ale szkielet jest dokładnie taki, jak był. W szczególności nadzór nad bankami sprawuje przede wszystkim amerykański bank centralny, czyli FED. Mamy także Biuro Kontrolera Waluty oraz Federalną Korporację do Spraw Ubezpieczenia Depozytów. Jednak bank centralny stanowi absolutnie podstawowy element systemu. W obszarze rynków kapitałowych, czyli giełd, najważniejszą rolę sprawuje z kolei Komisja Papierów Wartościowych. Istotną funkcję pełni również Komisja ds. Handlu Towarowymi Kontraktami Terminowymi. Nie będę ciągnął tego tematu dalej, chodzi mi tylko o to, że w Stanach funkcjonuje dokładnie odwrotny model niż nasz, czyli mamy do czynienia z oddzielnymi, specjalistycznymi nadzorami nad poszczególnymi rynkami, a nie z próbą „ogarnięcia” wszystkiego naraz.
Największy problem dotyczy chyba właśnie sektora bankowego. Narodowy Bank Polski całą dobę monitoruje to, co się dzieje na świecie. Tymczasem KNF to urząd pracujący po prostu mniej więcej osiem godzin na dobę. Oczywiście zawsze można kogoś wezwać, jak się coś złego wydarzy. To fakt, ale NBP jest uczestnikiem rynku, jest bezpośrednim aktorem i częściowo kreatorem tego, co się dzieje, a to, szczególnie w sytuacjach nadzwyczajnych, jest ewidentnym atutem.
Mówiąc wprost: zamiast wzmacniać KNF, tak jak chce tego jej nowy szef, warto by było się zastanowić nad tym, czy nie wrócić do rozwiązania obowiązującego przed 2006 rokiem. A przynajmniej zastanowić się nad wyciągnięciem z KNF nadzoru nad systemem bankowym. Moim zdaniem logika na to wskazuje. Choć mam pełną świadomość tego, że jest to decyzja o mocnym ciężarze politycznym. Nadzór bankowy w NBP wzmacnia jego prezesa, osłabiając jednocześnie premiera, który wybiera i nadzoruje szefa KNF. Pewnie nie ma zatem szans, żebyśmy w tę stronę w najbliższym czasie poszli.
Pozostaje zatem mieć nadzieję, że pomimo niezbyt dużego doświadczenia w praktyce funkcjonowania rynków finansowych nowy szef z trudną materią sobie poradzi. A może nawet będzie próbował być inicjatorem jakichś zmian. Choćby na poziomie dyskusji medialnej. Bo o ile polski system bankowy jest zdrowy, o tyle rynek kapitałowy na przykład jest w największym kryzysie od momentu swojego powstania.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze