Marek Zuber: Franki, WIBOR i zyski banków

0
Marek Zuber
REKLAMA

W pierwszym półroczu 2023 roku system bankowy zarobił ponad 15 mld złotych. To o połowę więcej, niż w roku 2022 w tym samym okresie.
System bankowy pełni wiele bardzo ważnych ról w gospodarce rynkowej. Na przykład taką, że banki są instytucjami zaufania publicznego. Jeśli wpłacamy do nich własne pieniądze, to mamy mieć gwarancję, że nic złego się z nimi nie stanie. Jaki podmiot ma jeszcze taki status? Albo pełnią taką rolę, że przy ich pomocy gospodarka się rozwija. Czasem to one głównie finansują rozwój. Jak w Europie, gdzie wciąż wartościowo dwie trzecie inwestycji firm realizowane jest dzięki systemowi bankowemu, a czasem jak w USA, gdzie ten odsetek to około jedna trzecia. Jednak zawsze odgrywają one w tym względzie ważną rolę. Tak jak w finansowaniu potrzeb państwa. Przecież to banki właśnie są jednymi z najważniejszych podmiotów kupujących obligacje skarbowe, dzięki którym państwo może mieć do dyspozycji więcej pieniędzy, niż wynika z wpływów do budżetu.

Mimo to banki kojarzone są bardzo często z czymś nie do końca dobrym. Krwiopijcy działający na granicy etyki, albo często tę granicę przekraczający. I jest to obraz funkcjonujący nie tylko w Polsce. Po części wynika to z tego, że dobrze prowadzona działalność bankowa w normalnym kraju jest po prostu dochodowa. A właściciele banków często lubią się efektami tej dochodowości chwalić. Ale główny problem jest taki, że rzeczywiście banki potrafią także „iść po bandzie”. Było to aż nadto widoczne choćby w związku z kryzysem finansowym 2008‒2009. Wystarczy popatrzeć, jakie kary w związku ze swoją działalnością płacili przedstawiciele sektora choćby w Stanach Zjednoczonych, gdzie element kontroli nad systemem, wyłapywania nadużyć i egzekwowania konsekwencji jest bardzo efektywny. Ale i w Polsce mamy tego przykłady. Choćby za sprawą wielu umów kredytów „frankowych”, czego potwierdzeniem są nie tylko decyzje polskich sądów, ale także – a może przede wszystkim – to, co mówi Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czyli TSUE.

Oczywiście z wyrokami sądów też można się nie zgadzać i uważać, że prezentują one specyficzne podejście do jakichś obszarów. Jednak zdaje się, że część przedstawicieli banków w Polsce przyjęła zasadę, że wszystko co oznacza wskazanie winy systemu bankowego, jest przejawem nieuczciwości. A tak z pewnością nie jest. Piszę o tym dlatego, że ostatni wyrok TSUE wzbudził jeszcze więcej emocji, niż ten przełomowy sprzed trzech i pół roku. Ten z października 2019 roku dotyczył tego, co zrobić z umową kredytową, w której pojawiają się klauzule niedozwolone. TSUE było jednoznaczne: unieważnić. Banki znalazły jednak sposób na to, żeby z jednej strony zmniejszyć koszty związane z rozwiązanymi umowami, a z drugiej zniechęcić klientów do występowania przeciwko nim do sądów. Straszyły bowiem, biorąc pod uwagę formę wysyłanych pism – straszyły jest adekwatnym określeniem – że wystąpią o nakazanie zapłaty za korzystanie z kapitału. Wysyłając do klientów tego typu pisma, skutecznie zniechęcały część z nich do podejmowania kroków prawnych. I wiem coś o tym także z najbliższego swojego otoczenia, kilku znajomych nie zdecydowało się bowiem na sądową batalię.

REKLAMA (2)

Ale niedawno – czyli w czerwcu 2023 roku – TSUE wyraźnie powiedziało, że za korzystanie z kapitału bank nie może nic żądać. To oznacza jeszcze większą liczbę pozwów, bo klienci nie będą się bać konsekwencji. Oczywiście potrafię wskazać kolejne pomysły, żeby utrudnić drogę sądową klientom, ale jest ich coraz mniej i są coraz mniej efektywne. Tym bardziej, że zaczynają pojawiać się przepisy, które wychodzą naprzeciw bankowym klientom. Na przykład to, że w trakcie przewodu sądowego nie można zgłaszać nowych dowodów. A to oznacza, że przeciąganie spraw będzie trudniejsze.
Piszę to wszystko po to, żeby zwrócić uwagę na jedną kwestię. Rozumiem, że po pierwsze przedstawiciele banków – nie wszyscy, to też jasno podkreślam – nadgorliwie walczą o swoje albo walczą o swoje dla właścicieli. Po drugie może też być tak, że faktycznie w ich przekonaniu sądy, w tym TSUE, poszły za daleko i naprawdę zgodnie z własną wiedzą z tymi decyzjami się nie zgadzają. Jednak nie zmienia to faktu, że wyciągają argumenty, które w rzeczywistości jeszcze bardziej szkodzą. Od początku słyszymy przede wszystkim, że rozwiązanie problemu frankowego zdestabilizuje system bankowy. Nie zdestabilizuje.

REKLAMA (3)

Zagrożeniem jest tylko sytuacja, w której cały koszt próbowano by rozliczyć na przykład w ciągu jednego kwartału. Ale tak nie było i nie jest. A nawet jeśli, to NBP ma możliwości, żeby system bankowy w takiej sytuacji wspomóc. Pisałem zresztą o tym. Po co cały czas wyciągać argument, który powoduje, że wiarygodność banków jeszcze bardziej spada? Przecież proces rozliczeń bankowych się zaczął, rezerwy są tworzone i system nie jest zdestabilizowany. I nie będzie. I ludzie to widzą. Szkoda, że nawet przewodniczący KNF w pewnym momencie uległ tej retoryce. TSUE w czerwcu ogłosiło to, co ogłosiło i żadnego dramatu nie ma. Także, jeśli chodzi o wyceny banków. A wygenerowany w pierwszym półroczu zysk absolutnie rekordowy tylko to potwierdza. I jeszcze bardziej denerwuje tych, którzy słyszą, że rozwiązanie problemu frankowego zabije banki. Oczywiście zysk jest rekordowy, bo od dwudziestu lat nie mieliśmy tak wysokich stóp procentowych. I na wieki takie nie będą. Ale walka z inflacją daje potencjał na ponadprzeciętne zyski także w przynajmniej kolejnych dwóch latach. Nie mówmy już zatem o destabilizacji systemu. Chyba, że jakiś sąd zakwestionuje WIBOR. Ale to zupełnie inny temat.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze