Marek Zuber: Izera, czyli chiński desant?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Epopeja tworzenia polskiego samochodu elektrycznego przypomina słabej jakości operę mydlaną. Czy skończy się tak, że będą go dla nas produkowali Chińczycy i to w dodatku w fabryce stworzonej w dużej mierze za nasze pieniądze?
Najpierw trochę historii. Pamiętacie jeszcze Państwo „Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”? Pamiętacie programy „Żwirko i Wigura”, czyli budowę dronów bojowych, „Luxtorpeda” to z kolei pociągi wielkiej prędkości, albo „Batory”, czyli tworzenie promu pasażerskiego? Szczególnie ten ostatni figuruje jako kiepski przykład efektywności całej „Strategii”. Siedem lat temu Mateusz Morawiecki z impetem przemierzał Polskę i pokazywał swój kluczowy program. Niewiele z niego wyszło. Mało tego, niektórzy w ogóle zapomnieli, że coś takiego miesiącami promowano.

Ale chyba najbardziej medialnym projektem zaprezentowanym siedem lat temu był projekt budowy polskiego samochodu elektrycznego. Na początku zakładano – tak napisano na stronach odpowiedniego ministerstwa – że polski samochód elektryczny będzie polski tylko wtedy, kiedy dwie trzecie jego części będzie produkowanych przez polskie (oczywiście pytanie, co to znaczy „polskie”) firmy. Po kilku miesiącach ktoś zrozumiał, że to jest mrzonka i zmieniono założenie na takie, że dwie trzecie części ma być produkowanych w Polsce. Czyli niekoniecznie przez polskie firmy. No, to już brzmiało nieco mniej nierealnie. Miesiącami czekaliśmy na projekt i w końcu Izera, bo i nazwę w międzyczasie stworzono, została publicznie pokazana. Ale nie, nie taka do produkcji. To był prototyp (dokładnie dwa), ale tylko „na pokaz”. Był to typowy składak z elementów, które akurat były pod ręką.

REKLAMA (3)

Oczywiście mówię o części technicznej, bo karoseria i wnętrze to już były rzeczywiście owoce twórczej pracy. Tyle tylko, że średnio zdolnemu projektantowi z wykorzystaniem obecnej technologii zaprojektowanie i fizyczne wykonanie części do kilku egzemplarzy zajęłoby kilka miesięcy. A potem kilka tygodni odpowiedniej kilkuosobowej ekipie ich poskładanie. Szybko okazało się, że za projekt wykonawczy – czyli taki do produkcji – będą odpowiadać… Niemcy. No to już zakrawało na ironię. Polski samochód elektryczny zaprojektują Niemcy, które nie są, delikatnie mówiąc, ulubionym kierunkiem wypadów obecnej władzy. W marcu tego roku dowiedzieliśmy się, że karoserię i wnętrze zaprojektuje jednak włoska PINIFARINA. Co zatem z polskim projektem? Ale wisienką na torcie jest to, że prawdopodobnie wszystko będzie robione wspólnie z chińskim Geely. To też ciekawe, bo nie wspomniałem jeszcze, że Izera miała jeździć na platformie, czyli płycie podłogowej (najważniejszy element samochodu) Renault, ale w międzyczasie zerwano rozmowy z Francuzami. Tak na marginesie, pokazane z wielką pompą trzy lata temu dwie Izery były prawdopodobnie właśnie na francuskich platformach. A teraz wszystko ma być na platformie chińskiej. Ale to nie koniec, bo Chińczycy mają uczestniczyć w projekcie znacznie mocniej. Wcale nie wykluczałbym, że dostarczą silnik, baterie i masę innych rzeczy. Być może wybudują nawet całą fabrykę. A z ostatnich plotek wynika, że w tej fabryce obok Izery mogą być też produkowane ich własne pojazdy. Oczywiście przedstawiane jest to tak, że to my będziemy dla Geely produkować auta. Formalnie może i tak będzie, ale za całą istotną technologię będą odpowiadać Chińczycy. Czyli de facto będzie to chińska fabryka, chińska technologia i chińskie samochody produkowane wraz z Izerą zaprojektowaną w dużej mierze (w całości?) przez Chińczyków. Tyle tylko, że fabryka będzie w Polsce. I być może o tę Polskę, czyli kraj w Unii Europejskiej, Chińczykom chodzi.

REKLAMA (2)

„Europa staje się otwarta na szantaż polityczny z zewnątrz, ponieważ stajemy się uzależnieni od dostaw surowców” – te słowa kilka dni temu wypowiedział szef BMW. Mówił to w kontekście ofensywy chińskich producentów samochodów elektrycznych, którzy do surowców mają dostęp. A w szczególności mają dostęp do surowców służących do produkcji baterii. Nauczyli się je tworzyć i produkować, tak jak nauczyli się tworzyć i produkować same samochody. W dodatku Chiny dotują swoich producentów, na co z kolei zwróciła uwagę nawet szefowa Komisji Europejskiej. Europa boi się chińskich aut, bo są tańsze i nie są to już fatalnie poskładane, niespełniające żadnych norm bezpieczeństwa jednorazówki. Kradzież technologii albo sprytne inwestycje u bardziej dojrzałych producentów zrobiły swoje. Przykładem jest tu wspomniane Geely, które jest przecież właścicielem szwedzkiego Volvo. Nawet jeśli szef BMW trochę przesadza, to i tak sytuacja jest poważna. Tym bardziej, że przecież Niemcy przemysłem motoryzacyjnym stały. A Niemcy to największa gospodarka Europy. Nie jest wykluczone, że Unia Europejska zdecyduje się na jakieś poważniejsze działania, żeby chronić rynek i własnych wytwórców. Oczywiście może to oznaczać działania odwetowe, bo rząd Chin nie przyzna się do niedozwolonego wspierania własnych producentów i uzna to za atak.
Czy będziemy mieli nową wojnę handlową? Nie wiem. Ale w takiej sytuacji fabryka Geely, w której będzie produkowana Izera, jeśli oczywiście ta inwestycja zostanie zrealizowana, może mieć znacznie szerszy wymiar. Pytanie tylko, czy to dobrze?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze