Żyjemy w przekonaniu, że Chiny to potężna gospodarka, która za chwilę zje wszystkich swoich konkurentów. Ale Państwo Środka ma swoje problemy.
Chiny to druga pod względem wielkości gospodarka świata. Wartość wyprodukowanych w niej dóbr i usług, czyli PKB, mogło przekroczyć w 2023 roku 17 bilionów USD. Mogło, bo ostatecznych danych jeszcze oczywiście nie mamy. Parcie do przodu od lat osiemdziesiątych, kiedy Chiny zdecydowały się na swój specyficzny model rozwoju łączący elementy rynku z politycznym monopolem partii komunistycznej, jest imponujące. Choć nie tak imponujące w ostatnim okresie, jak oczekiwania części ekonomistów sprzed lat. Pamiętam, jak analitycy z Goldman Sachs, jednego z najbardziej znanych i wpływowych banków świata, zakładali w połowie pierwszej dekady tego wieku, że Chiny w 2020 roku przegonią Stany Zjednoczone pod względem wielkości gospodarki. Nic takiego się nie wydarzyło. Państwo Środka jest pod tym względem wciąż mniejsze od USA o jedną trzecią. Ale, według Goldman Sachs, co się nie stało w roku 2020, ma się stać w roku 2030. Taka wersja obowiązywała w każdym razie do połowy zeszłego roku. Teraz jednak Goldman Sachs już nie jest tak pewny swoich twierdzeń.
Nie ufamy Chinom. I nie chodzi mi tutaj tylko o to, że to nie jest państwo demokratyczne. Nie muszę rozwijać wątku, wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Fakt ten nie przeszkadzał jednak światu prowadzić intratne interesy z Chinami. Ostatni okres to jednak wyraźny wzrost napięcia. Szczególnie było to widoczne za czasów prezydentury Trumpa. Zaczęła się wojna handlowa, zaczęły się różnego rodzaju ograniczenia. A przybrały one na sile w ostatnich kilkunastu miesiącach także w związku z zaostrzeniem sytuacji miedzy Chinami a Tajwanem. Możemy oczywiście zastanawiać się, czy stanowisko USA jest bardziej przejawem wyznawanych zasad etyki i sprawiedliwości, czy też ochrony własnych interesów, także gospodarczych. Ale nie zmienia to faktu, że istotnie Chiny mają ostatnio trudniej. Choć oczywiście ataki na Pekin niosą ze sobą odpowiednie działania odwetowe. Sankcje to broń obosieczna, a jak bardzo jesteśmy uzależnieni od Chin, przekonaliśmy się w czasie pandemii w związku z pozrywanymi łańcuchami dostaw.
Ale nie ufamy Chinom także pod względem danych, które płyną do nas, a dotyczą sytuacji chińskiej gospodarki. Po prostu wiele wielkości jest naciąganych albo wręcz „branych z sufitu”. Tak po prostu, żeby pasowało i dobrze wyglądało. I dlatego trudno jest oceniać rzeczywistą sytuację chińskiej gospodarki.
A ta prawdopodobnie zaczyna mieć poważniejsze kłopoty. I to w wielu obszarach. W styczniu w zeszłym roku Chiny oficjalnie przyznały się do ujemnego przyrostu naturalnego. Wielu ekspertów już wcześniej przypuszczało, że ta sytuacja ma miejsce i to przynajmniej od roku 2014. I być może Chińczyków jest znacznie mniej, niż mówią oficjalne dane. A te wskazują na przekroczenie poziomu 1,4 mld. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, że prognozy demograficzne nie są dobre, a to może oznaczać problemy z ludźmi do pracy w perspektywie nie dziesięcioleci, lecz kilkunastu lat. Samo to może być elementem hamującym wzrost na tyle, żeby przegonienie Stanów Zjednoczonych stało się nieosiągalne.
Bardzo negatywny wpływ demografii na gospodarkę to perspektywa nieco dłuższa, ale już dzisiaj Chiny borykają się z potężnymi problemami rynku nieruchomości. A ich udział w PKB szacowany jest na 25%, czyli znacznie więcej, niż w USA czy bogatych krajach europejskich. Do tego trzeba dodać rosnące ryzyko utrwalenia deflacji, czyli spadku cen. Z nim trudniej jest walczyć niż z inflacją, a trzeba jeszcze pamiętać, że chiński bank centralny nie jest niezależny. Wzrasta też niezadowolenie wśród młodzieży z powodu rosnącego poziomu bezrobocia w tej grupie społeczeństwa. No i swoje robią także różnego rodzaju sankcje. Na przykład dotyczące najbardziej zaawansowanych półprzewodników i urządzeń do ich produkcji, a to utrudnia dotrzymanie kroku choćby w przypadku prac nad sztuczną inteligencją. Sankcje i rosnące ryzyko ograniczają także inwestycje zagraniczne. A obrazu dopełnia zwiększające się zadłużenie państwa. I wspominam tu tylko o najważniejszych kwestiach.
W tym kontekście zupełnie inaczej brzmią słowa wypowiedziane przez prezydenta Chin podczas ostatniego zjazdu partii komunistycznej. Mówił on o burzy, która może nadejść. Czy Xi Jinping miał na myśli to, co się już wydarzyło, czy też wiedział o czymś, co dopiero nadejdzie?




















