Mamy to!?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Inflacja w marcu spadła poniżej 2%. A to mniej niż poziom, który chcemy mieć. Niestety, to nie koniec walki o stabilne ceny…
Koszyk inflacyjny podrożał w marcu o 1,9% w stosunku do marca 2023 roku. Czyli z polskiego na nasze: tyle wyniosła inflacja. Przypomnę, że koszyk inflacyjny to 1500 dóbr i usług najczęściej kupowanych przez gospodarstwo domowe. To właśnie zmiany cen tych dóbr i usług analizujemy, żeby określić, jak zmieniają się koszty naszego życia. A zawsze na początku kolejnego roku Główny Urząd Statystyczny analizuje zmiany w koszyku w poprzednim roku. Czyli sprawdza, czego kupowaliśmy więcej, czego mniej. Niektóre rzeczy wyskakują z koszyka, inne do niego wchodzą, Zmieniają się także udziały. I właśnie marcowa inflacja jest pierwszą opublikowaną według nowego składu koszyka. Poznajemy też wtedy nowe udziały poszczególnych grup towarów i usług. Ale te informacje dostajemy wtedy, kiedy zostaną opublikowane dane ostateczne. A to stanie się w połowie miesiąca.
Na razie poznaliśmy dane wstępne, czyli tak zwany szybki odczyt. Wielkich różnic w stosunku do danych ostatecznych nie będzie. Możemy zatem odnotować, że inflacja jest w celu inflacyjnym. A nawet nieco poniżej poziomu zakładanego przez Narodowy Bank Polski. Przypomnę, że ten poziom to 2,5% z możliwymi odchyleniami o punkt procentowy. Czyli, jak jesteśmy między 1,5% a 3,5%, to znaczy, że jest tak, jak ma być. A zatem sukces? Na pewno tak. Ale jak już pisałem wielokrotnie, na razie (przynajmniej moim zdaniem) chwilowy. Bo inflacja raczej wzrośnie. Pytaniem otwartym jest tylko to, do jakiego poziomu. Sądzę, że niestety dość wysoko, być może nawet powyżej 7% w drugiej połowie roku.

No dobrze. To dlaczego jest tak dobrze i dlaczego będzie gorzej? Spadek inflacji wynika z kilku czynników. Przede wszystkim sprzyja nam świat. Czyli jest dokładnie odwrotnie, niż pisał kilka miesięcy temu Narodowy Bank Polski na banerze wywieszonym na jego siedzibie w Warszawie. Spadające na rynkach światowych ceny żywności i surowców (z surowców produkujemy wiele towarów znajdujących się w koszyku inflacyjnym) pociągnęły w dół ceny także w Polsce. Tym bardziej, że umocnił się złoty, czyli import stał się tańszy. Poza tym ograniczyliśmy zakupy, bo przez około rok spadały realne wynagrodzenia i mocno podrożały kredyty. W efekcie tego wszystkiego inflacja zaczęła spadać. To rzeczywiście imponujący wynik: z 18,4% w lutym 2023 roku do 1,9% w marcu 2024 roku. Ale nie jest to odosobniony przypadek, bo podobną skalę spadku odnotowuje wiele krajów, choćby Czechy. A na takiej Łotwie inflacja spadła z grubo ponad 20% do nieco powyżej zera. Tak czy inaczej, sukces jest. Ale….

REKLAMA (3)

No właśnie, ale. Technicznie tak mocny spadek inflacji wiąże się z tak zwanym efektem bazy. W pierwszych miesiącach zeszłego roku wzrost inflacji był bardzo mocny. Głównie ze względu na zmiany cen regulowanych, które dokonywane są właśnie na początku roku. W styczniu w ciągu miesiąca ceny wzrosły o 2,5%, czyli o tyle, o ile powinny wzrosnąć w rok. W lutym było to 1,2%, w marcu 1,1%, a w kwietniu 0,7%. Ale potem te wszystkie czynniki, o których pisałem przed chwilą, wyhamowały wzrost cen. I wręcz doprowadziły do jego spadku. Widzimy to bardzo wyraźnie, sami potrafimy przecież wskazać takie artykuły, które potaniały, jak choćby olej rzepakowy, mąka, cukier czy masło. Nie mówiąc już surowcach. Dla przykładu aluminium staniało o 40%, a to ma wpływ na koszy produkcji choćby napojów, które w puszkach są sprzedawane. W efekcie w sumie na przykład we wrześniu 2023 roku ceny spadły o 0,4% w stosunku do sierpnia 2023 roku.

REKLAMA (2)

No i teraz najważniejsze: początek tego roku nie oznaczał mocnych wzrostów cen, przede wszystkim cen regulowanych. Nie było też innych poważnych czynników podkręcających ceny. A zatem miesięczna inflacja w styczniu wyniosła zaledwie 0,4%. A nie 2,5% jak rok wcześniej. Wypada nam zatem styczeń zeszłego roku, fatalny, w to miejsce wchodzi znacznie lepszy styczeń tego roku, no i w efekcie inflacja roczna spada na łeb na szyję.
Tyle tylko, że wiecznie tak nie będzie. Ten tzw. efekt bazy w drugiej połowie roku zacznie prawdopodobnie działać w drugą stronę. No bo, czy możemy oczekiwać spadku cen koszyka we wrześniu 2024? Co by się takiego musiało stać? Czy pszenica albo rzepak potanieją o kolejne 50%? A aluminium o kolejne 40%? To musiałoby oznaczać nowy kryzys porównywalny z tym covidowym, a na razie nic takiego nie ma na horyzoncie. A zatem choćby z tego powodu inflacja odbije.
No i zaczniemy więcej kupować. Pensje rosną i to mocno. Także w budżetówce. „500+” to już „+800” itd. itp. Oczywiście część tych pieniędzy pójdzie na odbudowę oszczędności. Naruszyliśmy je w ostatnim czasie. Ale i tak na wydawanie sporo zostanie. A rosnąca konsumpcja oznacza nacisk na wzrost cen.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze