Marek Zuber: Wreszcie normalniej

0
Marek Zuber
REKLAMA

Ostatnia konferencja prasowa Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego, wreszcie wyglądała mniej więcej tak, jak powinna wyglądać tego typu konferencja. Mniej więcej, bo z kilkoma tezami trudno się zgodzić. Ale niespecjalnie zmieniają one ogólny wydźwięk.
Pamiętacie Państwo reklamę pod szyldem Narodowego Banku Polskiego, w której starszy pan kupuje kilka artykułów i mówi, że znowu zostały mu pieniądze? Pisałem o niej parę tygodni temu w kilku kontekstach. Na przykład w takim, że owszem pieniądze zostały, ale poziomy cen są bardzo wysokie. I pomimo spadku są one dużo wyższe, niż na przykład trzy lata temu. Czyli starszemu panu zostały pieniądze, ale w porównaniu do jego zakupów rok temu. Bo w stosunku do cen sprzed trzech lat musiał zapłacić dużo więcej. No i dobór artykułów nie był przypadkowy. Przedmiotem zakupów były mąka, olej i cukier, które faktycznie od szczytu cenowego dość mocno potaniały. A co z resztą produktów? No tu już jest różnie.

Jednak najbardziej w tej reklamie nie podobała mi się jej druga część. Oto bowiem lektor twierdził, że inflacja spada, a miesięcznej nie ma – pomimo oddziaływania czynników zewnętrznych – dzięki działalności NBP. I to była kompletna bzdura. Owszem NBP przyczynił się do spadku inflacji, ale wtedy, kiedy tę reklamę zaprezentowano, głównym powodem spadku były właśnie czynniki zewnętrzne, efekt bazy i spadające realne wynagrodzenia. Czyli w szczególności czynniki zewnętrzne nam wtedy pomagały, a nie przeszkadzały.
I oto stał się cud. Na ostatniej konferencji prasowej, po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, szef NBP, czyli Adam Glapiński, przyznał, że rzeczywiście to czynniki zewnętrzne w dużej mierze doprowadziły do obniżenia inflacji. Czyli taniejące surowce i żywność.

Czyżby wcześniej wybory przeszkadzały w rzetelnej ocenie sytuacji?
W ogóle ostatnia konferencja wreszcie wyglądała mniej więcej tak, jak wyglądać powinna. Zakomunikowanie decyzji RPP, przesłanki tej decyzji, czynniki wpływające na inflację, a potem perspektywy jej kształtowania. I rzeczywiście w oparciu o fakty. Przynajmniej w zdecydowanej większości. Owszem, trochę socjotechniki też było. Glapiński zaprezentował na przykład zestawienie, z którego wynika, że niebędąca w strefie euro Polska od 2004 roku rozwijała się szybciej, niż kilka przykładowych krajów, które euro przyjęty. To prawda. Ale nie wiemy, co by było, gdybyśmy byli w strefie euro. Z tego zestawienia, ani z tego wykresu nie wynika, że byłoby gorzej. A może lepiej? Nie sprawdzimy tego jednoznacznie, bo nie cofniemy się o dwadzieścia lat, nie przyjmiemy euro i nie zobaczymy, jak wtedy potoczyłyby się losy gospodarcze naszego kraju. Kilka rzeczy by nam przeszkadzało, ale kilka pomagało.

REKLAMA (2)

Nie zgadzam się też z tezą o relatywnie małym wpływie rosnących wynagrodzeń na inflację. Moim zdaniem w tym roku będzie on zacznie większy, niż tylko 0,1 punktu procentowego, tak zakłada Glapiński, dodatkowego wzrostu wskaźnika CPI, czyli inflacji właśnie. Jednak możemy mieć przecież inne zdanie. Nie zmienia to faktu, że wreszcie, miejmy nadzieję na dobre, Glapiński mówił mniej więcej to, co szef banku centralnego mówić powinien.
I w tym kontekście na jeszcze jedną ważną kwestię chciałem zwrócić uwagę. Miesiącami prezes NBP ogłaszał sukces na polu walki z inflacją, ukręcenie łba „tej Hydrze”, niemalże koniec problemu itd. itp. I przedstawiał teorie, że teraz to już będzie tylko lepiej. Przestrzegaliśmy, że owszem inflacja mocno spadnie, ale że w drugiej połowie roku 2024 może znowu odbić. Takie zagrożenia widziały największe banki centralne na świecie, pisałem o tym dość szczegółowo. Jednak zagrożenia tego nie widział Glapiński. I znowu można zadać pytanie: dlaczego? Ale wreszcie to zagrożenie zobaczył. Na ostatniej konferencji wyraźnie słyszeliśmy, że owszem inflacja jeszcze spadnie, ale potem znowu znacząco wzrośnie. Tym samym trudno tworzyć jakieś totalnie optymistyczne perspektywy w kwestii obniżek stóp procentowych. Smutne jest tylko to, że mało prawdopodobne wydaje się roztargnienie w tej kwestii szefa NBP. Niewiedza? Przecież analitycy NBP na to wskazywali, choć faktycznie w ich prognozach ten element nie był kluczowy. A może jednak wybory i chęć ogłoszenia sukcesu NBP, ale także ówczesnego rządu?

REKLAMA (3)

Jak już pisałem tydzień temu, teraz czeka nas zapewne mocny spadek inflacji, może nawet poniżej 3%. Ale niestety na krótko. Od drugiego kwartału znowu będzie ona prawdopodobnie rosła. O ile? To zależy także na przykład od tego, czy tarcza antyinflacyjna zostanie utrzymana przez cały rok. Na razie nie zmieniam zdania i zakładam, że niestety znowu możemy przebić poziom 7%.
Aha, i jeszcze jedno. Glapiński znowu kilka razy powtórzył, że prognozy NBP były najlepsze. No cóż, to chyba czytamy różne rzeczy. Jak już wielokrotnie wspominałem, mamy internet i możemy zobaczyć, co i kto rok temu czy pół roku temu pisał i mówił na ten temat…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze